audiobooki, książki

Audiobooki 2.0 – jak nie słuchać książek

Kiedy na początku kwietnia robiłam podsumowanie kwartalne czytania, stworzyłam sobie też małą listę lektur na kolejne trzy miesiące. Był tam jeden audiobook, który zawsze pojawia się gdzieś z boku w moich planach czytelniczych. Pojawiał się tam od prawie czterech lat, i w końcu udało mi się go odsłuchać.

Audiobooki zaczęłam słuchać w 2015 roku, bo moja praca pozwalała mi na siedzenie ze słuchawkami. Ale teżczęsto wracałam do domu piechotą, co dawało mi około 40 minut słuchania w trakcie marszu. W tym czasie przesłuchałam kilka tytułów, nawet pisałam o tym na blogu (w kilku miejscach). Zaczęłam tez popularną serię Jarosława Grzędowicza Pan lodowego ogrodu. Nigdy jednak jej nie skończyłam. Udało mi się wtedy odsłuchać 3 tomy i jakoś nie było mi po drodze do ostatniego w żaden sposób. Podchodziłam do niego kilka razy, aż w końcu, w tym roku, postawiłam sobie za cel dosłuchanie serii. I to było dość dziwne.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
ja tu piszę, książki

„How to Write Your First Novel” by Sophie King

Prawdopodobnie nigdy nie przeczytałabym tej książki, gdybym nie dostała jej w bonusie do pisarskiego magazynu. Zapewne nawet nie wiedziałabym o jej istnieniu.

Czy Sophie King sprzedała mi swoją metodę na pisanie? Czy skorzystam z jej uwag, by wreszcie skończyć moją pierwszą powieść? I w końcu najważniejsze pytanie. Jak porady od pisarza powieści obyczajowych mogą mi się przydać przy pisaniu epickiej fantastyki?

Przeczytałam How to Write Your First Novel i postaram się odpowiedzieć na te pytania.

Jestem aspirującą pisarką od lat, ale załamanie mojej aktywności twórczej przyszło wraz z emigracją do Miasta Fabryk i Magazynów. Od tego momentu próbuję wykrzesać z siebie nieco więcej mocy pisarskiej, niestety z bardzo różnym skutkiem. Dwujęzyczność mi zupełnie nie pomaga, bo momentami zmagam się z wciskającym mi się na usta ponglishem i miniaturową wieża Babel w mojej głowie. Np. wydaje mi się, że do opisu gatunku powieści bardziej pasuje mi contemporary young adult niż obyczajówka dla młodzieży. Ale zostawmy te prywatne wycieczki nieco z boku, bo przecież miałam opowiadać o czymś zupełnie innym.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Przeczytałam: Harda Horda

Spóźniłam się. Najgłośniejszą antologię roku przeczytałam, jak już wszyscy inni to zrobili. Ale chciałam ją mieć fizycznie, w moich łapkach, i musiałam chwilę zaczekać, aż zbierze mi się większe zamówienie do księgarni. A potem potrzebowałam jeszcze odpowiedniej ilości czasu na przeczytanie i napisanie tego tekstu. I oto jestem.

Czym jest Harda Horda? A może powinnam zapytać kim jest Harda Horda? Jest to grupa polskich autorek szeroko pojętej fantastyki, które uznały, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Wspólnymi siłami promują się na scenie krajowej jak i międzynarodowej, i wspierają nawzajem w walce o uznanie czytelników. Ja sama znam je bardziej z nazwisk niż z utworów, ale antologia pokazała mi, że zdecydowanie muszę to nadrobić. Poza tym, sama zauważam, że częściej sięgam po autorki niż autorów — przypuszczam, że moja wewnętrzna Iwona każe mi tak robić.

Pisarki doświadczone i dopiero zaczynające swoją przygodę z literaturą, starsze i młodsze, publikujące w wydawnictwach dużych i tych niszowych, mające na koncie powieści z gatunków fantasy, horror, science fiction, urban fantasy, dark fantasy czy też wydające głownie opowiadania w czasopismach i antologiach.

ze wstępu Anny Misztak

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: GrishaVerse – trylogia pierwsza

Dawno dawno temu, słyszałam, że trylogia Grishy od Leigh Bardugo jest dobra. Ale czasu jest mało na czytanie i jakoś nie było mi po drodze. A potem Netflix uznał, że to bardzo dobry materiał na serial, więc ja też uznałam, że to bardzo dobry moment na poznanie tego świata.

W chwili obecnej, GrishaVerse się nieco rozrósł, bo nie jest to już tylko trylogia, ale kolejne serie i powieści. I jeżeli dobrze obliczyłam, Bardugo napisała 7 pozycji. Więc mamy tak zwaną trylogię Grishy (zwane też jako The Shadow and Bone trilogy): Shadow and Bone (Cień i kość), Siege and Storm (Szturm i grom) oraz Ruin and Rising (Ruina i rewolta). Jest zbiór opowiadań, który chyba nie ma konkretnej przynależności do serii — nie sprawdzałam, mogę się mylić: The Language of Thorns (Język cierni). Dostaliśmy też dwutomową serię Six of Crows (Szóstka wron), której pierwszy tom nosi ten sam tytuł, a drugi to Crooked Kingdom (Królestwo kanciarzy). I na koniec najnowsze dzieło Bardugo, pierwszy tom dylogii o Mikołaju: King of Scars (w Polsce jeszcze się nie pojawił, ale pewnie dostanie zacny tytuł Król Blizn).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
inne, książki

Spór o fantastykę

Raz na jakiś czas w internetach pojawia się jakaś afera. Czasami jest to rozbabrany shitstorm, a czasami całkiem dobrze uzasadniony problem. To jest ten drugi przypadek.

A zaczęło się od niby niewinnie, od zupełnie nieudanego programu „Xięgarnia”, którego gościem był Robert M. Wegner. Odcinek zbiera złe opinie, wielu fanów fantastyki jest rozgoryczonych i rozczarowanych ignorancją prowadzących. I wszystkie te przykre emocje wyraził Marcin Zwierzchowski w swoim tekście „Kto nie lubi fantastyki”, z którym nie sposób się nie zgodzić.

I zdecydowanie nie mam zamiaru dokładać swoich 3 groszy do tematu. To po co ten tekst? Bo to bardzo fajny punkt wyjścia, żeby opowiedzieć troszkę o tym, czym dla mnie jest fantastyka, i dlaczego właściwie sięgam po takie lektury. Ale pewnie i tak odniosę się do tego małego shitstormu.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
audiobooki, ebooki i czytniki, książki

Pierwszy kwartał czytelniczy 2019

W tym roku postanowiłam nie robić kwartalników dramowych, bo oglądam zdecydowanie mniej koreańskich tytułów. Za to próbuję wrócić na właściwe tory z czytaniem i staram się motywować na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego pomyślałam, że takie kwartalne śledzenie moich poczynań — sukcesów i porażek — będzie takim dodatkowym bodźcem. Bo przecież nie mogę się chwalić tym, że nie czytam.

Nie planuję pisać tutaj zbiorowych recenzji, bo przecież one mają się pojawiać w miarę czytania. Chcę sobie poopowiadać troszkę o tym jak wybieram lektury, o tym jak planowanie ma się do faktycznego czytania i jak zaliczam kolejne wyzwania, w których biorę udział.

Z tego ostatniego nie miałam okazji się zwierzyć. W ramach mojego wyzwania na goodreads, biorę też udział w dwóch organizowanych przez grupę Sword and Laser. Wskazówka co do wyzwań jest już w nazwie, bo mamy: Sword Challenge dla powieści fantasy i Laser Challenge dla powieści science fiction. Zadeklarowałam się po 5 tytułów do każdego, a celem obu jest przeczytanie wspólnie 10 tys. książek. Bardzo ciekawa rzecz, bo czytam to, co chcę.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog, inne

Wpis o tym, jak sobie zimowałam

Przez ostatnie dwa miesiące prawie nie pisałam. Mam wrażenie, że wpadłam w jakąś czarną dziurę, z której ciężko mi się wygrzebać. Taki blogowy sen zimowy… Na szczęście, od dobrego tygodnia mamy już wiosnę, za moim oknem też, więc to idealny czas, żeby się z tego stanu uśpienia wybudzić.

Co robiła Iwona, jak jej nie było?

Głównie oglądałam. W zasadzie cały ostatni rok i początek 2019 oglądałam z Mężem seriale w takiej ilości, że połowy nawet nie pamiętam. Oglądałam też filmy i nawet kilka dram. A przecież miałam spory odwyk od tych ostatnich. I tutaj cały czas biję się z myślami, czy dawać wpis o dramach które widziałam, czy jednak nie. Bo zebrała mi się paczka chyba od listopada, i zwyczajnie już ich nie pamiętam tak dobrze (a zawsze obiecuje sobie, że będę opisywać na bieżąco…). Kończę właśnie kolejny tytuł i wydaje mi się, że podzielę to na dwa wpisy, bo inaczej będzie tego za dużo (o dziwo).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog, inne

Małe ogłoszenie

Tak wiem, ostatnio jest tutaj zwyczajnie pusto. Moje postanowienie „minimum jeden tekst w tygodniu, a jak się da to dwa” się gdzieś zapodział. Zabrakło mi energii na wszystko, i uznałam, że mała przerwa dobrze mi zrobi. Chcę napisać coś na koniec marca – zabrałam się za czytanie Grisha-verse od Leigh Bardugo. Obejrzałam też kilka dram, więc moja pierwsza paczka tytułów się rozrosła i muszę ją uzupełnić.

Uciekam też na mały weekendowy urlop (pewnie będzie padało, ale zawsze można wtedy zjeść coś dobrego w ciekawych miejscach, zamiast zwyczajnie zwiedzać). Chcę się nim pozytywnie naładować i zebrać nieco energii i pomysłów na ciekawe teksty. So stay tuned! And see you soon!

Zwykły wpis
inne, ja tu piszę

Prasówka: porównuję „Writers’ Forum” oraz „Writing Magazine”

Już od dawna chciałam zrobić to porównanie, od momentu jak w moje łapki trafił grudniowy numer Writing Magazine, czyli pierwszy jaki znalazłam. Ale działo się dużo, albo nie działo się nic i w efekcie cały plan przesunął mi się mocno w czasie. Miałam zamiar oprzeć się głownie na styczniowych numerach obu magazynów, ale w czasie jak zabierałam się za pisanie, wyszły już numery na luty.

Mój mały stos pisarskich gazetek rośnie. Mam już 5 numerów Writers’ Forum i 3 numery Writing Magazine, i będąc szczerą, to nie przeczytałam ich od deski do deski. Jestem okropna, bo omijam głównie wydrukowane w nich opowiadania angielskich autorów. W mojej głowie wyrosło przekonanie, że powinnam się jednak skupić na artykułach i poradach dostępnych w czasopismach (i przede wszystkich z nich korzystać). I mam dziwne wrażenie, że jest to przekonanie błędne, bo w końcu jak czyta się prozę, to też się z niej coś wyciąga dla siebie. Mam rację?

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Cylinder van Troffa

Złożyłam sobie obietnicę, taką zupełnie niepisaną, że w tym roku, skupię się nieco bardziej na czytaniu ebooków z pakietów BookRage. I pomyślałam, że zacznę od Zajdla, bo zbliżałam się ku niemu już w zeszłym roku i jest to jednocześnie coś mniej w moim stylu. Na pierwszy ogień padło na Cylinder van Troffa, bo polecany przez Ag.

Myślałam sobie, że to będzie szybka i raczej przyjemna lektura – mój czytnik pokazywał mi 162 strony. Jak bardzo się myliłam! Ta powieść próbowała mnie pokonać prawie każdego dnia, i zamiast planowanych 3 dni, spędziłam z nią 10.

I to nie jest tak, że mi się Cylinder nie podobał, albo zmuszałam się do jego czytania (no może momentami), bo wspominam, że gdy czytałam Całą prawdę o planecie KSI to byłam w jakiś sposób zachwycona. Okazuje się jednak, że Zajdel pisał bez emocji, i jakoś tak dziwie monotonnie. Nie byłam w stanie czytać Cylindra wieczorami, bo zwyczajnie przy nim zasypiałam (zmęczenie całego dnia, plus styl autora). I jedyny czas, kiedy udawało mi się czytać z zainteresowaniem to były poranki, miedzy kawą, śniadaniem a wyjściem do pracy. Plus kilka minut na przerwie w pracy, zagryzając  słowa lunchem.

Czytaj dalej

Zwykły wpis