podsumowanie

Iwona nie ma planu…

Wpis zupełnie spontaniczny, bez wstępów i refleksji (a może pełen refleksji?). Taki w stylu „co też mi palce na klawisze przeniosły”.

W tym roku nie robiłam ambitnych planów – robię je zawsze 2 razy w roku: na początku kalendarzowego i we wpisie rocznicowym bloga. I nie będę się oszukiwać gdy powiem, że mało mi z planów wychodzi, bo ja bardziej na żywioł zawsze (dlatego nie napisałam mojej super powieści w NaNoWriMo 2016).

I to jest bardzo dobry moment na foto jednorożca, żeby wpis był bardziej kolorowy, a ja poczuję się bardziej specjalna:

Kilka dni temu naszła mnie ochota na posprzątanie bloga, co wyraziłam w nietypowy sposób na stronie fb (wpis miał zapewne więcej wyświetleń niż blob będzie miał kiedykolwiek i chyba to mnie kopnęło do tego dziwnego pisania tu i teraz).

To nie jest mój pierwszy blog, to nie jest pierwsze miejsce gdzie się w jakiś sposób wylewam. W liceum pisałam sporo wierszy i na moim pierwszym blogu wstawiałam dużo, bo byłam taką smutną nastolatką co musi się gdzieś wylać (ok, nie aż tak, ale miewałam „momenty”). Ale później w mojej internetowej działalności skupiłam się mocno na literaturze w formie różnej i trochę rzeczy YA z odrobioną Bollywoodu – bardzo pozytywnie wspominam sobie przygodę z BookHunter, którą „robiłyśmy” z Arieen. Myślę, że spłodziłam wtedy kilka fajnych tekstów, w obu odsłonach (byłam na tyle szalona, żeby obejrzeć dla wpisu 8 potterowych filmów w 3 dni. W 3 DNI.)

Iwonę Magdalenę zaczynałam z myślą o tworzeniu, o pisaniu, o opowiadaniu jak paskudnie nie inspiruje mnie moje życie w UK (może dlatego mi się to rozjechało?). I w pewnym momencie YT kazał mi posłuchać k-popu i obejrzeć pierwszą k-dramę… Tematyka bloga mi strasznie wykręciła w bok, ale ja cały czas widzę to rozwidlenie, na którym skręciłam i zastanawiam się, czy powinnam zawrócić. (to byłą prawdopodobnie jedna ze słabszych metafor jakimi rzuciłam; brawo JA)

Mam taki wewnętrzny dylemat, bo osobiście coraz rzadziej czytam recenzje, więc nie wiem czy powinnam je pisać… A jednocześnie mam potrzebę (czy to nie za dużo słowo?), może jakąś chęć dzielenia się fajnymi rzeczami – ok, rzeczami, które ja uważam za fajne a cały wszechświat nie.

Robi się dziwnie, wiec czas rzucić kochającym nas bibimbapem:

bibimbap

Ale tematem wpisu miała być moja rozmowa z myślami o blogu. A może ja już jestem zwyczajnie za stara na pisanie o wszystkim i o niczym? Nie. Na to się nigdy nie jest za starym. WTF Iwona? (i dlaczego ja myślę po angielsku?). Czy dziwne blogi jak mój mają prawo istnienia?

Iwona Magdalena ma jedną ważną rolę dla mnie. Ma mnie zmuszać do pisania po polsku, bo widzę, jakie potrafię robić dziwne błędy. Pomijam ortografy, które mi się zdarzają od kiedy zaczęłam głównie czytać po angielsku (nawet moje dramy mają angielskie napisy, pomijam fakt, ze zaczynam rozumieć co 5 zdanie po koreańsku…), moja składnia momentami wygląda jakby zrobiła sobie podróż do czasów podstawówki i po drodze wypiła kilka drinków. Czuję się tym zawstydzona tak troszkę, bo nawet jak już coś piszę na blogu, muszę sprawdzać po kilka razy czy da się to czytać i nie zgrzytać zębami. A ja kiedyś poprawiałam ludzi (z pozdrowieniami dla mojej wspaniałej Silaqui).

I znów patrzę sobie na listę tekstów „in progres” i smuci mnie ta liczba 23, bo wiem, że połowa pójdzie do kosza. I są tam teksty, które ja nadal chciałabym napisać kiedyś, nawet dziś.

W mojej głowie miałam próbę balansowania miedzy dramami i tym co azjatyckie, a wszystkim innym. Przeczytałam nawet pól książki w tym tygodniu i całkiem prawdopodobne, że skończę ją w weekend gdzieś między oglądaniem „Legend of the Blue Sea”. Zapowiada się w marcu spory tekst o Sadze Księżycowej, który planuję od 2 lat…

Fun Fact #1: Iwona Magdalena miała być blogiem szalonej pisarki…

Fun Fact #2: Iwona Magdalena jest raczej leniwą bułą.

magical-kittencorn_largeDałam sobie tutaj wesoły obrazek z Unni-kotem nienawiści, bo ładny i kolorowy.

W tym wpisie chyba chciałam się sama sobie troszkę pożalić i poznęcać nad własnym słomianym zapałem. I przyznać, że chociaż nie zrobiłam oddzielnego tekstu z planami na 2017 to jakiś tam plan w głowie miałam, czego dowodem są chociażby dwie recenzje dram w szkicach. Dodatkowo za oknem piękny angielski deszcz, wiec cudowna sobota na wynurzenia wszelakie.

Obiecuje sobie też w duchu, że rozbuduję dział z tekstami własnymi, ale w efekcie nadal jest raczej pustawy. Ale hej, Saga Księżycową doczeka się tekstu po dwóch latach, kiedy nikt już o niej nawet nie pamięta. A mój cudny szalik na zimę (której w Anglii nie ma), który zaczęłam rok temu pewnie doczeka się noszenia za kolejne dwa, jak uznam, że czas zabrać się za te druty. Więc zakładam, że obiecaną sobie powieść „przed trzydziestką” skończę chociaż przed pięćdziesiątką.

Życie bywa piękne i nieprzewidywalne, a moje głębokie myśli powalają czytelników. I tak, jestem dziwna, ale lubię sobie tłumaczyć, że wyjątkowa – w końcu blog funkcjonuje pod bardzo pięknym tytułem:

WEIRD is a side effect of being AWESOME

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s