literatura · pisanie

Maszyna do pisania

Opowieści różnią się tylko tym, że jedne zostały już opowiedziane, a inne czekają na opowiedzenie.

Katarzyna Bonda Maszyna do pisania

Piszę już od jakiegoś czasu – skutki tego mojego gryzipiórstwa są różne, a sukcesy małe i niewidoczne. Jestem za to pewna jednego: nie istnieje żaden magiczny sposób na naukę pisania. Nikt nie jest w stanie podać początkującemu pisarzowi gotowej receptury na bestseller, bo takiego nie ma. Wychodzę z założenia, że ilu piszących, tyle też sposobów na pisanie.

Dlatego też dość niechętnie podchodzę do wszelkiego rodzaju podręczników i kursów – chociaż te drugie na zachodzie są bardzo popularne i przynoszą efekty. To jednak kieruje mną ciekawość: co też autor sprzedających się powieści może powiedzieć o samym akcie tworzenia, co jest jego cudowną recepturą?

Za darmochę i niechlujnie.

Swojego czasu próbowałam przedrzeć się przez kurs pisania Remigiusza Mroza, który pojawił się na portalu Lubimy Czytać. Dowiedziałam się zatem, że muszę rzucić wszystko i pisać. Przetrwam na jedzeniu ściany, którą popiję wodą z kranu, bo to za darmo, o ile mnie nikt nie wyrzuci z domu. Bo jak chcesz być pisarzem, to wstajesz rano i piszesz przez kilka godzin, i potem jeszcze piszesz, aż do nocy. Chciałoby się, ale rachunki płacić trzeba.

Mróz próbował mnie też nauczyć jak pisać dialogi, aż dwa razy mnie uczył. Więcej lekcji nie pamiętam, za wszystkie opuszczone przepraszam, obiecuję więcej do kursu nie zaglądać.

Więc nie czytałam jeszcze żadnej powieści Mroza, ale osoba, która je wydaje w takim tempie, pewnie coś o pisaniu wie. Problem tkwi w małym szczególe – przekaz. Autor albo nie potrafi tłumaczyć, albo zwyczajnie nie chce zdradzać sposobu na sukces (bo i po co?).

Mam Maszynę do pisania i nie zawaham się jej użyć.

maszyna-do-pisania-kurs-kreatywnego-pisaniaKatarzyna Bonda została okrzyknięta Królową Kryminału. Nie dość że pisze, to jeszcze uczy pisać na kursach. I całą swoją wiedzę, którą przekazuje studentom zdecydowała się przekazać w podręczniku. Bo chociaż, jak już wspomniałam, nie ma recepty na bestseller, to zawsze można sobie pomóc dobrymi radami (jeśli się na takie trafi).

Czytałam różne opinie na temat Maszyny do pisania, więc z ciekawości zajrzałam na dwa największe portale zrzeszające czytelników. Na polskim LC poradnik zdobył 6.9/10 punktów, na międzynarodowym goodreads 3.8/5. Nieco lepiej niż średnio.

Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo nie czytałam też żadnej powieści Bondy (jak do tej pory), nie mogłam zatem porównać jej porad do praktyki. Bo pisać a mówić o pisaniu to dwie rożne rzeczy.

Dlaczego uważam, że Maszyna do pisania do dobra pozycja.

Książkę Bondy odebrałam pozytywnie, i przez większość czasu czytałam ją z entuzjazmem godnym młodego padawana. I po przeczytaniu, uważam, że jest to pozycja dobra. Chociaż chwilami podręcznik może wystraszyć – szczególnie młodego pisarza, takiego początkującego, który nadal wierzy, że książki piszę się w stanie objawionym.

Oczywiście może się zdarzyć, że książka – zwłaszcza debiutancka – powstanie bez planu, wstępnych przemyśleń, a autor niesiony intensywną emocją głównego bohatera stworzy dzieło wielkie. Dzieje się tak niestety niezwykle rzadko. Zresztą pierwsza książka przeważnie „wychodzi” z nas sama, wcześniej zaś siedzi długo w środku i dojrzewa, domagając się napisania.

Maszyna do pisania, to 300 stron porad, wykładów, ćwiczeń i informacji. I przyznam, że część z nich to wiadomości wtórne, rzeczy znane nawet z lekcji polskiego, które w trakcie lektury wracają do czytelnika. Jednak, poradnik jest tak skonstruowany, żeby zmusić potencjalnego pisarza do myślenia – mnie zmusiło. Głównie w pierwszej połowie, gdzie Bonda mówi o planowaniu, szukaniu tematów – zwyczajnie zaczynałam mielić w głowie to wszystko, co sobie jako tako poukładałam przed zbliżającym się NaNoWriMo 2015 (bo i z myślą o listopadzie zabrałam się za czytanie Maszyny).

Bonda nie daje nam prawd objawionych, ale nie daje też informacji nowych, za to zgrabnie je układa w całość, segreguje i pokazuje palcem na co powinno się zwracać uwagę przy pisaniu. Nie jest to żadna super-tajemnica czy super-wiedza, bo jeśli kiedykolwiek pisałeś cokolwiek (mam tutaj na myśli głównie prozę, ale przy publicystyce pewne porady też się przydają), to wiesz, że czasami nie da się przeskoczyć planowania.

Tam gdzie plusy, są też minusy, bo musi być kontrast.

Mam wrażenie, że Bonda jest bardzo nastawiona na kryminalną stronę powieści. Tak jakby zakładała, że zdecydowana większość czytelników Maszyny do pisania, chcą pisać powieści sensacyjne, a niewielki odłamek historie o miłości. Zna się na tym najlepiej, więc jest to oczywisty kierunek, w którym idzie jej tok myślenia. Gdzieś też przeczytałam zarzut, że podręcznik jest jedną wielką autoreklamą. Trochę jest, bo Bonda jako przykładów używa swoich powieści (nie za każdym razem, ale jednak). Nie jestem w stanie tego ocenić z przyczyn praktycznych, ale nie jestem pewna, czy dawanie siebie jako przykładu (nawet jeśli to Twój kurs) to aż tak świetny pomysł. Z drugiej strony, nikt nie może jej zabronić stawiać siebie jako przykład, szczególnie gdy prowadzi kurs stacjonarny oparty na własnej wiedzy.

Dla mnie minusem jest wykład o elementach fabuły. Ten rozdział był jak powtarzanie w kółko tego samego z dodatkiem nazwisk. Po bardzo długim rozdziale o bohaterze, szybkim prześlizgnięciu się przez świat przedstawiony, zaczynałam czuć się znudzona przy bardzo typowym wykładzie o paradygmatach i przebiegu fabuły rozłożonej na 31 elementów. Chociaż rozkład bajki o czerwonym kapturku był interesującym fragmentem i czytało się go całkiem przyjemnie. Lepiej obrazował elementy, które w powieści się znaleźć powinny, niż reszta przekazanej wiedzy.

Ciekawostka są ćwiczenia, które pojawiają się na końcu każdego rozdziału – mam wrażenie, że to zwyczajnie część „prac domowych” kursantów. Nie wszystkie do mnie przemówiły, ale część z nich pewnie wykorzystam np. przy szukaniu odpowiedniej narracji.

Podsumowanie

Konstrukcyjnie Maszyna do pisania jest świetnie napisanym podręcznikiem. Każdy rozdział zakończony jest podsumowaniem, a potem wspomnianymi już ćwiczeniami, a na kartach pojawiają się ramki z ważniejszymi informacjami, które można szybko znaleźć bez grzebania w treści. Oczywiście te ramki to nadal żadna prawda objawiona. Kurs kreatywnego pisania Bondy to przede wszystko dobrze poukładana wiedza, opatrzona doświadczeniem, która, jak wspomniałam we wstępie, nie daje gotowego przepisu na książkę. I to chyba jest w tym wszystkim najcenniejsze – pisarz sam musi dojść do ładu ze swoim pomysłem, ze swoim bohaterem i wypracować sobie styl pisania, a nawet sposób pisania.

Nie jest to pozycja pozbawiona wad. Chwilami jest przegadana, a czasami chciałoby się, żeby Bonda rozwinęła myśl. Cóż, wszystkiego się w trzystu stronach nie upchnie – takie jest moje zdanie.

Uzupełnieniem całości jest lista lektur, która zawiera 51 pozycji. Są to zarówno powieści – klasyka nigdy nie umiera, jak i wykłady Nabokova czy, wciąż wisząca na mojej liście do przeczytania, Biegnąca z wilkami. No i jeszcze dekalog pisarza gdzieś w końcowych rozdziałach. Mam wrażenie, że autorzy uwielbiają dawać wypunktowane rady dla tych, którzy jeszcze szukają swojej drogi na szczyt pisarskiej drabiny. A wydaje mi się, że jest jedna, ale za to bardzo ważna: PISZ.

Co dała mi Maszyna do pisania jako pisarzowi?

Świadomość, że plan to podstawa. Oczywiście wiedziałam to już wcześniej, ale czytając Bondę, w głowie jakoś poukładał mi się plan fabuły, a dokładniej zobaczyłam dziury w nim, czyli braki mojej powieści. I to jest dobre, bo mam nad czym pracować, mam co łatać. Poza tym, mam wrażenie, że ja już to wszystko wiem, i za wiele „ciekawej wiedzy” z kursu nie wyniosłam. A mimo wszystko, planuję kupić drugą część Maszyny do pisania – tym razem teksty dziennikarskie, książka dokumentalna i pisanie dla filmu, czyli coś nowego (przynajmniej połowicznie).

I jeszcze pakiet dla wydawcy! W rozdziale o redakcji pojawiają się dwa ważne podrozdziały: pakiet dla wydawcy właśnie oraz rodzaje umów z wydawcą. Pierwszy to jak sama nazwa wskazuje opis tego, co powinno znaleźć się w mailu razem z naszym przyszłym bestsellerem – to jest bardzo konkretna wiedza, która zdecydowanie się kiedyś przyda. W drugim mamy szybką ściągawkę z rodzajów umów – znów, nie jest to wiedza nowa, ale jest uporządkowana i w jednym miejscu.

Jednocześnie Bonda jest coraz bliżej tego, żebym zaczęła czytać jej powieści – trzy czekają na czytniku w kolejce. Mam coraz większe pragnienie sprawdzenia w praktyce tego, o czym czytałam w Maszynie do pisania.

Podręcznik polecam, ale bez hasła „koniecznie musisz to mieć i przeczytać”. Polecam bardziej jakoś ściągawkę, może pewną formę skondensowanej wiedzy dla pisarza, która podana jest w przystępny sposób. Nie uważam, żeby Maszyna do pisania była jakąś wielką autoreklamą, nie przesadzajmy. I wbrew pozorom, może zawierać zupełnie nową wiedzę dla czytelnika (zależy od czytelnika). Zgadzam się z oceną na goodread – sama dałam pozycji 4/5.

Reklamy

2 thoughts on “Maszyna do pisania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s