ebooki i czytniki, książki

Drugi kwartał czytelniczy na piąte urodziny

Tak się składa, że w poniedziałek blog skończył 5 lat. I pierwszy raz z tej okazji nie zaplanowałam żadnego okolicznościowego wpisu. Nie dlatego, że nie chciałam, czy zapomniałam, ale dlatego, że nie miałam na niego w tym roku ciekawego pomysłu. Zdarza się. Ale ponieważ moja kwartalna spowiedź czytelnika to taka sobie pogadanka, to uznałam, że jest też idealnym momentem, żeby o rocznicy wspomnieć. Zatem zanim przejdę do tematu:

Wszystkiego najlepszego dla mnie i dla dziwnego bloga z okazji 5tych urodzin! Happy B-Day My Weirdo!

A teraz powrót na ziemię, bo trzeba się znów wyspowiadać z tego, co też czytałam w ostatnich trzech miesiącach. Chciałam dużo, wyszło jak zawsze. Okej, wyszło nieco lepiej, bo maj to był mój najlepszy miesiąc w tym roku — tak czytelniczo. Ale nadal czuję, że mogłabym czytać więcej (bo nawet tego czasu nie przeznaczam na pisanie). Był moment, że już już doganiałam moje wyzwanie na Goodreads, ale wpadł czerwiec, dużo się działo i mój licznik kwartału skończyłam na prawie (słowo klucz) 8 tytułach. Troszkę się sobą rozczarowałam, bo liczyłam na mocne 9, albo nawet 10.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Song of the Dryad

O tym, że oglądam AuthorTube, wspominałam już kiedyś na blogu. Jedną z moich ulubionych autorek/twórczyń jest Natalia Leigh, która ma na swoim koncie kilka wydanych samodzielnie powieści. Muszę przyznać, że moje spotkania z selfpublishingiem były do tej pory różne — przykładem mniej udanej powieści może być Demonic Triangle.

Natalia Leigh zaciekawiła mnie swoją powieścią (mowa oczywiście o Song of the Dryad) do tego stopnia, że postanowiłam ją kupić. Nawet pomimo faktu, że autorka określa ją jako cosy contemporary fantasy oraz young adult — uznałam, że dam jej szansę. Chciałam zobaczyć jakie wróżki i inne stworzonka pojawią się na kartach powieści, a sam tytuł Pieśń Driady brzmi niezwykle pociągająco.

Dodatkowo Leigh opowiadała na swoim kanale o procesie twórczym dość często (jak przy swoim obecnym projekcie), I robiła to z taka pasją i entuzjazmem, które mnie bardzo zachęcały. Dzięki temu wiedziałam, że nie pisze swoich powieści na kolanie, ale poprzedza je riserczem, skupia się bardzo na redakcjach i poprawkach, współpracuje z beta-readerami, którzy pomagają jej w stworzeniu finalnej wersji tekstu.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Toń

To było moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Marty Kisiel, nie licząc opowiadania Jawor z antologii Harda Horda. Jednak o autorce słyszałam od dawna bardzo dużo, chociażby z kanały Strefa Czytacza. I gdyby te obie rzeczy były zbyt małym bodźcem do sięgnięcia po jakąkolwiek jej powieść, to Marta Kisiel została nominowana w tym roku do nagrody Zajdla. Aż 3 razy. Za dwie powieści i jedno opowiadanie.

Tak cudownie się złożyło, że Toń kupiłam sobie już jakiś czas temu. Ebook oczywiście czekał na lepsze czasy, i teraz przy jego nominacji nadszedł moment na lekturę. Klimatem zupełnie odbiega od Jawora, ale Kisiel kupiła mnie od razu — za swoje poczucie humoru.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Triskel. Gwardia

Pierwszy raz o debiucie Krystyny Chodorowskiej usłyszałam od Agnieszki, która na swoim blogu zamieściła pozytywną recenzję powieści. Wtedy, powieść o jakże niecodziennym tytule Triskel. Gwardia, wydała mi się czymś, co mogło mi się spodobać. Bo ja jestem fanką wszelkich form urban fantasy, i dla mnie ten worek gatunkowy jest bardzo szeroki. Jest magia i nowoczesne miasta, Iwona uznaje, że to już urban fantasy.

Do faktycznego sięgnięcia po Triskel skłoniła mnie nominacja powieści do nagrody im. Zajdla — to wyznacznik, że tekst jest dobry. I Agnieszka namówiła mnie troszkę do Zewu Zajdla, który ma polegać na przeczytaniu wszystkich nominowanych tytułów (i zagłosowaniu). Z moją prędkością czytania, to jest raczej awykonalne, ale uznałam, że mogę spróbować kilka bardziej mnie interesujących powieści przeczytać.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
audiobooki, książki

Audiobooki 2.0 – jak nie słuchać książek

Kiedy na początku kwietnia robiłam podsumowanie kwartalne czytania, stworzyłam sobie też małą listę lektur na kolejne trzy miesiące. Był tam jeden audiobook, który zawsze pojawia się gdzieś z boku w moich planach czytelniczych. Pojawiał się tam od prawie czterech lat, i w końcu udało mi się go odsłuchać.

Audiobooki zaczęłam słuchać w 2015 roku, bo moja praca pozwalała mi na siedzenie ze słuchawkami. Ale teżczęsto wracałam do domu piechotą, co dawało mi około 40 minut słuchania w trakcie marszu. W tym czasie przesłuchałam kilka tytułów, nawet pisałam o tym na blogu (w kilku miejscach). Zaczęłam tez popularną serię Jarosława Grzędowicza Pan lodowego ogrodu. Nigdy jednak jej nie skończyłam. Udało mi się wtedy odsłuchać 3 tomy i jakoś nie było mi po drodze do ostatniego w żaden sposób. Podchodziłam do niego kilka razy, aż w końcu, w tym roku, postawiłam sobie za cel dosłuchanie serii. I to było dość dziwne.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę, książki

„How to Write Your First Novel” by Sophie King

Prawdopodobnie nigdy nie przeczytałabym tej książki, gdybym nie dostała jej w bonusie do pisarskiego magazynu. Zapewne nawet nie wiedziałabym o jej istnieniu.

Czy Sophie King sprzedała mi swoją metodę na pisanie? Czy skorzystam z jej uwag, by wreszcie skończyć moją pierwszą powieść? I w końcu najważniejsze pytanie. Jak porady od pisarza powieści obyczajowych mogą mi się przydać przy pisaniu epickiej fantastyki?

Przeczytałam How to Write Your First Novel i postaram się odpowiedzieć na te pytania.

Jestem aspirującą pisarką od lat, ale załamanie mojej aktywności twórczej przyszło wraz z emigracją do Miasta Fabryk i Magazynów. Od tego momentu próbuję wykrzesać z siebie nieco więcej mocy pisarskiej, niestety z bardzo różnym skutkiem. Dwujęzyczność mi zupełnie nie pomaga, bo momentami zmagam się z wciskającym mi się na usta ponglishem i miniaturową wieża Babel w mojej głowie. Np. wydaje mi się, że do opisu gatunku powieści bardziej pasuje mi contemporary young adult niż obyczajówka dla młodzieży. Ale zostawmy te prywatne wycieczki nieco z boku, bo przecież miałam opowiadać o czymś zupełnie innym.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Przeczytałam: Harda Horda

Spóźniłam się. Najgłośniejszą antologię roku przeczytałam, jak już wszyscy inni to zrobili. Ale chciałam ją mieć fizycznie, w moich łapkach, i musiałam chwilę zaczekać, aż zbierze mi się większe zamówienie do księgarni. A potem potrzebowałam jeszcze odpowiedniej ilości czasu na przeczytanie i napisanie tego tekstu. I oto jestem.

Czym jest Harda Horda? A może powinnam zapytać kim jest Harda Horda? Jest to grupa polskich autorek szeroko pojętej fantastyki, które uznały, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Wspólnymi siłami promują się na scenie krajowej jak i międzynarodowej, i wspierają nawzajem w walce o uznanie czytelników. Ja sama znam je bardziej z nazwisk niż z utworów, ale antologia pokazała mi, że zdecydowanie muszę to nadrobić. Poza tym, sama zauważam, że częściej sięgam po autorki niż autorów — przypuszczam, że moja wewnętrzna Iwona każe mi tak robić.

Pisarki doświadczone i dopiero zaczynające swoją przygodę z literaturą, starsze i młodsze, publikujące w wydawnictwach dużych i tych niszowych, mające na koncie powieści z gatunków fantasy, horror, science fiction, urban fantasy, dark fantasy czy też wydające głownie opowiadania w czasopismach i antologiach.

ze wstępu Anny Misztak

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: GrishaVerse – trylogia pierwsza

Dawno dawno temu, słyszałam, że trylogia Grishy od Leigh Bardugo jest dobra. Ale czasu jest mało na czytanie i jakoś nie było mi po drodze. A potem Netflix uznał, że to bardzo dobry materiał na serial, więc ja też uznałam, że to bardzo dobry moment na poznanie tego świata.

W chwili obecnej, GrishaVerse się nieco rozrósł, bo nie jest to już tylko trylogia, ale kolejne serie i powieści. I jeżeli dobrze obliczyłam, Bardugo napisała 7 pozycji. Więc mamy tak zwaną trylogię Grishy (zwane też jako The Shadow and Bone trilogy): Shadow and Bone (Cień i kość), Siege and Storm (Szturm i grom) oraz Ruin and Rising (Ruina i rewolta). Jest zbiór opowiadań, który chyba nie ma konkretnej przynależności do serii — nie sprawdzałam, mogę się mylić: The Language of Thorns (Język cierni). Dostaliśmy też dwutomową serię Six of Crows (Szóstka wron), której pierwszy tom nosi ten sam tytuł, a drugi to Crooked Kingdom (Królestwo kanciarzy). I na koniec najnowsze dzieło Bardugo, pierwszy tom dylogii o Mikołaju: King of Scars (w Polsce jeszcze się nie pojawił, ale pewnie dostanie zacny tytuł Król Blizn).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
inne, książki

Spór o fantastykę

Raz na jakiś czas w internetach pojawia się jakaś afera. Czasami jest to rozbabrany shitstorm, a czasami całkiem dobrze uzasadniony problem. To jest ten drugi przypadek.

A zaczęło się od niby niewinnie, od zupełnie nieudanego programu „Xięgarnia”, którego gościem był Robert M. Wegner. Odcinek zbiera złe opinie, wielu fanów fantastyki jest rozgoryczonych i rozczarowanych ignorancją prowadzących. I wszystkie te przykre emocje wyraził Marcin Zwierzchowski w swoim tekście „Kto nie lubi fantastyki”, z którym nie sposób się nie zgodzić.

I zdecydowanie nie mam zamiaru dokładać swoich 3 groszy do tematu. To po co ten tekst? Bo to bardzo fajny punkt wyjścia, żeby opowiedzieć troszkę o tym, czym dla mnie jest fantastyka, i dlaczego właściwie sięgam po takie lektury. Ale pewnie i tak odniosę się do tego małego shitstormu.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
audiobooki, ebooki i czytniki, książki

Pierwszy kwartał czytelniczy 2019

W tym roku postanowiłam nie robić kwartalników dramowych, bo oglądam zdecydowanie mniej koreańskich tytułów. Za to próbuję wrócić na właściwe tory z czytaniem i staram się motywować na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego pomyślałam, że takie kwartalne śledzenie moich poczynań — sukcesów i porażek — będzie takim dodatkowym bodźcem. Bo przecież nie mogę się chwalić tym, że nie czytam.

Nie planuję pisać tutaj zbiorowych recenzji, bo przecież one mają się pojawiać w miarę czytania. Chcę sobie poopowiadać troszkę o tym jak wybieram lektury, o tym jak planowanie ma się do faktycznego czytania i jak zaliczam kolejne wyzwania, w których biorę udział.

Z tego ostatniego nie miałam okazji się zwierzyć. W ramach mojego wyzwania na goodreads, biorę też udział w dwóch organizowanych przez grupę Sword and Laser. Wskazówka co do wyzwań jest już w nazwie, bo mamy: Sword Challenge dla powieści fantasy i Laser Challenge dla powieści science fiction. Zadeklarowałam się po 5 tytułów do każdego, a celem obu jest przeczytanie wspólnie 10 tys. książek. Bardzo ciekawa rzecz, bo czytam to, co chcę.

Czytaj dalej

Zwykły wpis