komentarz · literatura

O Kaczmarskim mimochodem.

Czytanie Mimochodem było dla mnie swoistą podróżą sentymentalną. Z Katarzyną Walentynowicz miałam okazję spędzić trzy lata młodości, obcując z jej zachwytem nad literaturą i sztuką podczas zajęć języka polskiego w liceum. To właśnie dzięki niej poznałam twórczość Jacka Kaczmarskiego, wzięłam udział w drugiej edycji Rzeźby słów, wyciągając z szuflady moje wiersze; pierwszy raz stanęłam na deskach prawdziwego teatru, udając że potrafię śpiewać. I kiedy tak grzebię sobie w pamięci, to okazuje się, że mój pierwszy tekst prozatorski też widziała właśnie pani Kasia.

Mimochodem

I tak mimochodem cofnęłam się w czasie, padłam ofiarą wspomnień i refleksji , bo też sama publikacja jest nimi przepełniona. I widzę siebie jako szarą myszkę, nieco wystraszoną swoim brakiem wyjątkowości, która tę wyjątkowość próbuje odnaleźć. Wspominam jak zaczęłam odkrywać sztukę, twórczą ekspresję, jak godzinami potrafiłam słuchać kolejnych płyt Kaczmarskiego, doprowadzając tym moją siostrę do szału, jak szukałam sposobu na życie. Byłam, i nadal jestem, idealnym przykładem młodego człowieka, którego charakteryzuje w swojej wypowiedzi Mateusz Nagórski:

Ci młodzi ludzie to – uściślając – najczęściej licealiści. w rozkroku pomiędzy dziecięctwem a dorosłością. budują swoje przekonania, system wartości, więc szukają autorytetów. a przy tym są jeszcze na tyle otwarci na nowości, że chce im się szukać. I znajdują – Kazika, Perfect, czy… Kaczmarskiego właśnie.

Mimochodem to zapis rozmów z ludźmi, którzy w jakiś sposób byli związani z Kaczmarskim. Są to ludzie wyjątkowi, co wcale nie dziwi, bo jednostki wybitne przyciągają inne jednostki wybitne. Pozycja jest podzielona na pięć rozdziałów, a każdy z nich to zupełnie inna rozmowa, inna dynamika, inna strona życia. W publikacji, poznajemy wspomnienia takich osób jak Alicja Delgas, Zbigniew Łapiński, Kazimierz Wojtaniec oraz Krzysztof Nowak.

Mam wrażenie, że twórczość Kaczmarskiego jest nadal niszowa, chociaż wszyscy znają jego nazwisko, a przynajmniej w mniejszym lub większym stopniu kojarzą je z niezniszczalnymi Murami. A jednak stanowi swoisty fenomen, którego charakter świetnie opisuje Walentynowicz we wstępie do książki:

Jacek Kaczmarski to poeta, moim zdaniem, wybitny, ponieważ udało mu się stworzyć wyjątkowy kod porozumienia z odbiorcami, którym proponuje twórczość uniwersalną, daleką od wszelkich schematów, a przede wszystkim poezję intelektualną, zrodzoną z wykorzystania w sposób twórczy i oryginalny szeroko rozumianej sztuki i kultury. Bywa, że odbiorcy jego piosenek, zwiedzeni lekkością przekazu treści wykonywanych utworów i osobowością twórcy, (…) nie umieszczają wierszy „ich Jacka” w kanonie najwybitniejszej poezji polskiej.

7005Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim to potężna pozycja. Te czterysta stron wypełnione jest niesamowitymi rozmowami, które nie stawiają Kaczmarskiego na piedestale, a pokazują nam człowieka prawdziwego, targanego namiętnościami. Daje nam znacznie więcej niż zwyczajna, rzeczowa biografia – Walentynowicz stworzyła publikację potrzebną, bo wypełniającą luki pomiędzy faktami wyjętymi z życiorysu. Jednocześnie Mimochodem nie może zastąpić pozycji biograficznej, nawet do niej nie pretenduje – widać to w niektórych rozmowach, gdzie wręcz namacalnie krąży się wokół jakiegoś tematu (który najwidoczniej ma być znany i oczywisty), ale się go bezpośrednio nie chwyta, nie rozdrapuje.

Czytelnik, pasjonat twórczości Kaczmarskiego, najwięcej wyciągnie z publikacji Walentynowicz jeśli przeczyta ją razem z biografią – zdaje się, że dostępna jest tylko jedna taka pozycja, książka Krzysztofa Gajdy To moja droga. Biografia Jacka Kaczmarskiego.

Ja nie znam szczegółowego życia poety, bo nigdy nie czułam takiej potrzeby (to tyczy się wszystkich pisarzy czy wykonawców), to jednak lektura Mimochodem sprawiła mi niekłamaną przyjemność. Pewne fragmenty wręcz pochłaniałam. Niezwykle przyjemnie czytało mi się rozmowy ze Zbigniewem Łapińskim, które emanowały twórczym szaleństwem. W jego wypowiedziach zobaczyłam człowieka o silnych poglądach. I w pewnym momencie wdałam się z nim w dyskusję, bo czułam, że muszę. W jednej z wypowiedzi Łapiński komentuje dzisiejsze pokolenie młodych wykonawców, którzy śpiewają piosenki Kaczmarskiego czy też tria Gintrowski-Kaczmarski-Łapiński:

Myślę, że nie będzie już takiego Tria, takich wykonawców, bo byli to ludzie nietypowi, jedyni w swoim rodzaju: oddani wspólnej sprawie bez reszty – tego się na przykład dzisiaj nie widzi! Nie ma dziś takiej możliwości, żeby ktoś był pasjonatem bez końca, bez reszty, pasjonatem czegoś! Ludzie traktują to, co robią, niepoważnie, jako rodzaj zarabiania szmalu, jako konieczność, jako interes.

Oczywiście z pierwszą częścią wypowiedzi zgadzam się całkowicie. W końcu poezja śpiewana (upraszczając nieco) nie jest popularna, przez co niewielu wykonawców ma siłę i chęci by iść taką drogą. Nie oszukujmy się, trzeba opłacać rachunki, więc czymś naturalnym jest, że szukamy dobrego zarobku. Zdaje też sobie sprawę, że Łapiński w dużej mierze, jako muzyk, odnosi się do muzyki. Jednak kiedy czytam słowa, że nie ma możliwości by być pasjonatem czegoś, mam wrażenie, że „rozmawiam” z człowiekiem oderwanym od rzeczywistości. Ja wokół siebie widzę mnóstwo pasjonatów, i to takich, którzy swoją miłość przekuwają na zawód i sposób życia. I nie widzę tam nigdzie konieczności. Ale ja żyję w tzw. kulturze pop, w której pewne zachowania są bardzo naturalne; obserwuję ludzi związanych z fandomami, poruszam się po blogosferach (nie jednej, bo przecież i ona ma podziały); kibicuję znajomym, którzy między rodziną na nauczaniem w szkole próbują jeszcze wyciskać wszystko co się da ze swoich pasji (z pozdrowieniami dla Marcina Rusnaka).

Mam wrażenie, że postawa Łapińskiego wynika z prostego faktu: najwięcej zamiłowania do czegoś mamy w okresie młodości, właśnie w czasach licealnych. Wystarczy, że cofnę się w czasie, żeby znaleźć na to potwierdzenie – to wtedy rodziła się moja chęć pisania. Potrafiłam czekać po kilka godzina sama w prawie pustym budynku szkoły, na wieczorne zajęcia chóru, nawet jeśli daleko mi było do doskonałości. Uwielbiałam śpiewać, przełamałam nawet moją tremę żeby zmierzyć się z repertuarem Kaczmarskiego (moim zdaniem nie wyszło mi to najlepiej). Miałam pasje, mam je nadal, tylko szara rzeczywistość czasami przeszkadza.

Właśnie z takimi młodymi ludźmi, uczepionymi twórczego hobby, rozmawia Walentynowicz w rozdziale piątym. Są to głownie jej uczniowie, z którymi potrafię się identyfikować. Razem próbują oni odpowiedzieć na pytania o twórczość Kaczmarskiego. Co takiego jest w utworach poety, że rozkochuje w sobie kolejne pokolenia, a jednocześnie nadal pozostaje nieznana?

Myślę, że to z powodu pewnej zadziwiającej uniwersalności utworów. Uniwersalności trochę przewrotnej, bo ujętej w dość oryginalnej formie. Zresztą świetnie opisuje to Walentynowicz już we wstępie: (…) w przypadku twórczości Jacka Kaczmarskiego jakakolwiek szablonowość czy też powierzchowność w podejściu do jego wierszy odbija się absurdalnym chichotem nowych kontekstów, w jakich są one umieszczone.

Jednak prawdziwa odpowiedź na fenomen tych utworów, tych wykonań (bo przecież poznajemy głownie piosenki z zapisów całych programów, koncertów) daje Piotr Przybyła, który trafnie podsumowuje dyskusję rozdziału piątego:

Teksty Jacka Kaczmarskiego są bardzo prawdziwe i odnoszą się do wartości nieprzemijających, a muzyka jest na tyle oryginalna, że nie łączy się z żadną modą, dzięki czemu nie przemija. Nie ma tu powierzchowności. Ludzie szukają wartości w tych tekstach – pozytywnych wartości: prawdy, miłości, uczciwości wobec samego siebie, które są w życiu fundamentalne. No i ten honor, lojalność, Chodzi o proste wartości, z którymi się rodzimy, a które w trakcie życia tłumimy.

Do utworów Kaczmarskiego wracam, czasami nawet po kilku latach przerwy. Słucham tych moich ulubionych, i czasami wracam myślami własnie do czasów liceum, a czasami zatracam się przy nich w twórczym pisaniu. Najistotniejsze wydaje mi się to, że chcę do nich wracać, że mam taka potrzebę, żeby potem przy znienawidzonym zmywaniu naczyń móc sobie nucić Między nami.

Bardzo dziękuję Katarzynie Walentynowicz za egzemplarz jej książki, który miał pecha i przeleżał prawie rok na mojej skromnej półce, zanim dojrzałam do lektury.
Dziękuję też, że to dzięki Niej udało mi się zetknąć z twórczością Kaczmarskiego.

Reklamy

One thought on “O Kaczmarskim mimochodem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s