blog · film · literatura · podsumowanie · serial

Kwartalnik wiosenny ’17 – popkultura

Koniec czerwca już tuż tuż, nadszedł czas podsumowań. Zaczynam od kwartalnika popkulturowego, bo widziałam dużo ciekawych i kilka nieciekawych pozycji. Tym razem jest różnorodnie, co mnie bardzo cieszy. Przy okazji też garść wieści pisarsko-blogowych.

Na wstępie jednak warto mi podkreślić, że czerwiec okazał się martwym miesiącem (a przynajmniej połowicznie). Pierwszą połowę spędziłam na urlopie w Polsce, co samo w sobie oznacza totalny brak czasu. Druga połowa została mocno zdominowana przez Final Fantasy XIV: Stormblood. W nową odsłonę FF online wsiąknęłam bardzo i nadal nie mogę się oderwać, więc wszystko inne jest zepchnięte na bok – blog niestety też. Znów zostałam nazwana Bohaterem i na dokładkę Wyzwolicielem, a historia w grze jest niezwykle bogata i interesująca. W Stormblood zwiedzałam krainy inspirowane Azją – te „Mongolskie stepy” cudowne.

Przyznam się też, że od kwietnia głównie oglądałam. Zaczynając od filmów, było nieco polskiej kinematografii. O Wołyniu pisałam już na SOFie, więc nie ma sensu, żebym się powtarzała z wrażeniami. Na drugim biegunie za to, mam Pitbull: Niebezpieczne kobiety i jestem tym filmem nieco zawiedziona. Bo niby coś tam się dzieje, są gagi, jest zabawnie, są twarde babki, jest wąż i jest psychopata, ale to trochę powtórka z rozrywki (mówię o Nowych porządkach).

Zaliczyłam też kącik baśniowy. W któreś leniwe popołudnie usiadłam i obejrzałam niesławnego Kopciuszka z 2015 roku – to tyle. Bajka Disneya przeniesiona prawie 1:1, aktorzy no cóż, jacyś byli i chyba tylko ta cudna sukienka zrobi karierę.

Drugim filmem, po który sięgnęłam było Tale of Tales na podstawie tekstów Giambattisty Basile. Mam bardzo mieszane uczucia i zdaje sobie sprawę, że wynika to po części z mojej nieznajomości opowieści źródłowych. Założyłam, że gdy na podglądzie Netflix pokazuje mi Salmę Hayek i Johna C. Reilly’ego, to dostanę ciekawą, mroczną i nieco pokręconą baśń. I chociaż w filmie pojawiają się cudowni aktorzy, to czegoś zabrakło. Przeplatanie między sobą trzech opowieści, bez żadnego ładu i składu, nie było najlepszym pomysłem. I jakoś nie dopatrzyłam się puenty ani morału…

Obejrzałam też najnowsza wersję Siedmiu wspaniałych. Chyba największą atrakcją w tym filmie był dla mnie Lee Byung Hun, bo ta cała moja koreańska mania. Ogólnie westerny mają dla mnie pewną magiczność związaną z dzieciństwem i niedzielnymi seansami obiadowymi – wiecie TVP2 i western w niedzielę w samo południe. A obok tego obejrzałam jeszcze superbohaterską bajkę dla dorosłych – Doctor Strange.

Wbrew pozorom, udało m się też obejrzeć sporo seriali nie-azjatyckich w tym kwartale. A wszystko to, dzięki cudownej mocy posiadania Netflixu.

Obejrzeliśmy z Połówkiem Iron Fist (tak do końca, bo chyba 3 miesiące temu wspominałam). Wszyscy już dawno opisali, wszyscy wieszali psy. Więc Finn Jones nie przekonywał widza do siebie jako mistrz sztuk walki (widać było te wyuczone ruchy) – mnie przekonywał jako zagubiony chłopiec, ale nie wiem czy o tym miał być TEN serial… Ale przesuwając Danny’ego na bok, zrobimy sobie miejsce by zauważyć niezwykle toksyczny związek ojca z synem na drugim planie. Małe brawa dla Harolda (David Wenham) i Warda (Tom Pelphrey), bo po prostu tam byli i robili swoje. Efekt końcowy to dość nierówny serial i mam szczerą obawę przed Defenders.

Ja sama obejrzałam Unbreakable Kimmy Schmidt – 2 i 3 sezon – i och Titus! To jest dość specyficzny serial z dość specyficznym humorem, ale ja go tak bardzo kupuję ze wszystkimi durnotami. Tylko tak szybko się kończy… Obejrzałam też oczywiście Anne with an „E” o czym pisałam na blogu. Pewnie obejrzę jeszcze raz jak mi się inne rzeczy znudzą. O tak!

A skoro już wspomniałam o specyficznym humorze, Połówek wyszarpał z czeluści Netflixu Trailer Park Boys. Dołączyłam do niego gdzieś w 3 sezonie i dotrwaliśmy do samego końca. Tak, obejrzałam 11 sezonów (technicznie 9, ale pomińmy) tego kanadyjskiego serialu i wcale nie żałuję. Nawet nie umiem opisać tego fenomenu, to trzeba zwyczajnie zobaczyć, żeby zrozumieć.

Niezmiennie też, jak co roku, obejrzeliśmy Better Call Saul, bardzo wolno mierzymy się z American Gods (ta scena z Ifrytem w 3 odcinku… jakoś nie umiemy iść dalej, a ponoć pojawia się Jezus) i nagle odkryliśmy Fargo (po 1 sezonie nasz zapał umarł, ale to chyba bardziej wina Final Fantasy).

Niestety, moje plany czytelnicze zupełnie się nie udały, a miałam nadzieję na chwile relaksu na urlopie. Rozgrzebałam sobie Winter Marissy Meyer i Zatopić „Niezatapialną” Anny Hrycyszyn. Chciałabym bardzo je skończyć i napisać coś ciekawego na blogu.

Z nieznanych mi powodów, a może pod wpływem inspiracji od Kreatywy, postanowiłam prowadzić od lipca mój pierwszy Bullet Journal. Bo przede mną sporo jeszcze planowania związanego z organizacją własnego wesela, a dodatkowo strasznie gubię się w planowaniu tekstów na bloga i moich innych tekstów też. Będzie to dla mnie zupełnie nowa forma planowani, przy czym muszę podkreślić planowanie, bo z tym bywa różnie.

W minionych miesiącach na blogu pojawił się też tekst o Topieniu Marzenny, a strona główna dorobiła się zakładki z kontaktem do mnie (straszne to rzeczy!).

Mam wrażenie, że na kwartalnik popkulturowy nadal szukam odpowiedniej formy – wszelkie sugestie byłyby mile widziane. Pocieszam się, że to dopiero druga odsłona, więc nadal eksperymentuję ze wszystkim. Z częścią poświęconą dramom jest mi o wiele łatwiej, ale to chyba specyfika i konkretna tematyka. Dramaland pojawi się już wkrótce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s