blog · inspiracje · pisanie

O inspiracjach i nieinspiracjach.

Kiedy zakładałam bloga, wymyśliłam sobie, że stanie się on miejscem wyrzucania z organizmu twórczych frustracji i niemocy pisarskich. Cóż, życie weryfikuje moje plany, a i obiecane sobie samej pisanie tekstu na bloga przynajmniej raz w tygodniu też mi się nie udało. Przynajmniej na razie. Nie zrażam się jednak, bo przecież robię to dla własnej przyjemności, a nie milionów czytelników (tych kilku wiernych obdaruję kiedyś ciastem – o!).

Wracając jednak do tematu. Lubię o sobie mówić, że jestem pisarzem (jak pewnie wielu domorosłych gryzipiórków). Jednak od jakiegoś czasu z pisaniem mam nie po drodze – bo mnie otoczenie nie inspiruje, albo inspiruje w sposób nieprzydatny. A na moje przemyślenia o inspirującym/nieinspirującym otoczeniu nakierował mnie niejaki niepiszący komentując jeden z moich wpisów. Bo to wcale nie jest tak różowo, nawet jak się w pracy trafiają oryginały.

Mieszkając sobie w małym angielskim miasteczku (albo rozrośniętej wsi, jak kto woli), nie ma wielu ciekawych miejsc, które mogłyby stworzyć magiczne miejsce do pisania. Wszystkie domki są identyczne (lub bardzo podobne), tak samo ulice i uliczki – i chociaż sporo zieleni wkoło, to brak temu uroku. I pomyśleć, że narzekałam na mieszkanie w wielkim mieście… Okazuje się, że małe miasto nie jest lepsze, prowincja jest przereklamowana, a angielska życzliwość jest nudna i fałszywa. I mimo całego tego nieklimatycznego miejsca, trafiają mi się krajobrazowe perełki! Jak ten czas między świtem a porankiem (kiedy biegnę do pracy) i udaje mi się dojrzeć księżyc tak wielki, że aż nierzeczywisty, o urokliwym bursztynowym kolorze. Albo mgła leżąca tuż nad ziemią, gdzieś na trawiastym wzniesieniu (takie polanki miedzy domkami to norma), tak magiczna, prowadząca do Avalonu.

Miejsce pracy z kolei to zupełnie inna bajka. Nie będę oszukiwać, w Mieście Fabryk i Magazynów pracuje się w magazynie, między prostymi (a nawet prostackimi) ludźmi, którzy są niestety schematyczni, przez co mogą stanowić zaledwie tło powieści. Ale przez ten niewielki okres czasu, który tu spędziłam spotkałam Babette. Babette to imię bohaterki, która powstała na szkielecie prawdziwej kobiety, i tylko czeka na odpowiedni tekst, w którym zaistnieje. I tyle.

Nadal obserwuję, nadal szukam, ale widzę coraz mniej. I to jest smutne, bo otoczenie mnie nie inspiruje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s