serial

Anne with an „E”

Z serialami Netflixu mam ten problem, że ufam im i jednocześnie czuję przed nimi obawę — szczególnie gdy próbują opowiedzieć nam pewne historie na nowo. Ania z Zielonego Wzgórza kojarzyła mi się wyłącznie z niesamowitą Megan Follows i nie potrafiłam sobie wyobrazić w tej roli kogoś innego. Jak bardzo się myliłam.

Jestem zwyczajnie zachwycona! Nie spodziewałam się zupełnie, że historia Ani opowiedziana na nowo aż tak mnie wciągnie i zmusi do nieprzespania połowy nocy. I podoba mi się to, że scenarzyści nie trzymają się sztywno powieściowego pierwowzoru (chociaż niewiele już z niego pamiętam).

W Anne with an „E” historia nie skupia się wyłącznie na samej Ani, co jest niezwykłym plusem. W zasadzie fakt, że serial nie trzyma się sztywno książki jest niezwykle efektownym zabiegiem, bo dzięki temu dostajemy kilka niezwykłych postaci czy momentów. Świat rudowłosej sieroty staje się jeszcze bardziej kolorowy (tak przewrotnie, bo serial wrzucił szaty ckliwego romantyzmu), i nabiera pewnej trójwymiarowości, bo Ania funkcjonuje w świecie i obok innych ludzi.

Gif złapany z przecudnej czołówki serialu.

Amybeth McNulty jest cudowna, absolutnie cudowna. Jej Ania jest pełna emocji, natchnionego romantyzmu, ale jednocześnie niesamowicie zdeterminowana i racjonalna. Już po pierwszym odcinku cofałam moje przekonanie, że nikt nie zagra małej rudowłosej dziewczyny z marzeniami lepiej, niż wspomniana Follows. Dzięki Netflixowi, Ania przestała być sierotką z bujną wyobraźnią – stała się dzieckiem po przejściach, które ucieka w świat fantazji, bo tylko tam czuje się bezpiecznie. Ja myślę, że to jest bardzo ważny przekaz, o który Lucy Maud Montgomery nie postarała się w swojej powieści, bo zapewne do głowy by jej nie przyszło. Ania nadal ma tendencję do odpływania w nieznane rejony umysłu, zupełnie niedostępne zwykłemu człowiekowi. Ale traci również kontakt z rzeczywistością, gdy coś budzi jej niemiłe wspomnienia z sierocińca lub domu pani Hammond (tej która miała 3 pary bliźniaków) – jedenastoletnia dziewczynka ma traumę z przeszłości i niezabliźnione rany, którymi trzeba się zająć.

W tym momencie do akcji wkracza Maryla, czyli największa wygrana w serialu. To własnie ona (z niewielką pomocą) uświadamia sobie, jak wielką krzywdę wyrządzono dziecku. Bo przecież Ania jest nadal dzieckiem, które już nieco swojej młodości utraciło. Ten moment, kiedy Maryla broni swojej podopiecznej z tak wielką pasją jest niesamowity.

A wszystko to zasługa Geraldine James. Anne with an „E” dało nam Marylę, która przestaje być tylko surową starą panną – na ekranie widzimy kobietę z krwi i kości, a nie tylko matczyną figurę w życiu jednej niewinnej sierotki. Twórcy pokazali nam co Maryla myśli, dlaczego tak myśli, i jakie jej myślenie daje skutki. Jednocześnie jest to postać tragiczna, pełna wyrzeczeń i wyrzutów sumienia, która na swój konserwatywny sposób rozumie tragedię Ani.

Mateusz też dostał swoje od życia, i scenarzyści dopisali mu historię oraz mocniejszą rolę w małym, prawie idealnym, świecie Zielonego Wzgórza. Na marginesie, R.H Thomson nie pierwszy raz znalazł się na Wyspie Księcia Edwarda, bo w latach dziewięćdziesiątych grał w serialu Droga do Avonlea. Ja się z kolei cieszę, że każde z „rodziców” Ani dostało swój własny życiorys, którym mogą się z nami podzielić.

I nie mogę zapomnieć o Gilbercie! Lucas Jade Zumann jest świetnym Gilbertem, który tradycyjnie dostaje po twarzy tabliczką. Mam wrażenie, że jego linia fabularna została bardzo zmieniona, jednak nie chcę nic zdradzać, bo uważam, że ten serial trzeba obejrzeć. Ale dodam, że podoba mi się bardzo taki Gilbert, który musiał wydorośleć dużo wcześniej. Ciekawie kontrastuje z Anią i jest między młodymi aktorami jakaś nić porozumienia, która pomaga im dobrze razem wyglądać na ekranie.

Fakt, że serial powstał ok 100 lat po napisaniu powieści, i ok. 30 lat po najsławniejszej ekranizacji, jest niezwykłym błogosławieństwem. Bo inaczej nigdy nie zobaczyłabym tej niezwykłej histerii, która towarzyszyła Ani podczas stawania się kobietą (tak, Ania krwawi po raz pierwszy na oczach widzów). I pewnie nikt by nam też nie pokazał jak pijane Ania z Dianą paradują w gorsetach Maryli (tak, w tej wersji Ania też upija się winem na herbatce, a Diana nie wymiotuje po łapczywie wychylonych 3 szklankach trunku).

Wcale mi nie przeszkadzają te wszystkie zmiany wprowadzone przez scenarzystów. Bo w zasadzie, to kolejna dokładna kopia książki zupełnie by się dziś nie sprzedała – my w XXI wieku kochamy brudne Taboo i brutalną Grę o tron. Grzeczna i romantyczna Ania byłaby wręcz nie na miejscu. Ale zabrakło mi jednej sceny – zielonych włosów. Oczywiście w zamian było więcej scen i więcej emocji i więcej sensownych (i mniej sensownych) interakcji między bohaterami. Nawet się raz czy dwa wzruszyłam (a to już jest coś!).

Najbardziej jednak boli mnie zakończenie. Które oczywiście zwiastuje nam kolejne sezony! Jednak nadal czuję tak wielki niedosyt po tych 7-8 odcinkach, które łącznie trwały może 6 godzin. Za mało Netflixie, za mało! Mam nadzieję, że sezon 2 jest już w jakiejkolwiek fazie produkcji, i nikt mi nie każe czekać aż roku na kolejnych 8 odcinków. Chociaż z drugiej strony nawet się ciesze, bo Ania będzie dorastała razem z grająca ją Amybeth McNulty, więc jej romans z Gilbertem też będzie mógł dorastać.

Przy okazji premiery serialu, pojawiła się pewna kontrowersja związana z plakatami promującymi Anne with an „E”. Amerykanie uznali, że Amybeth McNulty nie jest wystarczająco piękna, żeby obronić produkcję, i postanowili dodać jej blasku efektowną foto-manipulacją… Dzielę się tą straszną rzeczą, bo efekt moim zdaniem jest odwrotny. Zniknęły piegi i młodzieńcze fałdki pod powiekami (tak, ten wałeczek odmładza twarz), a twarz pełna charakteru nagle stała się cieniem zlewającym się z rozświetlonym tłem.

Ulepszona Ania jest brzydka, i przez przypadek wydoroślała o co najmniej pięć lat. Zastanawiam się, kto wpadł na tak genialny, i zupełnie nieprzemyślany, pomysł? Ameryko, robisz to źle.

Żeby jednak nie kończyć takim niemiłym akcentem, to rzucam na zachętę oficjalna zapowiedź serialu. I mam nadzieję, że wszyscy Ci, którzy się skusili, lub skuszą w przyszłości, na Anne with an „E” tak samo pokochają nową Anię z Zielonego Wzgórza.

Reklamy

6 thoughts on “Anne with an „E”

  1. Tak! Rok temu dodałam sobie ten serial do mojej listy aby nie przegapić go gdy będzie już dostępny w Polsce. Gdy go dodali spędziłam tych kilka godzin szczęścia non stop przy kompie. Też jestem nim zachwycona i również nie mogę się doczekać kontynuacji. Aktorka grająca Anię ma ogromny potencjał, bo już dziś z makijażem mogłaby grać znacznie starszą ale faktycznie, cieszmy się jej naturalną urodą piętnastolatki póki możemy.
    To co zrobili amerykanie jest okropne ale też nie oszukujmy się oni doskonale wiedzą jak sprzedać produkt, nawet czasem naciągając prawdę. Często właśnie przeciągając ją aby się o tym mówiło :)

  2. Zgadzam się tak bardzo i z każdym słowem! Uwielbiam tę nową Anię, chociaż za książkami nigdy specjalnie nie przepadałam (o tym co się działo po Ani z Avonlea to w ogóle nic nie wiem, nie pamiętam, czarna dziura). Gilbert jest tu przede wszystkim dużo lepiej napisany: ma swoje własne problemy, nie zaczepia Anii „bo to takie śmieszne”, jego relacja z ojcem jest przepiękne i widać o ile szybciej musiał dorosnąć.
    Plus, Jerry Baynard skradł moje serce <3 Piękna postać, a kiedy wygarnął Anii, że ona przynajmniej MOŻE chodzić do szkoły to miałam łzy w oczach.
    A jak przy serialach Netflixa jesteśmy, oglądałaś może Marco Polo? :3

    1. Oglądałam Marco Polo, ale Netflix uznał, że już dalej nie warto go kręcić :( To takie smutne.
      Ja mam nadzieję za to, że Anią będę się mogła cieszyć nieco szybciej niż za rok :D

      1. Też czekałam na katastrofę z włosami :( – szczerze, to jedyny element z materiału źródłowego, którego brak kłuł mnie w oczy.. Pozostałe zmiany o ile nie poprawiły historii (a z pewnością na plus można ocenić zmiany np. w histori Gilberta), to przynajmniej ładnie się w nią wtopiły.

        Aktoreczka grająca Anie przeeeecudna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s