audiobooki · literatura

Zasiej wiatr, zbierz burzę

Dawno dawno temu, czytałam sobie Siewcę wiatru. I odpadłam, bo ona miała kobaltowe loki – strasznie mnie drażniło ciągłe wspominanie o kolorze włosów poszczególnych bohaterów, tak jakby to było istotne dla fabuły. Wróciłam po latach, przesłuchałam prawie 50 godzin przygód Daimona Freya i uznałam, że to jest dobre.

siewca-wiatru-duzeCykl Mai Lidii Kossakowskiej nazwałabym anielskim fantasy, o zabarwieniu polityczno-epickim, i pewnie gdzieś tam minęłabym się z prawdą. Nikt nie lubi etykietek, a dawanie ich powieściom nie jest moim życiowym celem. Jestem czytaczem, lubię literaturę lekką i przyjemną – szczególnie gdy zabieram się za audiobooki, bo skupienie na słowach nie zawsze jest takie samo.

Nie wiem co zadecydowało o wyborze Siewcy wiatru jako kolejnej książki do odsłuchu – wrażenia mam mocno mieszane, bo po Trylogii husyckiej nic już nie będzie tak samo „epickie”

Sama treść ma w sobie pewien powiew świeżości, nawet po latach – w końcu Siewca wiatru pojawił się w 2004 roku (reedycja w 2007), a dwa tomy Zbieracza burz w 2010. Mamy o to Niebo, Anioły, Otchłań i Demony, ale nie mamy Boga. Bo Światłość sobie poszła i w zasadzie nie wiadomo, czy miała już wszystkiego dość, czy było to efektem nagłego kaprysu. Trafiamy wiec do królestwa aniołów, bardzo ludzkich aniołów, w którym wielką tajemnicą jest odejście Boga.

zbieracz-burz-tom-1-b-iext22087152Audiobooki zostały zrealizowane przez Audiotekę, tekst czyta Krzysztof Wakuliński, i o ile jego głos nie jest drażniący, a nawet całkiem niezły w czytaniu narracji, to jednak miałam z nim problem. Po piorunującym wrażeniu jakie zrobiło na mnie słuchowisko na podstawie Trylogii husyckiej, żaden samotny lektor nie wyda się wybitnym – i nie ma się co z tym spierać. Lubię, kiedy lektor próbuje modulować głos wcielając się w poszczególne postacie, jest to pewne ułatwienie w śledzeniu fabuły, ale kobiety w wykonaniu Wakulińskiego były dla mnie nie do przyjęcia. Dla porównania mam teraz Artura Barcisia, który świetnie daje sobie radę w czytaniu Gwiezdnego pyłu.

Ogólne wrażenie z odsłuchu Anielskich zastępów wypada średnio. Lektor był nierówny – i nie umiem tego sprecyzować, zwyczajnie trzeba przesłuchać te prawie 50 godzin. Czułam, że są to sesje nagraniowe i wyłapywałam te momenty „sklejania”. Wakulińśki nadrabia jednak u mnie przyjemnym głosem i świetną dykcją.

Trafiła zbieracz-burz-tom-2-b-iext22087154mi się też taka mała nieścisłość. Piołun – nieco szalony koń głównego bohatera – w Siewcy wiatru ma wadę wymowy. Takie fajne charakterystyczne sepleniąc e mówienie przez nos. W Zbieraczu burz wierzchowiec mówi zupełnie normalnie. Cofnęło mu się? I nie wiem, czy jest to niedopatrzenie lektora, czy też niedopatrzenie autorki. Brakowało mi tego.

A skoro już przy Kossakowskiej, to muszę się nieco popastwić na sposobem prowadzenia narracji w obu pozycjach (mówię obu, bo jednak dwa tomy Zbieracza burz traktuję jako całość, którą zapewne pocięła Fabryka słów).

Mam wrażenie, że Siewca wiatru jest powieścią pełniejszą. Jest ku temu kilka powodów, a dokładniej całe dwa. Kossakowska zdecydowała się na wprowadzenie wiele bohaterów, co dało obraz różnym aspektom życia w Niebach (bo wymienia ich siedem) i w Otchłani, a także w kilku innych miejscach. I to świetnie budowało napięcie, zakręcało fabułę i zagadkę – było soczyste. Z kolei Zbieracz burz był bardziej okrojony, wszystko idzie raczej jednym torem, przyklejone do Daimona, bo (uwaga spoilery) ani historia Moda i Blanki, ani to dziwne szaleństwo Michała – które wydawało mi się wciśnięte na siłę – nie może się równać ze spiskiem Sofii. I zdecydowanie mi jej brakowało – Anielicy co próbuje rządzić światem. Drugi powód to narracja, która w Zbieraczu burz ma charakter jakiegoś wewnętrzno-zewnętrznego monologu psychiki bohaterów. I jakkolwiek zagmatwanie to brzmi, nie jestem w stanie określić go inaczej. Wcale nie mówię, że jest to zły zabieg – w zasadzie to jest to dość ciekawe rozwiązanie. Jednak słuchając obu tekstów ciągiem, wyczułam te różnice. Słyszałam zgrzytanie w niby spójnym cyklu – coś jak brak sepleniącego Piołuna.

Wszystkie trzy audiobooki dostały ode mnie jedynie 3 gwiazdki na goodreads, i wcale nie dlatego, że były złe czy średnie. Uważam, że realizacja Audioteki była co najwyżej poprawna – i nie jest to wina lektora, bo przecież nie był on najgorszy. Jednak w odsłuchu nie czułam powieści, zabrakło mi pola do własnego wyobrażenia sobie bohaterów – nie mogłam ich poczuć, ubrać w zachowania itp. Pewne momenty nie grały – jak chociażby te nieszczęsne postacie kobiece.

I chociaż mam mieszane uczucia, to coraz bardziej przekonuję się do audiobooków. Z bardzo prostej przyczyny – wygrywają walkę z czytaniem, któremu nie mogę poświęcić aż tyle czasu.

Reklamy

3 thoughts on “Zasiej wiatr, zbierz burzę

  1. Dawno, dawno temu, pewnie w czasach premiery, czytałam „Siewcę Wiatru” w pierwszym wydaniu Fabryki Słów i zachowałam dobre wspomnienia z lektury, choć pewnie sporo w tym odczuciu prostego sentymentu do książek z nastoletnich lat. Podobał mi się koncept. Nie podobało niedbałe wydanie początkującej wówczas Fabryki. Bardzo ciekawe, że bierzesz się za recenzje audiobooków, myślę, że to wciąż nisza w krytyce, a przecież ich rynek bardzo się rozwija. Może i ja wreszcie zacznę słuchać książek, i pewnie zacznę od tak zachwalanej przez Ciebie trylogii husyckiej – czas wrócić do Reynevana po latach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s