blog · podsumowanie

Marzec ’15

Kiedy już myślałam, że marzec będzie kiepskim miesiącem czytelnika, pojawiła się Marissa Meyer i przyssała mnie do Sagi Księżycowej. I gdzieś między siłowaniem się z powieściami (i nie tylko), udało mi się obejrzeć bardzo dużo serialowego materiału.

Morgana
Podsumowanie marca sponsoruje Eva Green jako Morgana w kiepskim serialu Camelot.

Przeczytałam Conana Barbarzyńce, po dobrych dwóch miesiącach. I nie wiem jeszcze, czy jestem z tego dumna. Cieszę się, że w końcu po najsławniejszego wojownika literatury sięgnęłam – wiadomo, klasyka. Rozumiem mechanizmy Conana, to jak jest zbudowana jego postać, jak podchodzi do świata – więc mi nie przeszkadzało, że wszystko obraca się wokół hasła „zabić wroga cokolwiek to jest”. Oczywiście sprawiało to wrażenie powtarzalności opowiadań, szczególnie gdy czyta je się ciągiem – może dlatego przez ponad 400-stronicowy e-book przedzierałam się tak długo. Jednak wydanie BookRage (bo właśnie to towarzyszyło mi tak długo) ma kilka zgrzytów. Przeszkadzało mi ułożenie opowiadań. Brakowało mi wewnętrznej chronologii współgrającej z życiem Conana. Momentami te skoki w czasie były męczące, i powodowały chaos. Może któregoś dnia zaopatrzę się w te urocze stare wydania, w rozmiarze prawie kieszonkowym.

Obecnie podróżuję z pozycją Katarzyny Walentynowicz Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim. I jest to dla mnie swoista podróż sentymentalna do czasów beztroskiej nastoletniości. To jednak gdzieś w połowie zrobiłam sobie przerwę na cudowny cykl Marissy Meyer The Lunar Chronicles. Do tej pory przeczytałam trzy powieści: CinderScarlet i Cress. Jestem zachwycona i doświadczam książkowego kaca. To co Meyer zrobiła z klasycznymi baśniami pokazuje, jak wiele w literaturze można jeszcze stworzyć. I w brew pozorom wcale nie musi być to AŻ tak wtórne. Zdecydowanie jest to materia na dłuższy tekst, najeżony cytatami i innymi smaczkami ze świata retellingu. Dodam, że to kolejny cykl, do którego się przekonałam (w mniejszym lub większym stopniu) dzięki Wiedźmie na orbicie. Czekam na kolejne jej rekomendacje.

Marzec nie obfitował w wiele lektur, ale wzbogacił moją kolekcję o kilka nowych tytułów, czasami dość zaskakujących. Upolowałam takie pozycje: Douglas Hulick Przysięga stali – polski papier, któremu dotarcie do mnie zajęło dwa tygodnie; do kolekcji na regalik obok Honoru złodzieja; Zoe Sugg Girl Online – bo zobaczyłam tani jak barszcz ebook na nooka, i mnie coś podkusiło; Andy Weir Marsjanin – polski ebook, bo była promocja i był w liście lektur na DKK do wyboru, więc musiałam posiadać; Morgan Rice A Quest of Heroes – bo w Polsce pojawiła się jako Przeznaczenie bohaterów, a wersja na nooka kosztowała tylko £0,90; musiałam; antologia Unfettered: Tales by Masters of Fantasy – kolejny tani zakup z księgarni nooka, kilka ciekawych nazwisk, mam nadzieję, że antologia będzie smaczna; Graham Masterton Taken for Dead  – bo śmieszna cena 19 pensów (złotówka?).

Obejrzałam dość sporo jak na mnie, głownie seriali. Podczas maratonowania kolejnych sezonów Merlina (jest ich 5, i obejrzałam wszystkie) zrobiłam sobie powtórkę z Mgieł Avalonu – nie zachwyciły mnie już tak bardzo, jak za pierwszym razem, ale porównuje je z powieścią, która zdecydowanie muszę sobie odświeżyć. Co do Merlina, nie jest to serial najwyższych lotów, nie ma co udawać. To bardziej ten do prasowania, a moment gdy Morgana staje się zła, nie dodał mu wcale pazura, a jedynie spłycił postać Gwen. A Artur nadal umiera na końcu. Samo zakończenie też było zbyt brytyjskie z całym „Long live the Queen” – Anglicy (pomijam, że nawet w pewnym momencie nazwali Albion, krainy, które miał Artur zjednoczyć, United Kingdoms).

Na ścieżce serialowej zaliczyłam też dwa pożegnania. Po pierwsze Glee, o którym miałam coś napisać, ale uznałam, że już wszystko powiedziała Zwierz w swoim tekście – może nie zgadzam się w 100%, ale tak w 95% na pewno. Smutno mi tylko, że przez 6 lat nikt nigdy nie wpadł na pomysł wsadzenia do grupy mola książkowego (tak, my czytacze śpiewamy, co wiem z własnego doświadczenia i moich kilku lat spędzonych w chórze), ani nałogowego oglądacza (Sam co prawda robił impresje aktorów, ale nic więcej z tego nie wynikało), ani fana komiksów – tylko fani Jezusa i Broadwayu. A przecież gdy wprowadzali nowe dzieciaki, mogli im dać jakieś inne zainteresowania, a nie kalki starych bohaterów. I jeszcze jeden tekst o Glee.

Po drugie Hart of Dixie, jestem z tych seriali do prasowania, ale zrobiony z humorem i wdziękiem. Najwidoczniej małe miasteczka na południu USA mają w sobie coś urokliwego, że pokazane w serialu przykuwają do fotela. Przygody Pani Doktor skończyły się bez zbędnego przedłużania dużym zbiorowym happy endem – chociaż twórcy chyba przesadzili z tą przerysowaną piosenką, no ale nie zawsze można mieć wszystko.

Na bieżąco oglądam Vikings, Once Upon a Time, The Fosters (ale w tym sezonie się tam dzieje!) oraz od niedawna Better call Saul. Dodatkowo próbuję zarazić się fascynacją do House of Cards oraz nadrobić Sons od Anarchy.

I jeszcze na sam koniec miesiąca, zupełnie przypadkiem, przez jeden dzień obejrzałam wszystkie 13 odcinków Unbreakable Kimmy Schmidt – bardzo lekką komedię od Netflixu, o kobiecie,m która piętnaście lat była przetrzymywana w bunkrze przez stukniętego pastora. Z końca XX wieku przeskoczyła do naszej współczesności i próbuje mieszkać w Nowym Jorku. Serial trzeba brać na klatę z mocnym przymrożeniem oka.

Filmowo, obok wspomnianych Mgieł Avalonu, było raczej spokojnie. Obejrzałam Dumb and Dumber To – nie myślałam, że Jim Carrey jeszcze kiedyś mnie rozbawi. A jednak mu się udało, bo jego duet z Jeffem Danielsem jako Harry i Lloyd jest genialny.

 

W końcu rozśpiewałam się z Into the Woods. Kolejny przykład jak bardzo lubię wariacje baśniowe, szczególnie gdy ktoś je ciekawie pomiesza i stworzy miłą dla oka i ucha całość. Świetnie zagrane i świetnie zaśpiewane. Cieszę się, że nie musiałam zbyt długo oglądać na ekranie Deppa, wypalił się dla mnie już dawno. Za to reszta obsady – cudo, i jak wisienka na torcie Meryl Streep.

 

I gdzieś w tym wszystkim znalazło się też miejsce na seans Birdmana. Powiem jedno – mistrzostwo. Nie spodziewałam się tak dobrego filmu, zaskoczenie bardzo pozytywne. Ciemne strony aktorstwa, szare barwy życia, i to zakończenie, ten niesamowity finał. Uśmiechałam się zawsze na dźwięk głosu Birdmana, bo bardzo przypominał mi tego zachrypniętego Batmana, co z kolej dodawało smaku w odniesieniu do samego Michaela Keatona.

Kwiecień z kolei zapowiada się mniej intensywnie, przynajmniej z perspektywy odbiorcy kultury. Pakuję się na Camp NaNoWriMo i będę pisała krótkie opowieści. DKK czyta Salamandrę Grabińskiego, a do mojej listy dodaję jeszcze Wilcze przesilenie, które już zbyt długo kurzy się na półce.

Reklamy

5 thoughts on “Marzec ’15

  1. Narobiłaś mi smaku na to Cinder już zupełnie…

    Ostatnio obejrzałam 6 odcinków Better Call Saul pod rząd i jest świetny! Jest zupełnie inny niż się spodziewałam – i to bardzo dobrze.

    1. Dzisiaj wyszedł 9 odcinek (nowy zawsze we wtorek). I też się nie spodziewałam, że Better Call Saul będzie tak dobre – a jestem jednym z niewiernych, co nie obejrzeli Breaking Bad.

      A Cinder czytaj, bo warto :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s