film

SOFa #1: WarCraft

Nie umiem pisać długich filmowych recenzji, bo mam wrażenie, że trzeba zwracać uwagę na bardzo dużo rzeczy (taka pozostałość po studiach). Ale oglądam i czasami mam ochotę podzielić się wrażeniami lub nie zgodzić się z krążącymi opiniami. I tak powstałą SOFa – mały cykl „szybko o filmach”.

Internety to bardzo smutne miejsce, w którym żyją bardzo smutni ludzie. Wybierasz się na film i zanim jeszcze trafisz na salę kinową (w premierowy weekend) internety rzucają Ci w twarz ocenami 4/10 lub określeniami wysokobudżetowy gniot z Hollywood

SOFa #1
WarCraft: the Beginning

warcraft

Dużo osób twierdzi, że jest to film dla fanów Warcrafta i WoW’a – jasne, znajomość lore na pewno pomoże, ale bez przesady. Tak, grałam chwilę w World of Warcraft, ale nie na tyle, żeby znać cała historię za grą – która jest długa i pokrętna. Mimo to bawiłam się świetnie w kinie, bo przecież nie o fabułę tu chodzi (może nie do końca). Nie czekajmy na szalone plot twisty, nie doszukujmy się głębokiego przesłania – WarCraft to uczta dla oczu.

Bo powiedzmy sobie szczerze, czego zaskakującego, w dzisiejszych czasach, można się spodziewać po fabule filmu fantasy? Pięknych kostiumów i super efektów…  No własnie – CGI. WarCraft to film, który ogląda się dla efektów specjalnych, tych komputerowych oczywiście, bo są przepiękne. Widziałam film w 3D, nie wiem czy robi to wielką różnicę, ale wszystko wypadło w nim naturalnie (albo jestem mało wymagającym widzem). Mięśnie i skóra trzęsące się na biegnącym orku, sposób mówienia przy tych wielkich kłach wystających z dolnej szczęki, czy takie banalne rzeczy jak latające na wszystkie strony zaklęcia magów – dla mnie to było przeniesienie pewnych wyobrażeń w prawie-realny świat, i to było piękne.

Bo na WarCraft idzie się do kina, żeby podziwiać nie aktorów, a dzieło panów od komputerów.

Okazuje się jednak, że film na siebie nie zarabia – pomijając rekordy w Chinach (ale Azja to jest stan umysłu) – i to jest zaskakujące. Bo przecież pieniądze powinni generować fani WoW’a. Zdaje się jednak, że graczy ubywa i nawet nowy dodatek, który wychodzi w tym roku, nie pomaga. Aktorzy też mogą nie porywać – Travis Fimmel to czasami taki Ragnar z włosami na głowie – ale nie wiemy o tym, póki do kina na film nie pójdziemy. Prawda?

Nie będę się zagłębiała w kwestie zarabiania pieniędzy w Hollywood, bo nie o tym chciałam pisać.

Film podoba się ludziom, i to takim z przypadku – wystarczyła mi wymiana kilku zdań z kobietą z pracy, która graczem nie jest i jeszcze miesiąc temu nie miała pojęcia o istnieniu WarCrafta. Jej się podobało i była zachwycona i ma nadzieję na kolejny film z cyklu.

Mi też się podobało. Tylko że ja się nastawiałam na efekty, doznania 3D i rozrywkę – może dlatego twierdzę „ej, to było świetne”. Faktem jest, że po seansie Połówek wyjaśnił mi kilka fabularnych momentów (nie żeby było co tłumaczyć), trochę poszperałam też w internetach, bo Garona była niezwykle intrygująca postacią – ja lubię sprawdzać rzeczy. Chętnie obejrzałabym więcej, ale czytając jednym okiem teksty o WarCraft: the Beginning, obawiam się, że Orkowie mogą się już na dużym ekranie nie pojawić. Będzie mi smutno.

Reklamy

3 thoughts on “SOFa #1: WarCraft

  1. Trochę dziwna ta rozbieżność w ocenach krytyków i normalnych widzów. Zeszłoroczny Mad Max i Kingsman pokazują jak dobrze można bawić się na filmach akcji. Mam nadzieję, że podczas oglądania Warcrafta również doświadczę takich emocji.
    PS nie czekam na kolejnego Władcę Pierścieni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s