Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata

Gdzie diabeł nie mówi dobranoc

PrintZnajomość pewnych książek uważa się w naszej kulturze za oczywistą. Takim utworem jest „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa, który narósł pewną „legendarną genialnością” w umysłach czytelników. Tytuł kołacze się nieustannie w głowach młodzieży szkolnej, powodując niekłamany zachwyt lub niekontrolowane drżenie rąk. Okrzyknięta najważniejszą powieścią XX wieku, wgryzła się w świadomość czytelników, by zadomowić się i dawać obraz wysokiej jakości literatury. Na czym polega jej fenomen?

Historia zaczyna się dość banalnie: Michał Aleksandrowicz Berlioz i Iwan Nikołajewicz Ponyriow (zwany Bezdomnym) spotykają się nad Patriarszymi Stawami, by omówić zamówiony poemat o Jezusie. Nic szczególnego, dwóch literatów omawiających sprawy zawodowe. Zupełnie zwyczajne wydarzenie, niezbyt ciekawe dla czytelnika, zamienia się jednak w iście piekielny spektakl. Na drodze Berlioza i Bezdomnego staje bowiem tajemniczy gość, z jeszcze bardziej tajemniczą i dziwaczną świtą, który wtrąca się w dyskusję „obywateli”. Nie wiadomo, czy błąd popełnia zagraniczny jegomość pojawiając się na drodze naszych bohaterów, czy Bezdomny pozwalając się wciągnąć w opowieść o Bogu i Piłacie — koniec końców spotkanie to kończy się tragicznie dla Michała Aleksandrowicza i Iwana Nikołajewicza.

Nie da się jednoznacznie określić fenomenu takiego dzieła jak „Mistrz i Małgorzata”, a nazwanie utworu Bułhakowa po prostu książką, czy powieścią, obdziera go z kunsztowności. Historia opowiedziana przez narratora nie jest porywająca, składa się z mnóstwa dziwnych epizodów, które ledwie trzymają się całości, spajane przez postać Wolanda. Ale i to nie do końca. Bo Woland, mimo swojej znaczącej roli, zdaje się być nieuchwytny, oddając pierwszy plan takim osobliwym bohaterom jak kot Behemot, Azazello i Korowiow Fagot.

W „Mistrzu i Małgorzacie” nie da się jednoznacznie określić głównego bohatera — czytelnikowi udaje się jedynie rozpoznać „bohatera prowadzącego” w danym fragmencie powieści. Jednak niewątpliwie pojawiają się postacie bardziej znaczące w treści, wokół których kręci się cała „intryga”. W tej grupie należy wymienić wspomnianego już Bezdomnego, tytułową Małgorzatę, i postać Poncjiusza Piłata. I chociaż ich losy w żaden sposób się ze sobą nie splatają, to łączy je postać tytułowego Mistrza, tworząc mozaikowatą całość, do spółki z przerysowana świtą Wolanda.

Kolejną bardzo charakterystyczna cechą „Mistrza i Małgorzaty”, a jednocześnie ogromnym plusem powieści, jest swoista filmowość. Fragmentaryczność fabuły miga przed oczami czytelnika niczym pojedyncze sceny serialowe. Jedyna różnica tkwi w sposobie narracji — i to jest właśnie najmocniejsza cecha powieści Bułhakowa. Wszechwiedzący narrator, snujący bogatą językowo opowieść, który wprost ujawnia się czytelnikowi — teraz już się tak nie pisze. Bezpośrednie zwroty do czytającego są zupełnie na miejscu, nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich tam nie być, że narrator ucieka przede mną i skrywa się pod banalnymi zwrotami. Czytając „Mistrza i Małgorzatę” ma się wrażenie wysłuchiwania powieści, którą opowiada babunia przed snem.

Próba określenia gatunkowego tekstu Bułhakowa stanowi wyzwanie dla literaturoznawcy. Powieść grozy, powieść obyczajowa, romans, kryminał, sensacja, i na koniec fantastyka — nie wyczerpuje to wszystkich możliwości. Bo co z powieścią historyczną i tekstem apokryficznym? Jednak uwielbiam to, że oddając się lekturze utworu, nie zwracałam uwagi na przynależności, na pojawiające się gdzieś w moim umyśle hasła typu „powieść szkatułkowa” — z „Mistrza i Małgorzaty” czerpałam przyjemność czytania, która na każdym kroku uświadamiała mi, że mam przed sobą po prostu kawał świetnej literatury.

Oczywiście dzieło Bułhakowa zaliczane jest to tekstów ważnych, które powinno się znać. W końcu autora „Mistrza i Małgorzaty” nazywamy mistrzem literatury (w takiej też serii powieść została wydana przez REBIS). Do wszystkich zalet należy dodać mistrzowskie tłumaczenie Andrzeja Drawicza. Czytając powieść nie odnosi się wrażenia, że została ona przełożona na język polski — wysoki poziom o wyważonej stylistyce, słowem doskonałość.

Pozostaje odpowiedzieć na pytanie o fenomen „Mistrza i Małgorzaty”. Nietuzinkowy sposób narracji; genialnie zarysowane postaci — zarówno szaleńczo nierealne, jak i do bólu przyziemne; prozaiczne wątki wyniesione do rangi kluczowego zdarzenia. A wszystko to oblane absurdalnymi wręcz realiami rosyjskimi. Skłania mnie to do stwierdzenia, że o pewnych tekstach nie da się pisać, szczególnie z punktu widzenia zwykłego zjadacza książek. Pewne utworu trzeba po prostu przeczytać, i do takich należy „Mistrz i Małgorzata”.

Mistrz i Małgorzata (Macmep u Mapƨapuma)
Michaił Bułhakow
Seria: Mistrzowie Literatury
Przekład: Andrzej Drawicz
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Rok wydania: 2012
Wydanie: II
Liczba stron: 528
Format: 128 x 197
Oprawa: broszurowa klejona
ISBN: 978-83-7510-855-2

Tekst opublikowano 28 lipca 2012 roku na stronie Unreal Fantasy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s