Utopienie Marzenny

Była niska. Taka malutka i zaokrąglona, ale nie pulchna. Miała szeroki żabi uśmiech i takie duże oczy z długimi rzęsami. Tuszowała je tak bardzo mocno, że można było podziwiać czarne grudki. Bo chciała być modna i ładna – ot, zwykła dziewczyna.

Miała na imię Marzenna, nie Marzena – bo imię miało być niezwyczajnie zwykłe. Więc wpychała na siłę to dodatkowe „N”, żeby mogła się wyróżniać. Wszystko w niej krzyczało: makijaż, sukieneczki w wielkie i kolorowe kwiaty, za duże kolczyki i to nietypowe imię.

Lubiła wodę. Miała bzika na punkcie morza. Co jakiś czas rzucała chwilowo studia, a dokładniej to udawanie, że chodzi na zajęcia, wsiadała w pociąg i uciekała nad morze. Godzinami stała po kostki w wodzie i gapiła się na fale. A potem wracała do swojego miasta, gdzie ginęła w tłumie większych od siebie ludzi i budynków z rudej cegły.

Był wysoki i miał niezwykłe oczy. Takie niebiesko-zielone, jak wody oceanu. I rozmarzone spojrzenie – takie, którego nie da się zapomnieć; takie, w którym zakochujesz się od pierwszego wejrzenia. Jego blond włosy igrały z wiatrem, nawet gdy było bezwietrznie. Ale przecież zawsze wieje od morza…

Marzenna spotkała go na samym końcu mola, podczas jednej ze swoich „miejskich ucieczek”. Stał tam samotnie, wpatrzony w dal, zamyślony. Dłonie zwinięte w pieści wciskał głęboko w kieszenie za szerokiego płaszcza, a jego włosy tańczyły na wietrze.

Stanęła tuż przy nim, nie sięgała mu nawet do ramion. Wiatr targał jej sukienką w kwiaty, kiedy ona nieśmiało i ukradkiem zerkała na twarz chłopca. Uśmiechała się patrząc w dal, a jej serduszko zwykłej niezwykłej dziewczyny biło nieco szybciej.

Vanen, tak się przedstawił kiedy siedzieli wieczorem na ławce popijając kawę z papierowych kubków. Księżyc był jasny i duży. Marzenna nie widziała jeszcze takiej pełni; fale na morzu wydawały się tańczyć.

Prawie nie rozmawiali, nie potrzebowali słów. On – bo ich nie znał, ona – bo to takie romantyczne. Tajemniczy nieznajomy o urodzie anioła, romantyczna schadzka w blasku księżyca – czego więcej może chcieć serce niewinnej dziewczyny?

Ciało dryfowało na brzegu, fale szarpały sukienką w wielkie kwiaty, tusz do rzęs spływał po wzdętych od wody policzkach. W dużych oczach Marzenny zapisał się ostatni piękny obraz jej życia: twarz anioła, którego blond włosy igrały z wiatrem, a rozmarzone oczy wpatrywały się w uchodzące z niej życie.