Pani Oceanu

Śmierć na morzu przychodzi wraz z burzą. I wygląda niepokojąco.

Marynarze nie boją się sztormu, fal zalewających pokład i soli wdzierającej się w poranione dłonie. Marynarze boją się wizyty Pani Oceanu, bo jej namiętny pocałunek jest ostatnim w życiu. Legendy mówią, że jest piękna, że Jej skóra delikatnie mieni się srebrem łusek odbitych w blasku księżyca. Ponoć zobaczyć Ją w czasie pełni jest lepsze niż gorąca noc z kobietą. Ale kto może znać prawdę? Bo spotkać się z Panią Oceanu można tylko raz, i nie da się tego nikomu opowiedzieć.

A jednak marynarze szepcą sobie w spokojne noce te wszystkie zasłyszane historie, fałszywie wyśpiewują pieśni opiewające Jej urodę. Kuszą los.

Najpierw zrywa się wiatr, taki niespokojny, szarpiący ubrania, walący w pierś by wydusić całe powietrze nagromadzone w płucach. Potem spadają pierwsze krople deszczu – wielkie niczym perły i słone jak sam ocean. Niektórzy powiadają, że to łzy Pani Oceanu wypełnione bólem i tęsknotą. Wraz z pierwszą błyskawicą deszcz przybiera na mocy, wiatr zaczyna kołysać statkiem pozwalając by fale lizały jego burty.

Pani Oceanu zjawia się dopiero gdy wszystko szaleje, marynarze nie mogą oddychać i chwytają się czegokolwiek by pozostać na pokładzie swojego domu. Jednak zanim będzie można spojrzeć w oczy Śmierci, zjawia się jej orszak z Krakenem na czele. Duże i małe macki owijają się wokół statku, łapią nieszczęsnych marynarzy i owijają się wokół ich ciał nie zostawiając nadziei.

Jedne historie mówią, że Pani Oceanu zjawia się nagle, piękna i zjawiskowa, wtedy deszcz i wichura nie mają znaczenia, podobnie jak zaciskające się macki na ciele. Słuchać jej hipnotyzujący śpiew niczym u syreny. Zanim złoży swój pocałunek śmierci zapomina się o całym świecie. Inne legendy opisują jak wpełza na pokład statku na swoich mackach – makabryczna pół-kobieta pół-ośmiornica. I niczym kochanka zasłania oczy swoich ofiar oślizgłymi odnóżami.

Zawsze jest piękna, o srebrzystobiałej skórze i z włosami w kolorze morskiej piany i wodorostów. A jej oczy są tak zalotne, tak hipnotyzujące… Tuż przed końcem zabawy, Pani Oceanu pokazuje swoją prawdziwą twarz. Jak na komendę niebo rozdziera jasna, rażąca błyskawica. I w tym upiornym blasku widzisz prawie szkielet z naciągniętą zielonkawą skórą, twarz wykrzywioną w grymasie szaleństwa, zakończoną spiczastą brodą i kępę paskudnych wodorostów przyklejonych do czaszki, ociekających woda i mułem z dna.

Prawdziwe oblicze Pani Oceanu znika tak samo nagle jak się pojawia. Powraca iluzja, która pozwala marynarzom odejść w błogim spokoju.

Kiedy Śmierć rozda już swoje pocałunki wraca do wody, a na pusty statek spływa spokój. Znikają fale i deszcze, duże i małe ośmiornice uciekają na dno wodnego królestwa. I tylko trupy zostają aby opowiadać legendy o Pani Oceanu.

Reklamy