blog, inne

Wpis o tym, jak sobie zimowałam

Przez ostatnie dwa miesiące prawie nie pisałam. Mam wrażenie, że wpadłam w jakąś czarną dziurę, z której ciężko mi się wygrzebać. Taki blogowy sen zimowy… Na szczęście, od dobrego tygodnia mamy już wiosnę, za moim oknem też, więc to idealny czas, żeby się z tego stanu uśpienia wybudzić.

Co robiła Iwona, jak jej nie było?

Głównie oglądałam. W zasadzie cały ostatni rok i początek 2019 oglądałam z Mężem seriale w takiej ilości, że połowy nawet nie pamiętam. Oglądałam też filmy i nawet kilka dram. A przecież miałam spory odwyk od tych ostatnich. I tutaj cały czas biję się z myślami, czy dawać wpis o dramach które widziałam, czy jednak nie. Bo zebrała mi się paczka chyba od listopada, i zwyczajnie już ich nie pamiętam tak dobrze (a zawsze obiecuje sobie, że będę opisywać na bieżąco…). Kończę właśnie kolejny tytuł i wydaje mi się, że podzielę to na dwa wpisy, bo inaczej będzie tego za dużo (o dziwo).

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
blog, inne

Małe ogłoszenie

Tak wiem, ostatnio jest tutaj zwyczajnie pusto. Moje postanowienie „minimum jeden tekst w tygodniu, a jak się da to dwa” się gdzieś zapodział. Zabrakło mi energii na wszystko, i uznałam, że mała przerwa dobrze mi zrobi. Chcę napisać coś na koniec marca – zabrałam się za czytanie Grisha-verse od Leigh Bardugo. Obejrzałam też kilka dram, więc moja pierwsza paczka tytułów się rozrosła i muszę ją uzupełnić.

Uciekam też na mały weekendowy urlop (pewnie będzie padało, ale zawsze można wtedy zjeść coś dobrego w ciekawych miejscach, zamiast zwyczajnie zwiedzać). Chcę się nim pozytywnie naładować i zebrać nieco energii i pomysłów na ciekawe teksty. So stay tuned! And see you soon!

Zwykły wpis
blog, inne, podsumowanie

Dzień dobry w 2019 roku

Tak, to jest kolejny wpis z podsumowaniem roku, ale ponieważ pojawia się w styczniu, to jednocześnie chcę podzielić się moimi planami na ten rok. Chodzi oczywiście o plany blogowe i okołoblogowe, bo przecież nikt nie chce czytać o moim wielkim plenerze posiłków.

BLOG

Kolejny raz próbowałam sprzątać bloga i go uatrakcyjniać, i unowocześniać i w efekcie nie zrobiłam nic znaczącego. No może wróciłam do pisania o książkach, ale to też zasługa faktu, że je po prostu w tym roku czytałam. I chociaż zrezygnowałam z bardziej osobistych wpisów, wcale nie oznacza to, że nie pojawią się one w tym roku.

Chciałaby, pisać więcej i mądrzej. Plan jest, żeby wrzucać teksty aż dwa razy w tygodniu – miałam taki miesiąc czy dwa, kiedy mi się to udawało, więc jest szansa i nadzieja. Czy będzie mądrze? mam nadzieję. Zostało mi kilka niewykorzystanych pomysłów z listopada i grudnia, więc powinnam mieć czym zapełnić kilka dat. Pozostaje mi tylko wyszarpać nieco więcej czasu na czytanie i pisanie i robienie tych wszystkich innych rzeczy, które przy blogowaniu są mi niezbędne.

Więc będzie pewnie dużo o książkach, bo i chciałabym robić „recenzje” większości rzeczy, które czytam. Może uda mi się czasami wrzucać jakieś ciekawe zestawienia, albo wpisy zainspirowane listami, tak jak ten o początkach z fantastyką. I pewnie kolejna dawka grzechów czytelniczych też się pojawi, bo to zawsze fajne miejsce do narzekania o tym, czego nie czytam.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog, ja tu piszę

Dlaczego przestałam pisać?

Pewnego dnia obraziłam się na pisanie. I sama nie wiem czy miałam na to dobry powód. Bo czy można obrazić się na coś, co jest rzeczą abstrakcyjna i niecielesną? Czy można obrazić się na coś, co jest częścią mnie samej? Czy można być aż tak niedojrzałym? Najwyraźniej można.

Ale małą chwilę, co ja właściwie robię? Robię coś, czego już dawno tu nie było – wpis o tym, jaki ze mnie słaby pisarz. Jednocześnie spowiadam się z kilku rzeczy, których żałuję, bo były dziwnymi błędami.

Mój blog, to moje podwórko.

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu postanowiłam „ogarnąć” bloga i w efekcie wywaliłam z niego kilka różnych kategorii? To było złe. Nie aż tak bardzo, ale jednak. Bo właśnie „dzięki” tym zmianom, pozbyłam się takich wpisów jak ten. wpisy, w których narzekam (głównie na siebie), i w których mogę zwyczajnie być sobą – nieco zgorzkniałą stara nie-panną, bez kota, ale za to z Mężem. I mogę sobie pisać o tym, jak mi nie wychodzi, bo przecież jestem zwykłym człowiekiem a nie superblogerem.

Więc tak, wracają moje długie wywody o niczym, dlatego warto przygotować sobie coś do pływania, bo poleje się wody sporo. I mam nadzieje, że to będzie ciekawy spływ kajakowy, czy inne nurkowanie.

Czytaj dalej

Pewnego dnia obraziłam się na pisanie. I sama nie wiem czy miałam na to dobry powód. Bo czy można obrazić się na coś, co jest rzeczą abstrakcyjna i niecielesną? Czy można obrazić się na coś, co jest częścią mnie samej? Czy można być aż tak niedojrzałym? Najwyraźniej można.

Ale małą chwilę, co ja właściwie robię? Robię coś, czego już dawno tu nie było – wpis o tym, jaki ze mnie słaby pisarz. Jednocześnie spowiadam się z kilku rzeczy, których żałuję, bo były dziwnymi błędami.

Mój blog, to moje podwórko.

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu postanowiłam „ogarnąć” bloga i w efekcie wywaliłam z niego kilka różnych kategorii? To było złe. Nie aż tak bardzo, ale jednak. Bo właśnie „dzięki” tym zmianom, pozbyłam się takich wpisów jak ten. wpisy, w których narzekam (głównie na siebie), i w których mogę zwyczajnie być sobą – nieco zgorzkniałą stara nie-panną, bez kota, ale za to z Mężem. I mogę sobie pisać o tym, jak mi nie wychodzi, bo przecież jestem zwykłym człowiekiem a nie superblogerem.

Więc tak, wracają moje długie wywody o niczym, dlatego warto przygotować sobie coś do pływania, bo poleje się wody sporo. I mam nadzieje, że to będzie ciekawy spływ kajakowy, czy inne nurkowanie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog

It’s my 4th B-day!

Nie byłoby lipca, bez urodzinowego wpisu na blogu. Ja wprawdzie miło spędzam czas w Londynie, ale przygotowałam sobie kilka życzeń z okazji blogowego święta.

To już 4 lata jak szalona Iwona pisze dziwne rzeczy na blogu. TYM blogu. I niby nic nadzwyczajnego, a jednak – bo kolejny raz mam na to miejsce nieco inny pomysł. O czym informowałam już miesiąc temu. Ale to nie miejsce i czas na roztrząsanie zmian i reformacji blogowych, to czas na życzenia i dobre myśli. No to start! (Bo kilka przemiłych blogerek napisało nam życzenia.)

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog, podsumowanie

Nowy wpis na nowy rozdział?

Bloguję już 13 lat i nadal nie umiem w blogowanie. Czyli wpis sponsorujący kolejną akcję sprzątania bloga – tym razem liczę na sukces.

W tym momencie, na blogu pojawiał się mój dziwaczny cykl Miesiąc z życia, który nie ma długiej tradycji. Pisałam w nim o tym, co ciekawego wydarzyło się w moim nieciekawym życiu. I już pisać nie będę. Moje miesięczne podsumowanie, w takiej formie, zostało wykreślone z ramówki bloga i nie wiem, czy powróci w jakiejkolwiek innej. Czas pokaże.

Wrócę jednak do mojego stwierdzenia, że nie umiem w blogowanie. To tak połowicznie prawda (chyba). Za to faktem jest, iż uznałam, że przyda mi się pomoc w uporządkowaniu tego miejsca. I takim sposobem znalazłam sobie nie jednego coacha, a dwóch. A raczej dwie. Gosiarella i eM pomagają mi w ogarnięciu mojego blogowego potworka, bo powrzucałam tutaj już tak dużo tematów, że teraz to on jest o niczym. I wcale się nie boje tego przyznać – no bo co za dużo, to niezdrowo.

Zatem uszczuplam bloga tematycznie, trochę wracam do korzeni. Będzie o czytaniu i o książkach – bo chociaż idzie mi jeszcze wolno, to uczę się na nowo czytać. Ale nie chcę pisać tu recenzji, a raczej zbiór wrażeń z lektury i teksty około-książkowe. Myślę, że obok książek, sporadycznie mogą pojawić się treści filmowo-serialowe. Jeśli tak, to prawdopodobnie w takiej formie, jak pojawiają się dramy (bo z tego nie rezygnuję – za dużo ich oglądam, by wykluczyć). Warto też śledzić mój fejsbukowy fanpejdż, bo tam częściej pojawiają się wzmianki o tym co oglądam i co zamierzam.

A ponieważ żyję na emigracji (za 5 zł, ale zawsze), to mam nadzieję podzielić się czasami absurdami angielskiego rynku książki. Bo tutejszy system kupowania ebooków jest frustrujący i nie ma to jak giną mi pliki, za które zapłaciłam.

Planuję też więcej tekstów – albo jak kto woli: częściej i regularniej (jak to mówią moje coache: SYSTEMATYCZNOŚĆ). Dlatego też wybrałam na to sprzątanie moment, kiedy za chwilę zaczyna mi się urlop. Cała Iwona.

Mam nadzieję, że Moi Wspaniali Czytelnicy będą mnie dopingować i słać pozytywne myśli. Cobym mogła się ze zwykłej Bulwy Ziemniaczanej zmienić w Słodkiego Batata! To tyle z ogłoszenia blogowego, a prawdziwy wpis już wkrótce.

Zwykły wpis
blog, życie na emigracji

Przeoczona setka

Nie wiedziałam. Tak zwyczajnie nie wiedziałam, że opublikowałam oto już 100 tekstów na moim dziwnym blogu. Bo nie liczyłam nigdy sama z siebie. Ale WordPress liczył za mnie.

Miałam nadzieję, że w tym miejscu pojawi się całkiem inny tekst, ale jednak za wolno czytam i mój wpis o Winter i Sadze księżycowej pewnie pojawi się w lutym. Za to okazało się, że mój ostatni tekst o dramch był tym setnym na blogu. Co jest jedną z dwóch pozytywnych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w tym okropnym styczniu – tak zupełnie przypadkiem.

Styczeń w Anglii jest okropny. W tym roku mamy mix pogodowy, który powoduje jedynie senność i ból głowy. Storm Fionn próbował nas roznieść nawet gdzieś w środku wyspy, do tego deszcz, deszcz i spontaniczny grad, mróz i oślepiające słońce. Wspomniałam już o deszczach?

Moja praca w magazynie też jakoś mnie nie rozpieszcza i prawdopodobnie, zupełnie z własnej woli, będę do niej chodziła o godzinę wcześniej. Bo wychodzi ze mnie mój masochizm (który zwykle objawia się w oglądaniu tandetnych ekranizacji i czytania kiepskich książek).

Ale miałam pisać o pozytywach.

#1 Napisałam już 100 tekstów na tym blogu, a w zasadzie opublikowałam, bo ja pisałam ich więcej. Zajęło mi to ponad 3 i pół roku, co chyba już takim osiągnięciem nie jest. Ale jestem tu, piszę nieprzerwanie, nie założyłam niczego nowego (no prawie) i nie porzuciłam tego miejsca. To też uznaję za spore osiągnięcie. Wydaje mi się też, że tematycznie jest tu niezły bałagan, ale moje życie to też pewien bałagan i blog to ładnie odzwierciedla.

#2 Założyłam nowego bloga. Pewnego beznadziejnego styczniowego wieczora uznałam, że za mało piszę po angielsku, i podziwiając dwujęzyczną literackość Melfki, założyłam sobie małego anglojęzycznego bloga, w którym mam zamiar pisać o pisaniu i niepisaniu. Oczywiście wszystko to po Angielsku, mimo wad i nieumiejętności. Bo chce polepszyć moje English skills in writing. Może się okazać, ze przypadkiem też napisze jakieś opowiadanie nie po polsku, o ile starczy mi odwagi. Blog nazywa się City of Factories na cześć mieszkania w Mieście Fabryk i Magazynów, i swoje imię dostał dzięki pomocy Ag (która jest tu i tu). Na razie są tam tylko dwa wpisy powitalne i raczej surowy wygląd, ale zapraszam do czytania.

Styczeń zbliżą się już ku końcowi, i może z Chińskim Nowym Rokiem poczuję się nieco lepiej. Bo psy są milusie ;)

Zwykły wpis
blog

Mam trzy latka :)

Nadszedł czas na coroczny urodzinowy wpis blogowy. Mój dziwny blog skończył właśnie 3 latka, nadal nie ma wielu czytelników, nadal mam bardzo emocjonalne zrywy do publikowania, ale dzielnie się trzyma swojego kawałka internetów.

Droga Iwono Magdaleno,

życzę Ci, żebyś więcej pisała, wszystkiego, i mądrze ale lekko, i żebyś nie bała się wylewać na bloga tej koreańskości, bo to powoduje, że jesteś blogiem wyjątkowym. Z okazji 3 urodzin, życzę ci wyhodowania jednorożca w ogródku, bo masz tam dużo trawy to żywa kosiarka zawsze się przyda. Życzę ci mniej słomy w zapale, żeby było trochę bardziej regularnie (słomę możesz oddać jednorożcowi). Chciałabym, żebyś była sobą, tą trochę szaloną szarą myszką, która zawsze głośno krzyczała, że jest pisarzem. Ale przede wszystkim, kolejnych 3 lat niezdecydowanej twórczości blogowej.

Ja – Twoja Autorka


Zawsze, kiedy przychodzi ten uroczy rocznicowy moment dla bloga, to czuje się troszkę dumna (bo jeszcze nie rzuciłam i nie zaczęłam od nowa) i nagle dostaję od wszechświata jakiejś takiej energii pełnej pomysłów. I zawsze jest to dobry moment na pewne podsumowanie.

Przez ostatni rok napisałam 27 tekstów, łącznie z tym z okazji 2 urodzin. Z czego aż 9 było powiązanych z dramami oraz 3 z tematami około-koreańskimi. Z drugiej strony miałam 4 mini-recenzje filmów, kilka tekstów o moim pisaniu i innych twórczych działalnościach i tradycyjny już na blogu zlepek narzekań na rynek e-booków w UK (całe 2 teksty). Dodatkowo w dziale z moja pisaniną pojawiły się Instanty: Pani Oceanu i Utopienie Marzenny oraz bardzo krótka historyjka o Kocim Królu.

Nie jest to wynik oszałamiający, ale nie powiem też, że dopadłam pisarsko-blogowego dna. Dużo się dzieje, ja dużo oglądam (bo #KdramaAddict), więc i na pisanie zostaje mało czasu. Ale w ostatnim czasie rodzą mi się w głowie pomysły, udaje mi się pisać nie tylko o dramach – zakładam bardzo subiektywnie, że nie był to wcale zły rok na blogu.

Dodatkowo, o czym się już gdzieś chwaliłam, zaczęłam przygodę z tłumaczeniami. I tu przyznam się, moje zdolności translatorskie zależą od dnia – nie jestem profesjonalistką, raczkuję bardzo i uczę się cały czas. W zapale twórczym, który wynika z robienia wszystkiego, zaczęłam dwa prozatorskie teksty, które może kiedyś doczekają się napisania, i jeden publicystyczny. To drugie jest bardzo śmiesznym wydarzeniem, bo zawodowo jestem dziennikarzem, i powinnam sobie poradzić całkiem nieźle, ale z drugiej strony mieszkam od 4 lat w UK i czytam bardzo dużo po angielsku. O efektach mojego dziennikarstwa nieblogowego napiszę już niedługo, bo mam kilka ciekawostek do podzielenia się ze światem.

Moje plany na kolejny rok?

Postanowiłam się zorganizować, własnie od dziś, i zaczynam przygodę z Bullet Journal (o czym już wspomniałam w kwartalniku). Oczywiście w moim BuJo znajdzie się miejsce na blogowe sprawy, głownie na planowanie kolejnych wartościowych notek (albo takich z sensem). Zrobię sobie też w nim miejsce na każdy przejaw twórczości, może dzięki temu nie będę tak szybko porzucała moich projektów prozatorskich i innych? Bo ja jestem bardzo niezorganizowana i sama czasami się gubię w tym, co chciałabym ze sobą zrobić.

Do końca roku mam też do przeczytania 11 książek, bo mój roczny plan zakładał 12 (przy TEJ ilości dram to się zwyczajnie więcej nie da). Wstyd się przyznać, ale przeczytałam tylko Fairest w tym roku, i jeśli tego wyniku nie poprawię, to będzie to mój najgorszy czytelniczy rok ever…

Oczywiście planowanie jest trudne, kiedy zupełnie nie potrafi się planować. Więc tradycyjnie zdam się na żywioł i dam się ponieść wiatrowi twórczej niemocy, który do tej pory całkiem nieźle prowadził mnie przez niezmierzony przestwór internetów.

To pisałam Ja – Iwona Magdalena
z bloga WIERD is a side effect of being AWESOME

Zwykły wpis
blog, książki

Camp – mała wielka porażka

Jeszcze w marcu chwaliłam się, jak to dzielnie będę pisała tegoroczny Camp NaNoWriMo April edition i klops. Ale to nie tak, że siedziałam i nic nie robiłam cały kwiecień, bo na koncie trochę „sukcesów” i dużo stukania w klawiaturę, mimo wszystko. Przy okazji blog się nieco wzbogacił o prozę własną.

Szukając czasu między pracą, sapaniem i oglądaniem dram, zaczęłam pisać nawet tego mojego Campa. Wydrukowałam wersję 1.0 Dziwki Portowej z zamiarem napisania jej zupełnie na nowo, bo ta fabuła była taka nijaka, a szkoda mi było marnować postaci i miejscówki tego tekstu. Napisałam jakieś 400 słów, po czym pewna szalona fanka dram (pozdrowienia dla RillRill i spółki) namówiła mnie na coś zupełnie innego – bawię się teraz w tłumacza. Ale o tym za chwilę, bo miało być o pisaniu.

W ramach Campa, którego skończyłam z wynikiem 761 słów z zaplanowanych 10k… Bo w ramach akcji napisałam małego instanta na cykliczny konkurs Literki. Tekst o wdzięcznym tytule Utopienie Marzenny można czytać na blogu w nowym specjalnym dziale (teksty -> instantowe pisanie). Nie mogę tego nazwać opowiadaniem, ciężko to nazwać czymkolwiek, bo nie ma nawet dialogu. Taki obrazek literacki? Moja wiedza nie pozwala mi na nazywanie prób prozatorskich w jakimś ścisłym sensie terminologicznym. Może to i dobrze.

W tym miejscu wyrażam moją nadzieję, że instanty będę się pojawiać częściej na forum, a ja częściej je będę pisała (i może nieco dłuższe i bardziej rozbudowane).

I bonus tematyczny: główny powód, dla którego nie psiałam (pomijam oglądnie dram oczywiście). Postanowiłam zostać domorosłym tłumaczem. Namówiona mnie na przekładanie napisów do dram właśnie, z angielskiego na polski. Bo przecież angielskim posługuję się na co dzień, w myśl zasady: Jeśli wlazłeś między wrony musisz krakać jak i ony. Pochłaniam kulturę głównie w języku Amerykanów (ciągle mi powtarzają: you speak American, not English). Idzie mi całkiem nieźle, bo przecież dodatkowo jestem polonistką (a miałam się nie przyznawać). Ale mam też bardzo zabawne sytuacje przy tych tłumaczeniach, kiedy trafiam na zdanie z cyklu oczywista oczywistość i głowię się jak to przełożyć na polski.

Fun fact #33: Here in England, I speak American and Ponglish. Most of the time.

Zwykły wpis
blog

2 urodziny bloga

Mam nadzieję, że za rok będę mogła napisać coś ciekawszego, kiedy Iwona Magdalena skończy 2 lata. A tymczasem życzę sobie sama więcej energii, i dużo pomysłów.

by Iwona Magdalena
(gdzieś w okolicach początku lipca 2015)

urodziny

źródło – gdzieś tutaj: https://www.facebook.com/odmetyabsurdu/

Moje przewidywania były strasznie nietrafne – gdzieś w międzyczasie zabrakło sił przez pracę (cztery dni w tygodniu z dojazdami zabiera mi ona 11 godzin z życia) i dziwacznie wpadłam w dziurę zwaną hallyu. Ale rocznice są czasem refleksji i postanowień (takich, co to się rzadko spełniają), więc wypada to uczcić miłym dla ducha wpisem na blogu.

To był różnorodny, chociaż zdecydowanie za mało pisarski. Nie spełniło się moje postanowienie pod tytułem napisać powieść przed trzydziestką… ale ponoć życie się dopiero zaczyna, więc jest dla mnie szansa. Odpuściłam sobie listopadowe NaNoWriMo, bo miałam za dużo nadgodzin w pracy, a na kwietniowy NaNoWriMo Camp nawet nie miałam ochoty, o dobrym pomyśle nie wspominając. No i do pisania też nie trzeba specjalnego eventu. Jak się zresztą okazuje (przeglądam wszystkie teksty z ostatniego roku, bo risercz jest ważny), ja miałam na listopad bardzo ambitny plan, ale wtedy zaczęłam oglądać „My love from the star” i przepadłam… Czytaj dalej

Zwykły wpis