k-dramy · serial

Dramaland: Who You Gonna Call?

Nie oglądam wielu dram na bieżąco, bo jest ich zwyczajnie za dużo i śledzenie wielu tytułów na raz może być uciążliwe. Staram się wyszukiwać tytuły, które w jakiś sposób mnie przyciągną nietuzinkowym wątkiem. Bring it on, Ghost skusiło mnie Ok Taec Yeonem w roli głównej i niezwykłym sparowaniem ducha i egzorcysty. Efektem była pewna dramowa miłość od pierwszego wejrzenia.

duchy1

Próbuję nie pisać typowych recenzji k-dram (chociaż ja w zasadzie nigdy nie piszę typowych recenzji), bo nie uważam się za eksperta. Są jednak tytuły, które potrafią mnie bardzo zauroczyć i nie umiem ich tak do końca przemilczeć. Szczególnie jeśli jestem w stanie czekać na kolejne odcinki.

Z gęstwiny tytułów łowię coś dla siebie zazwyczaj przez aktorów. I tym razem nie było inaczej, bo skusił mnie sobą Taecyeon. Widziałam go wcześniej w Dream High oraz Cinderella’s Sister i nie twierdzę, że jest on jakimś nadzwyczajnym aktorem, raczej poprawnym. Ale ponieważ lubię od czasu do czasu posłuchać 2PM, a i w variety shows Taeceyon zawsze pokazuje się od takiej sympatycznej strony, to chciałam go zobaczyć w nowym tytule.

Dodatkowo młody egzorcysta i duch w nietypowym romansie? – to musi być zabawne w jakiś sposób. A ja lubię zabawne dramy.

Fabuła wygląda prosto. Park Bong Pal (Ok Taec Yeon) to student, który widzi duchy, więc postanawia wykorzystać ten niechciany „dar” i zarobić nieco pieniędzy na nieprofesjonalnym egzorcyzmowaniu. Traf chce, że na swojej drodze spotyka Kim Hye Ji (Kim So Hyun) – ducha nastolatki, która nie pamięta jak umarła i nie może przejść na drugą stronę. Chwile im to zajmie, ale para zacznie razem zwalczać niechciane duszyczki. Ale do grubej kasy potrzeba im jeszcze odpowiednie zarządzanie grupą – i tutaj na scenę wchodzą niesamowici uniwersyteccy seniorzy (sunbae), ale głownie łowcy duchów: Choi Chung Sang’a (Kang Ki Young) i Kim In Rang’a (David Lee).

Dodatkowo drama przedstawia nam przystojnego doctora weterynarii Joo Hye Sung’a (Kwon Yool) oraz przeżutego życiem mnicha Myung Chul’a (Kim Sang Ho). nie wliczam tu bardziej epizodycznych postaci, bo zwyczajnie się aż tak nie wyróżniają w tłumie.

Kang Ki Young i David Lee stworzyli niesamowitą parę na ekranie. Tych dwóch facetów rozśmieszało mnie bardziej niż Kim Sang Ho (a to jest aktor, który samym swoim wyglądem gra komediowe role). Ich bardzo zażyły związek zawodowy czasami wykracza poza granice zdrowego rozsądku. Ale czego można się spodziewać po ludziach, którzy swój klub nazwali na cześć koreańskiej kaszanki? Jak ich nie wielbić?

Drama była dość przewidywalna. Bo nie oszukujmy się, gdzieś po 3 odcinkach wiadomo, że Hye Ji nie jest duchem, a pewnie leży gdzieś w śpiączce i przeżywa już pięcioletnią śmierć kliniczna czy coś takiego – to przecież k-drama. Co wcale nie zmniejszyło mojego zauroczenia – było lekko i przyjemnie. Ale nie tylko Hye Ji. Bo kiedy zbyt idealny i piękny profesor nie pasuje zupełnie do niczego w dramie, to już wiesz, że coś jest z nim nie tak, i okaże się głównym przeciwnikiem dobrych bohaterów.

Do gry aktorskiej raczej nie mam co się przyczepiać. Myślę, że ledwie siedemnastoletnia Kim So Hyun świetnie sobie poradziła z rolą. Była jeszcze tak cudnie niewinna i pełna energii – myślę, że zarówno jej wiek, jak i rola niby zwykłej nastolatki bardzo jej pomogły. Będę kibicować i mam nadzieję, że dziewczyna dostanie jakąś ciekawa rolę niedługo i rozwinie się aktorsko.

Zawiodłam się nieco zakończeniem. Nie samym rozwiązaniem historii a sposobem w jaki je pokazali – końcówka dramy zupełnie nie trzymała tego fajnego napięcia. Bo kiedy już wiadomo co się stanie, jaki będzie efekt (tak 80% jesteśmy w stanie przewidzieć), a twórcy nieumiejętnie rozłożą nam grozę i nieznane – mamy to co mamy. Dwa finałowe odcinki Bring in on, Ghost mnie nie porwały, chociaż miały kilka ciekawych rozwiązań, których się nie spodziewałam. Mogło to być też spowodowane moim totalnym jaraniem się dwoma innymi tytułami w tym samym czasie (bo so many dramas, so little time).

Cała drama miała momenty, gdzie zabrakło dobrego wykonania, ale tak to już jest z tym całym k-drama-landem. Widzę różnicę w porównaniu z tytułami, które są w całości pre-recorded, a tymi granymi na bieżąco. To jest trochę smutne, ale widać, że w Korei zaczyna się to zmieniać w ostatnim czasie.

I taka myśl na podsumowanie: dlaczego ktoś wpadł na pomysł, żeby zastąpić bardzo fajny tytuł dramy z Let’s fight Ghosts na Bring it on, Ghost?

Reklamy

2 thoughts on “Dramaland: Who You Gonna Call?

  1. Obejrzałam całość z przyjemnością, i to TWOJA wina ;)

    A na poważnie, to do współczesnych dram podchodzę jak do jeża. Musi mnie skusić albo obsada albo tematyka, w przypadku LFG nikogo za bardzo nie znałam, ale lubię koreański duchy (szczególnie po Arang and the magistrate” i wciągnęła mnie.
    Zakochałam się w uszach Bong Pala i jego gotowaniu, o bromansie nie wspomnę. Oglądało się świetnie, ta relacja rodząca się między bohaterami, radosna determinacja bohatera, kiedy Hye Ji straciła pamięć. Wszystko było super i nawet mi przewidywalność nie przeszkadzała.

    Gdzieś 2-3 odcinki przed końcem nagle całość straciła rozpęd, ostatni – szczęśliwe domknięcie, trochę już przynudzał (a może wtedy byłam zbyt podjarana „Iljimae”). Liczyłam jeszcze na jakieś zaskoczenie odnośnie głównego złego, ale nie. Pod koniec mi trochę brakowało nawet ducha odcinka. Spokojnie mogli się zmieścić w 1-2 odcinkach mniej

    Podsumowując, było fajnie i rozrywkowo, i jednak warto było oglądać, ale jednak „Arang and the magistrate” nie pobiło.

    1. Własnie wydaje mi się, że nie doceniłyśmy końcówki bo „Iljimae” i „Scarlet Heart”. Za dużo dobrego się nałożyło. Ale ta walka Bong Pala z tym złym duchem też jakoś nie powalała na kolana, i nikomu się w efekcie nic nie stało. Czegoś zabrakło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s