blog · podsumowanie

Kwiecień ’15

Kiedy zabierałam się za pisanie podsumowania kwietnia, miałam w głowie bonus o moich wyzwaniach na rok 2015. Uznałam jednak, że to będzie dość ciekawy wpis sam w sobie (rozliczenie czytelnicze), więc pojawi się pewnie za kilka dni. Tymczasem kwiecień już za mną i czas go podsumować.

Camp-Winner-2015-Web-Banner

Honorowa wzmianka filmowo-serialowa

Nie umiem pisać o serialach, o filmach już też coraz słabiej, więc w tym miesiącu zdecydowałam się na szybką wyliczankę. W ogólnym rozrachunku, mam wrażenie, że widziałam niewiele – kwiecień był jednak dość szalonym i intensywnym miesiącem, co zresztą widać w cyferkach.

Filmów pełnometrażowych było niewiele, bo zaledwie cztery: Interstellar, Exodus: Gods and KIngsThe Imitation Game oraz Seventh Son (dokładniej to połowę obejrzaną jeszcze 30 kwietnia, a resztę już 1 maja; kto by się jednak przejmował?). I chociaż planowałam znacznie więcej, to wyszło jak zwykle – jestem leniwa w tej kwestii. Niektóre tytuły czekają na mnie, a nie ja na nie (w tym miejscu kocham Netflix UK).

Serialowo wypadłam znacznie lepiej.. Obejrzeliśmy z moim Mężczyzną 3 sezony American Horror Story; ja oczywiście nie odpuściłam Daredevila. Dodatkowo zaczął się 5 sezon Game of Thrones i skończył się 3 sezon Vikings – serial, który GoT zjada na śniadanie bez popijania. Na bieżąco oglądam Once Upon a Time.

Dodam jeszcze, że Netflix UK wrzucił kilka fajnych filmów, więc zapowiada się seans Teen Wolf i Tremors.

Pisanie i Blog

W kwietniu brałam udział w Camp NaNoWriMo, bo to była kolejna okazja, żeby pracować nad systematycznym pisaniem. Cel postawiłam sobie niewielki, bo zaledwie 10 tysięcy słów.

Efekt to dwa opowiadania: Śmierć alfonsa oraz Dżinn z imbryczka; połowa opowiadania pod roboczym tytułem Piaski, którego inspiracją było Final Fantasy XIV (odsłona online popularnej serii gier); fragment, a raczej pomysł na tekst o współczesnych syrenach – pokusiłam się o kilka akapitów opisu; i wisienka na torcie, czyli kilka stron powieści pod roboczym tytułem Mona (bardziej dla oznakowania tekstu niż faktycznego tytułowania).

W maju chcę dopracować skończone opowiadania i skończyć piaskowy tekst, któremu brakuje akcji. Powieść niestety ma przed sobą wiele pracy, bo pod wpływem twórczego uniesienia, aż dwa razy zmieniałam koncepcję w trakcie pisania – mam zatem tak jakby trzy kawałki. A w zasadzie są to bardziej sceny, które trzeba pozbierać do kupy i poprawić nieco bohaterów, bo się strasznie zrobili tacy nijacy.

Zatem Camp NaNoWriMo uważam za owocny, chociaż pisałam raczej zrywami – do systematyczności nadal mi daleko. Napisałam 10080 słów (tak mnie podliczył system na stronie), a mogło być znacznie lepiej. Mam nad czym pracować w tym roku.

Kwiecień na blogu też nie był jakiś szalony – pojawiły się cztery teksty, trzy z nich były wynikiem moich frustracji. Ale ponieważ pisałam opowiadania i inne, rozgrzeszam się z tego zaniedbania. W planach kilka wpisów: przede wszystkim odkładany od jakiegoś czasu hymn na cześć Sagi Księżycowej; jest szansa, że pojawi się też prawie-recenzja Wilczego przesilenia; a także, jeśli starczy mi sił na czytanie, opowiem o tym jak księgarnia kobo podarowała mi trylogie Beautiful Demons niejakiej Sarry Cannon, i to całkiem za darmo. A w najbliższym czasie pierwsze z trzech podsumowanie moich wyzwań czytelniczych w tym roku.

Kwietniowe lektury

Miasto w zieleni i błękicie, czyli moje drugie spotkanie z Anną Kańtoch. Wrażenia mieszane, bo intryga i historia całkiem ciekawe, śledzenie tego kto był mordercą zawsze jest dobre. Tu miałam problem z techniczną stroną – zwyczajnie czułam, że to debiut. Widziałam w powieści pewne przeskoki, które sam popełniam jako pisarka, i wiem jak bardzo one są niewygodne. I bohaterowie jeszcze – trochę słabo zarysowani, albo tylko ja to tak czułam. Jakoś nie potrafiłam odróżnić od siebie postaci bez wskazania imienia, a szkoda.

Salamandra w ramach DKK, czyli kolejny raz spotykam się z Grabińskim. Samą powieść czytałam znów. A na studiach ją wręcz maglowałam, więc nie miała w sobie nic odkrywczego fabularnie. ZA to znalazłam nowe tropy symboliczne w utworze, i pewnie jak za kilka lat przeczytam Salamandrę kolejny raz, to znajdę w niej sporo nowych motywów. No i rozpisałam się też trochę o Grabińskim i DKK tutaj.

The Sleeper and the Spindle – jak poznałam twórczość Gaimana. Bardzo się żaliłam na e-book, który przyszło mi czytać. Opowiadanie było urocze, i miało świetne przewrotne zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałam. Dlatego bardzo bardzo żałuję, że format w jakim je czytałam nie pozwolił na stuprocentowy zachwyt.
Zdecydowanie chcę więcej Neila Gaimana. Wiem, że MAG pracuje nad zbiorami opowiadań w bardzo ładnej szacie graficznej (poniżej okładka najnowszych Drażliwych tematów oraz wznowienia Dymu i luster) i chodzi za mną zaopatrzenie się w te fizyczne kopie.

Wilcze przesilenie, które nadal czytam i więcej pojawi się pewnie w majowym podsumowaniu lub oddzielnym tekście.

Bonus: zaczęłam słuchać Bożych bojowników Sapkowskiego.

DKK: w maju czytamy sobie Marsjanina.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s