ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Dom Wschodzącego Słońca

Co może się stać, jak wrzucimy do wora kilku starych i dziwnych magów, współczesne amerykańskie miasteczko, jedną zbuntowaną nastolatkę i doprawimy to spora ilością rockowej muzyki oraz szczyptą technologii i japońską kataną? Dostaniemy niepozorną powieść Aleksandry Janusz.

Dom Wschodzącego Słońca to ebook z mojego BookRage’owego TBRu. A kusił mnie tym bardziej, że nie tak dawno wydawnictwo Uroboros wydało wznowienie powieści (zdaje się, że poprawione) – moja kopia pochodzi z 15 pakietu BR Magowie i barbarzyńcy, i mówię o niej wersja 1,5 (bo nie mam pojęcia, czy to jest bliżej tego wydania Runy z 2006 roku, czy tego nowego).

Okładki wszystkich wydań, od lewej: Runa 2006, BookRage 2014, Uroboros 2018.

Nie jestem pewna, czy sięgnęłabym po Dom Wschodzącego Słońca, gdybym już go nie miała na czytniku. I nie chce przez to powiedzieć, że to jest zła powieść. Wprawdzie dałam jej 3/5 gwiazdek na goodreads, ale tyle gwiazdek mówi, że „I liked it”. Cóż, opis książki jakoś nie powala:

Mag-szermierz Lloyd zmierzy się ze swoją mroczną przeszłością. Błyskotliwy informatyk Timothy wyjdzie poza wirtualny świat. Narcystyczny rockman Gabriel wreszcie zacznie podejmować własne decyzje. Razem z zakonnicą Weroniką, wiekowym Krzysztofem oraz niespodziewanym przybyszem z odległych stron stawią czoło mitycznym bestiom oraz dawnym – i nowym – wrogom. Czy znajdą odpowiedzi na zagadki, jakie zostawiła po sobie legendarna Kaja Modrooka? I czy Eunice wyjdzie zwycięsko z próby, jaką postawi przed nią los?

Ten opis, jak i czas spędzony z książką, każą mi przypuszczać, że to literatura dla nieco młodszych (ode mnie) czytelników – taki starszy nastolatek, może młody dwudziestolatek. I chociaż ja nie mam nic przeciwko YA, to w tym wypadku chyba nie byłam targetem. Uważam, że pomysł jest świetny, i seria (bo jak wiemy będzie ciąg dalszy) ma świetny potencjał, ale…

Bo to zła książka była.

Co mi się nie podobało? Kilka drobiazgów. I pomijam tu kilka błędów takich jak zapomniane słowa i złe przyimki – znając życie ArtRage wstawił na swoje serwery poprawioną wersję ebooka, a ja zwyczajnie jej nie pobrałam. Dla mnie problemem było miejsce akcji. Bo oto mamy małe amerykańskie miasteczko Ferwell, a ja się czuję jak w średniej wielkości polskiej mieścinie. Bo ciągle czytam o kamienicach, gdzieś mi tam miga gimnazjum (ja wiem, że to odpowiednik junior high, ale i tak jakoś gryzło w oczy) i zakonnica też mi jakoś do amerykańskości nie pasuje (niesłusznie oczywiście, ale cóż). Do tego autorka nie umiała się zdecydować, czy teksty piosenek piszemy po polsku, czy po angielsku. To było dla mnie tak bardzo niespójne, a przypuszczam, że z kart powieści miała wyłaniać się pewna międzynarodowość.

Za to konstrukcja Domu Wschodzącego Słońca jest w pewien sposób fragmentaryczna. Niby jest to powieść, a niby zbiorek historyjek o bohaterach – i w żadnym z tych rozdziałów nie znalazłam mocnego punktu kulminacyjnego. Np. taka „ostateczna” walka Gabriela w jego historii jest dość słaba i nudna. Wszystkie konfrontacje z niby-wrogami są nudne (albo ja czegoś nie doczytałam).

Cała powieść, szczególnie widać to w ostatnim rozdziale (?), jest zbudowana z bloków fabularnych, które odsyłają nas do innego bohatera, pokazują inny punkt widzenia. I gdy czytałam Ojca marnotrawnego, to doszłam do wniosku, że to jest napisane tak, jak ja bym to napisała – ta sama poszatkowana konstrukcja – i tego się wcale tak dobrze nie czyta. Brakowało mi płynności w fabule.

Nie taka książka straszna, jak ją malują.

A jednak jako całość, Dom Wschodzącego Słońca mi się podobał. I skupię się tutaj na chwilę na bohaterach. Eunice jest kolejną zbuntowaną nastolatka w literaturze, ale nie jest to kolejna historia zbuntowanej nastolatki. Świat nie kręci się wokół Eunice, świat kręci się wokół magii – magii pojmowanej w najdziwniejszych aspektach. Każdy z magów jest inny, posługuje się inną magią, używa innych przedmiotów, i każdy z nich ma swoje miejsce w powieści. To nie są bohaterowie-tło, każdy z nich dostaje swój moment w historii miasteczka Ferwell.

Powieść czytało się dobrze, chociaż nie powiem, bym robiła to w szaleńczym tempie. Mimo pewnych niedociągnięć, potrafiłam czerpać radość z lektury. Niestety widzę mnóstwo białych kart w historii – fabuła dostarczyła nam szczątkowe informacje o bohaterach, o ich przeszłości. Zakładam, że autorka chce je wypełnić w kolejnym tomie (kolejnych tomach?). Ale nie wiem, czy ja jestem na tyle zainteresowana, by po niego sięgnąć.

Ale wbrew pozorom, to wcale nie koniec mojej przygody z autorką. Na mojej półce, jako część weselnych skarbów, stoją dwie inne powieści Janusz – Asystent czarodziejki i Utracona Bretania z cyklu Kroniki Rozdartego Świata (mały wtręt: czy to tylko ja, czy te wszystkie tytuły są zapisane niepoprawnie, bo te wielkie litery są zbędne?). Za jakiś czas do nich się dobiorę i jeśli mi się spodobają, to pewnie dokupię kolejne tomy serii.

***

A skoro powrót do korzeni, to moje poczynania książkowe można śledzić na GoodReads, LubimyCzytać i Instagramie. Od niedawna jestem też na Bloglovin’ i zBLOGowani, więc zapraszam do śledzenia. Nie zapomnijcie też o Facebooku i Twitterze.

Reklamy

6 myśli w temacie “Przeczytałam: Dom Wschodzącego Słońca

  1. Co do zakonnicy, to oczywiście mają w USA katolicyzm, więc mogłaby być. Pewnie kwestia ustalenie, gdzie się dokładnie akcja dzieje, aczkolwiek mi się małe amerykańskie miasteczka bardziej kojarzą z Pentacostals, Baptists i resztą tych dziwnych chrześcijańskich tworów o typowo amerykańskim charakterze. Zresztą nie dziwi mnie, że polskiej autorce łatwiej było zamiast tego prowadzić zakonnicę, bo są to religie z punktu widzenia polskiego katolicyzmu troszeczkę jednak egzotyczne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No ja wiem, że te zakonnice to też są w Ameryce, ale jednak wydawały mi się mało amerykańskie. Miasteczko też chyba nie miało być małe, ale ja je odbierałam jako jakaś mieścinę – taką niewielką przestrzeń akcji. Czułabym się lepiej chyba, gdyby to było wymyślone polskie miasteczko o nazwie Wywiejewo Wielkie :D
      No ale coś mi nie grało na poziomie miejsca akcji – było okej jak zapominałam o nim i nie pojawiała się nazwa miasta.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.