blog

2 urodziny bloga

Mam nadzieję, że za rok będę mogła napisać coś ciekawszego, kiedy Iwona Magdalena skończy 2 lata. A tymczasem życzę sobie sama więcej energii, i dużo pomysłów.

by Iwona Magdalena
(gdzieś w okolicach początku lipca 2015)

urodziny
źródło – gdzieś tutaj: https://www.facebook.com/odmetyabsurdu/

Moje przewidywania były strasznie nietrafne – gdzieś w międzyczasie zabrakło sił przez pracę (cztery dni w tygodniu z dojazdami zabiera mi ona 11 godzin z życia) i dziwacznie wpadłam w dziurę zwaną hallyu. Ale rocznice są czasem refleksji i postanowień (takich, co to się rzadko spełniają), więc wypada to uczcić miłym dla ducha wpisem na blogu.

To był różnorodny, chociaż zdecydowanie za mało pisarski. Nie spełniło się moje postanowienie pod tytułem napisać powieść przed trzydziestką… ale ponoć życie się dopiero zaczyna, więc jest dla mnie szansa. Odpuściłam sobie listopadowe NaNoWriMo, bo miałam za dużo nadgodzin w pracy, a na kwietniowy NaNoWriMo Camp nawet nie miałam ochoty, o dobrym pomyśle nie wspominając. No i do pisania też nie trzeba specjalnego eventu. Jak się zresztą okazuje (przeglądam wszystkie teksty z ostatniego roku, bo risercz jest ważny), ja miałam na listopad bardzo ambitny plan, ale wtedy zaczęłam oglądać „My love from the star” i przepadłam…

Rozliczenie…

Smutny jest ten świat, w którym zamieniam się w Leniwą Bułę. Ale to tylko połowicznie moja wina, bo nie potrafię sobie zaplanować tego wolnego czasu, który mi zostaje po czynnościach w życiu koniecznych. I chyba się rozliczać nie mam z czego, w końcu konkretnych planów nie robiłam (nie liczę tych noworocznych, bo to porażka na całej linii… ale jeszcze pół roku jest…).

Mam za to wrażenie, że blog zmienił jakoś dziwnie kierunek istnienia. I nawet moja wspaniała Ewa zaproponowała mi, bym porzuciła wszystko i pisała o Azji… Ja jestem szalona, ale chyba nie aż tak.

Ale gdybym miała napisać, co działo się fajnego na blogu, mogłabym podlinkować jakieś notki.

Pojawiło się moje ostatnie sprawozdanie z DKK. Niestety klub zginął śmiercią naturalną. Ale jest tekst o Zabić drozda oraz Tortilla flat. Udało mi się też napisać recenzję poradnika dla pisarzy Katarzyny Bondy (przy okazji zaliczając nieudaną współpracę z Literka.info – raczej z mojej winy). I tak prawie książkowo, ponarzekałam sobie na audiobooki Siewcy wiatru i Zbieracza burz.

Gdzieś w międzyczasie zahaczyłam sobie o Narnię i miałam z nią związane wielkie plany, ale nie podołałam z braku czasu – co jest smutne, ale wcale nie oznacza, że nigdy plan mi się nie uda (wciąż mam w sobie nadzieję!).

W listopadzie zaczęłam moją przygodę z koreańskim, i chociaż posuwam się w tempie ślimaka, to mam nadzieję wprowadzić te koreańskie piątki, na które też mi brakuje czasu i energii. W efekcie mam też nadzieję na opisanie kilku ciekawszych pozycji azjatyckich – na razie pojawiła się tylko jedna k-drama (to ten wpis o Angry Mom), ale przecież też wspominałam o Crouching Tiger, Hidden Dragon: Sword of Destiny w jednym z podsumowań.

Więcej ciekawych tekstów nie pamiętam, bo nie czytam od pół roku. I tak, głównie oglądam koreańskie seriale, do których ostatnio dołączyły też koreańskie programy rozrywkowe. #Iwonajestdziwna

Przemysł rozrywkowy w Korei Południowej (i w Azji w ogóle) to zupełnie inna para gumiaków – jak się wpadnie, to się przepadło (ale dzielnie staram się być normalna…).

FireKPopWhiskey
Kiedy przechodzisz na koreańską ciemną stronę mocy ;) // napój bogów znaleziony w czeluściach internetów, zapożyczony z klipu „Fire” by J.Y. Park (박진영) Feat. Conan O’Brien (코난 오브라이언) & Steven Yeun (스티븐 연) & Jimin Park (박지민)

Patrząc wstecz, ja mam długotrwały i zmienny związek z popkulturą azjatycką. Najpierw anime i mangi (zaczęłam od Czarodziejki z księżyca i nieśmiertelnych chińskich bajek na Polonii 1), i przez przypadek też posłuchałam trochę japońskiej muzyki. Pamiętam jak próbowałam napisać tekst Adesso E Fortuna ze słuchu – udało mi się prawie bezbłędnie i miałam zmarnowane popołudnie… Potem był Bollywood i muzyka z filmów (najlepiej taka, coby się przy niej świetnie ruszało biodrami). I z kina indyjskiego, tego mniej kolorowego, widziałam takie filmy jak Amal, Lunchbox, czy English Vinglish. Teraz z kolei przeżywam koreański romans z k-popem i k-dramami. I szykuję się też na inne rodzaje dram… #wyznania #refleksje

Ale może przestanę kluczyć i wrócę do tematu.

Plany, wielkie plany…

unikot
Zdjęcie uni-kota z mojej torby, bo dlaczego nie? Let’s be crazy!

Razem z Agnieszką próbujemy reaktywować DKK na BookLikes, bo ja chcę się zmusić się do czytania. Na razie udało nam się namówić trzy osoby i czytamy w lipcu Głodne kamienie Rabindranatha Tagore. To tak w ramach czytajmy noblistów i mojego wypadu na dalekie obrzeża Azji. Do naszego małego klubu książki można dołączyć – wystarczy mieć konto na BL i zajrzeć tutaj.

Ta nagła reaktywacja to taki mój prywatny kop, żeby czytać – bo bardzo przegrywam z moim tegorocznym wyzwaniem. Planowałam przeczytać 30 pozycji, a na razie mam pół. So…

Niedawno stworzyłam nowy cykl wpisów, taki filmowy, i mam nadzieję, że pierwsza SOFa nie będzie ostatnią. Myślę o czymś podobnym z dramami, ponieważ chcę poznać też c-dramy, t-dramy, j-dramy i pewnie inne-dramy, bo w życiu nigdy za mało dramy. #mylifeisonebigdrama

Czasami oglądam filmy, o których warto wspomnieć w jakiś nietuzinkowy sposób, i moja SOFa ma być do tego miejscem. Bo takie perełki jak What we do in the Shadows przepadają w gąszczu podsumowań.

Przekopuję się też przez wpisowe szkice – okazuje się, że mam tam cały czas kilka projektów wartych przemyślenia lub reaktywacji. Jest Saga księżycowa, jest tekst o Gaimanie, nigdy nie napisana recenzja filmu Lunchbox, wielki projekt Narnia i fragment tekstu o Oldboyu Park Chan Wooka. Jeśli będę dzielna i uparta, to jest szansa, ze coś z tego jeszcze uratuję.

Zawsze przy rocznicach mam zapał, a potem wychodzi jak wychodzi. #smuteczek

Lipiec będzie dla mnie ciężki, bo prywatnie się przeprowadzam – więc pakowanie i rozpakowywanie, załatwianie podłączenia do sieci i kupno lodówki. Pozytywna rzecz to taka, że wstawiam Połówka do małej sypialni z jego PC, a sobie organizuję kącik w salonie. I nawet jeśli to nie brzmi dobrze, to szykuje mi się więcej przestrzeni życiowej i ogródek za domem do leżakowania (gdy nie pada w UK). I skoro może nie być internetów, znajdzie się czas na pisanie rzeczy i oglądanie zaległych filmów.

W plan jest też rozwijanie zakładki z tekstami. Niedawno pojawił się na blogu bardzo smutny dżinn z imbryczka – dla przypomnienia tekst jest TUTAJ. Kolejny przechodzi lifting i mam nadzieję opublikować go najpóźniej w sierpniu. Są pomysły, może nawet rzucę się w tym roku w wir NaNoWriMo i napisze powieść z bogami w tle. Wish me luck.

Dobiegam już do końca tego przydługiego wpisu, który wcale się taki nie zapowiadałam. Ale to chyba coś normalnego z moim pisaniem – leję wodę, że można się potopić. Pozostaje mi życzyć sobie samej więcej energii, więcej pozytywności, i więcej dziwnych i nietuzinkowych wpisów.

WEIRD is a side effect of being AWESOME

Reklamy

4 thoughts on “2 urodziny bloga

  1. Nie wiem, czemu się tak przed tą Azją bronisz. Totalnie musisz zacząć jak najwięcej o Korei pisać, to ciekawa nisza jest :)

      1. Jakby blogi pisali sami eksperci to w Internetach panowałby ład, porządek i miłość… Nie wiem czemu subiektywnych przemyśleń z lektur i oglądanych rzeczy nie możesz regularnie pisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s