k-dramy

The Dark Gunman of the Full Moon

W K-drama-landzie istnieje coś takiego jak drama historyczna, która z przyczyn nieznanych nigdy nie przykuła mojej uwagi. Więc tak dla zasady, wszystkie historyczne tytuły omijałam szerokim łukiem, bo panowie w kapelutkach i sukienkach – a jak wiadomo, dobrze skrojony garnitur to podstawa. A jednak nadszedł ten moment, takie trochę pchniecie z zewnątrz, i teraz mogę dumnie napisać „Joseon Gunman, moje pierwsze spotkanie z period dramą”.

Joseon-Gunman-Poster4

Na wybór dramy miały wpływ dwie rzeczy. Mniejszy to fakt, że dopiero co skończyłam oglądać oba sezony Macro Polo i byłam w nieco historyczno-azjatyckim nastroju. Większy – odnaleziona bratnia dusza na forum Literki, moja yeo-dongsaeng Kass, która ogląda prawie wyłącznie dramy historyczne, więc trzeba było znaleźć wspólny tytuł do obgadania. A że Kass właśnie zaczęła oglądać Strzelca z Joseon’u (pól królestwa, jak ktoś mi powie, czy dobrze to odmieniam), to wybór był wręcz banalny.

Z początku byłam nieco zdezorientowana, bo panowie w Joseon biegali sobie w tych tradycyjnych hanbokach, walczyli na miecze i strzelali z łuków. A bandyci mieli strzelby jak Hamerykańscy kowboje… Trochę mnie oświeciła Kass, trochę poczytałam – drama dzieje się w XIX wieku, kiedy to dawna Korea, jest krajem tak konserwatywnym, że aż śmiesznym. Fabuła krąży wokół oświecenie władcy i zduszenia partii konserwatystów u władzy – tak w skrócie – czyli wyjścia ze skostniałego średniowiecza.

Chwila na dane techniczne i nazewnictwo. Joseon, również Chosun (tu w zależności od systemu romanizacji, bo 조선), to jak już wspomniałam dawne państwo koreańskie, rządzone przez dynastię Yi od 1392 do 1897 roku (wcześniej było państwo Goreo/Koryu, później – Imperium koreańskie; historia zawiła i długa). Fabuła Joseon Gunam to już druga połowa XIX wieku, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że okolice 1880 roku, co wydaje się nieprawdopodobne, gdy patrzymy na stroje i scenografię. Tło dramy, to tło polityczne, mniej lub bardziej oparte na faktach – więc jest też król Gojong (고종). Historycznie był to ponoć władcą kiepski, co świetnie oddał na ekranie Lee Min Woo (nawet twarz miał fajtłapy).

W całym tym zamieszaniu jest oczywiście wątek romantyczny – bo drama nie byłaby dramą. Główny bohater to Park Yoon Kang, który nieśmiało zakochuje się w wykształconej i ciekawej świata Jung Soo In – oczywiście z wzajemnością. Ale perspektywy na miły i spokojny związek komplikują się: ojciec Yoon Kanga zostaje zabity i posądzony o zdradę stanu, siostra sprzedana do niewoli, a on sam musi uciekać by przeżyć. I chociaż młodzieniec ociera się o śmierć, to wraca w wielkim stylu by trochę pomieszać w życiu zwykłych ludzi.

Gunman

W rolę Park Yoon Kanga wciela się Lee Joon Ki, który ma na koncie nie jedną rolę historyczną. Dla ciekawych, można było zobaczyć go w takich hitach jak Arang and the Magistrate oraz Scholar Who Walks the Night, a już niedługo pojawi się w Scarlet Heart: Ryeo (znanym również jako Moon Lovers). Te trzy tytuły są gdzieś na mojej liście do obejrzenia, co da mi pewien wgląd w aktorstwo Lee Joon Ki – w „Strzelcu” nie było źle. Sama postać Yoon Kanga pokazywała kontrast między zaśniedziałą Koreą a nowoczesną Japonią, gdy bohater paradował w garniturze pomiędzy panami w kolorowych sukienkach.

Z kolei w rolę Soo In wcieliła się Nam Sang Mi, i nie było to żadne objawienie. Problem polega na tym, że koreańscy scenarzyści nie potrafią pisać ról kobiecych (gdzieś przeczytałam takie stwierdzenie), bo o ile nie trafia nam się taka aktorka jak Hwang Jung Eum, to dostaniemy heroine płaską, z jedną emocją i jedną twarzą. I ja nawet nie próbuję winić aktorek, bo jak patrzę na sceny, które dostają, to smutno mi jakoś. W efekcie Soon In to źle napisana rola, bo mamy młodą kobietę w konserwatywnym kraju, która jest wykształcona, wie o rzeczach, jest ciekawa świata i łamie zasady – tymczasem jej kluczowym zadaniem jest marszczenie czoła i martwienie się o ukochanego…

Joseon Gunman ma aż 22 odcinki, i w pewnym momencie miałam wrażenie, że przez połowę będę oglądała zabawę w kotka i myszkę naszego głównego bohatera i jego przeciwnika (w tej roli Yoo Oh Sang). Pomyliłam się. Drama jest wypchana niespodziankami i zwrotami akcji, trzyma poziom (czasami go gubiła, ale dało się to znieść), a bohaterowie drugoplanowi mają znaczenie (co też nie zawsze się udaje). Pojawia się też prawdziwy scene stealer: Park Young Soo gra mało ważnego sklepikarzynę, którego nie da się przegapić. Aktor w tym samym roku zagrał postać Hwang Man Goo w dramie Modern Farmer i był niesamowity.

Ja już przy okazji tekstu o Angry Mom wspominałam, jak kręci się dramy – z tygodnia na tydzień. Chociaż czytając różne informacje, widzę że twórcy zaczynają od tego odchodzi, po niesamowitym sukcesie Descendants of the Sun. Dlaczego wspominam o tym fakcie? Bo deszcz. W kilku odcinkach Joseon Gunman nieprzerwanie pada – wnioskuję, że trafili na porę deszczowa w Korei. Świetne jest to, że nikt się nie przejmował mokrymi kostiumami, błotnistą ziemią, lasem pełnym wody (może się przejmowali, ale kręcić trzeba). Dało to efekt autentyczności i naturalności, co w jakimś stopniu skradło moje serce. Duży plus dla matki natury za oprawę pogodową.

W efekcie moje pierwsze spotkanie z period dramą nie było straszne, było przyjemne i ciekawe. Byłam zmuszona trochę poczytać o historii, podpytać Kass o pewne rzeczy. I wpadłam w odnowiony szał nauki koreańskiego. Na jednej historycznej dramie się nie skończy (czekam na wspomniane już Scarlet Heart: Ryeo oraz hucznie zapowiadane na grudzień Hwarang: the Beginning), jest też kilka filmów, które wyglądają co najmniej ciekawie – gdyby jeszcze doba miała 48 godzin, a nie tylko 24.

Reklamy

6 thoughts on “The Dark Gunman of the Full Moon

  1. Lubię jak serial/film jest oparty na autentycznych wydarzeniach albo w miarę trzyma się prawdy historycznej :) Potem lubię czytać, jak to było naprawdę, a co filmowcy sobie pozmieniali, żeby było ciekawiej :D

  2. Napisałam taki piękny komć, po czym zastrajkował mi net :P No to jeszcze raz.

    Zupełnie nie rozumiem, czego się bałaś w dramach historycznych. Ale bez obaw, ja Cię jeszcze wyprowadzę na ludzi ;) Piszesz takie ładne recki, że tym bardziej będę trząchać kijkiem, żeby poczytać sobie, co sądzisz o tym i owym.

    A sam wpis bardzo mi się podoba. Nawet gdybym nie oglądała kdram i uznała pobieżnie historii Korei – poczułabym się zachęcona do oglądania.

    Dla mnie ta drama była niesamowicie smutna. nie dlatego, że w pewnym momencie scenarzyści zaczęli masowy exodus bohaterów (dlaczego Kanemaru?! :'(), bo to częste w dramach historycznych, ale cały czas podczas seansu towarzyszyła mi świadomość, że ten świat się kończy. Korea tkwi w stagnacji jakieś 500 wciąż z tym samym systemem społecznym, co na początku, a świat dawno wyszył do przodu (główny bohater wraca na wyspę z pistoletem i w garniturze, a w stolicy wojsko nadal opiera się na łukach i mieczach). Król jest słaby, ministrowie skostniali i zapatrzeni w Chiny, które też już się chwieją, a rewolucjoniści mają może szlachetne idee, ale brak im samozaparcia, żeby samemu wprowadzić je w życie.

    Król jest dla mnie niesamowicie smutną i tragiczną postacią. Gdyby był radosnym ignorantem, to bym mogła z czystym sumieniem go hejtować, ale ta postać jest świadoma swojej małości i to jest smutne. Króla nikt nie nauczył jak być wielkim władcą, bo taka marionetka była wszystkim na rękę – najpierw ojcu, potem ministrom, głownie rodzinie Min. Widać wyraźnie – szczególnie podczas powstania, że królowa ma więcej odwagi i charakteru niż mąż.

    Czytałam w necie wiele wiele negatywnych komentarzy pod adresem Soo In. Osobiście to ją lubiłam, ale faktycznie były momenty, kiedy wg mnie powinna pokazać nieco więcej charakteru. To jest postać rozdarta między tradycyjnym wychowaniem kobiety z warstwy yangban, a ciekawą świata, odważną dziewczyną, której ojciec trochę pobłażał. Miała jednak kilka „swoich momentów”. Tak samo smutny jest los syna ministra, którego życie zostało naznaczone piętnem bycia dzieckiem z nieprawego łoża.

    Ja bym jeszcze do plusów zaliczyła muzykę w scenach walki i szczególnie same sceny potyczek, które bardzo cieszyły oko.

    No to teraz czekamy na „Scarlet heart…”. To już będzie totalna fantastyka, bo Goryeo. Mam tylko nadzieję, że poza uroczymi i zabawnymi książętami i wątkami romansowymi, będzie trochę miejsca na politykę, bo to też bardzo ciekawy moment w historii. W ogóle bardzo polecam wszystkie dramy, w których grał, Lee Joon Ki, bo to jeden z moich ulubionych koreańskich aktorów.

    Ostrzę sobie zęby na hwarangów, ale te plakaty wyglądają tak młodocianie, że czuję się, jakbym o kilka lat przekroczyła kategorię wiekową targetu.

    1. Ale czy „Scarlet Heart” to przypadkiem nie ma motywu podróży w czasie? Chodzi mi tutaj o postać grana przez IU – z tego co zrozumiałam na trailerach, to ona się przenosi ze współczesności tam tam daleko :D I wydaje mi się, że będzie jakaś walka o władzę – 4 Książę wydaje się zgorzkniały, bo mu pewnie jakiś brat pól twarzy urwał :D

      Co do „Hwarang”, to ja wiążę nadzieję, bo to jest w całości pre-recorded. A to jest zawsze ogromny plus w Korei (chociaż takich przypadków to na palcach jednej reki…).

      I tak, Lee Joon Ki miał świetne sceny walki, nie opierał się jedynie na strzelbie, ale wrzucał elementy Taek Won Do (to takie koreańskie karate, i strzelam, że to były tego elementy ;) ). O to zawsze strach się bać, bo jednak Korea robi te dramy masowo wręcz, i nigdy nie wiadomo gdzie to będzie dobrze wyglądało, a gdzie śmieszyło bardziej.

      Dlatego mówię, że chyba wybrałam dobry tytuł na start :D Dzięki Kass!
      Tak samo z rom-comami trafiłam dobrze jak zaczęłam w sumie od „Coffee Prince” – obowiązkowa scena prysznicowa już w pierwszym odcinku :D

  3. Tak, jak najbardziej zaczyna się od podróży w czasie, i to mnie trochę martwi, tak to, że cały pomysł oparty jest o jakąś internetową nowelkę (podobnie było z „Joseon magician” i fabuła – najkrócej mówiąc – była denna), więc boję się, że całe 20 odcinków wypełni romansidło, a ja bym jednak chciała trochę polityki i akcji. Podróże w czasie same w sobie mi nie przeszkadzają, byle reszta miała ręce i nogi. 4 książę akurat mniej więcej pasuje do tego, co o nim czytałam, chociaż z zakryciem mu pół twarzy maską, a tej maski jeszcze grzywką, to ktoś trochę przesadził xD Eh, i tak pewnie w okolicy 10 odcinka okaże się, że jest nietuloną małpką czy coś. Wydaje się jednak, że to kręcą z wyprzedzeniem, więc może nie będzie tak źle. Najwyżej człowiek się pośmieje z młodszych książąt.

    Lee Jun Ki generalnie jest obcykany w sztukach walki (i to w dodatku takich, których nie znam nawet z nazwy XD), to widać na ekranie – jak tak sobie porównuję ze scenami walk w innych dramach historycznych . Ale pewnie żeby mieć pełny wgląd w jego aktorskie umiejętności, to trzeba obejrzeć „King and clown”.

    No, więc bardzo cieszę się, że pierwsze spotkanie z dramami historycznymi nie wypadło źle i że się nie zniechęciłaś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s