dramy azjatyckie, podsumowanie

Dramaland: zapomniane podsumowanie roku

Miałam tego nie robić, miałam nie pisać podsumowania roku z dramami, bo był to rok dziwny. Ale potem pomyślałam sobie, że właśnie ta dziwność tego roku w dramowaniu, sprawia, że jest on nieco inny, więc może ciekawszy?

Na początku roku, razem z grupa szalonych dramowych fan(atycz)ek, podjęłam się wyzwania na rok 2018. Wyzwania w zasadzie były dwa, i nie potrafię odnaleźć nigdzie na blogu o tym wzmianki (za to na pewno pojawiła się na fanpejdżu). I jednak chciałam się gdzieś z nich rozliczyć, a przecież blog to najlepsze miejsce do opowiadania o tym, jak mi nie wyszło.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
blog, inne, podsumowanie

Dzień dobry w 2019 roku

Tak, to jest kolejny wpis z podsumowaniem roku, ale ponieważ pojawia się w styczniu, to jednocześnie chcę podzielić się moimi planami na ten rok. Chodzi oczywiście o plany blogowe i okołoblogowe, bo przecież nikt nie chce czytać o moim wielkim plenerze posiłków.

BLOG

Kolejny raz próbowałam sprzątać bloga i go uatrakcyjniać, i unowocześniać i w efekcie nie zrobiłam nic znaczącego. No może wróciłam do pisania o książkach, ale to też zasługa faktu, że je po prostu w tym roku czytałam. I chociaż zrezygnowałam z bardziej osobistych wpisów, wcale nie oznacza to, że nie pojawią się one w tym roku.

Chciałaby, pisać więcej i mądrzej. Plan jest, żeby wrzucać teksty aż dwa razy w tygodniu – miałam taki miesiąc czy dwa, kiedy mi się to udawało, więc jest szansa i nadzieja. Czy będzie mądrze? mam nadzieję. Zostało mi kilka niewykorzystanych pomysłów z listopada i grudnia, więc powinnam mieć czym zapełnić kilka dat. Pozostaje mi tylko wyszarpać nieco więcej czasu na czytanie i pisanie i robienie tych wszystkich innych rzeczy, które przy blogowaniu są mi niezbędne.

Więc będzie pewnie dużo o książkach, bo i chciałabym robić „recenzje” większości rzeczy, które czytam. Może uda mi się czasami wrzucać jakieś ciekawe zestawienia, albo wpisy zainspirowane listami, tak jak ten o początkach z fantastyką. I pewnie kolejna dawka grzechów czytelniczych też się pojawi, bo to zawsze fajne miejsce do narzekania o tym, czego nie czytam.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland — lato ’18

Lato w Anglii trwało niesamowicie długo jak na ten kraj. Upały i urlopowa zawierucha skutecznie odciągały mnie od dram już od maja, i do oglądania wróciłam w ostatnich dniach lipca, kiedy wszystkie sprawy prywatne przestały mi wchodzić w drogę. A we wrześniu znów zgubiłam rytm.

Tytułów jest mało, a fabularnie raczej słabo. Poszukiwania dobrej dramy do obejrzenia zaczęły mi się rozmywać i we wrześniu w zasadzie się poddałam. Dlatego oto zwycięska czwórka sezonu letniego.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland – wiosna ’18

W UK wiosna jakoś nie potrafiła się rozbudzić. Za oknem było głownie szaro, kwiecień do tego deszczowy – niby pogoda w sam raz na oglądanie z kocykiem, ale ja byłam głównie senna. Nawet zaczęłam ten kwiecień z energią na oglądanie, ale w maju już się wszystko posypało. Próbowałam odhaczać moje wyzwania i to chyba na tyle. Jakoś nie miałam też szczęścia do wybieranych dram. A od połowy maja prawie nie oglądałam dram. Dodatkowo czerwiec dorzucił mi tyyyle spraw na moją jedną głowę, że zwyczajnie brakło czasu na wszystko co bym chciała. Dlatego tym razem skromnie i jakoś tak monotematycznie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Nie umiem w dramy historyczne

Miałam udawać, że jestem ekspertem od azjatyckich dram, ale potem sobie przypomniałam, że nie oglądam tych historycznych i mój mit upadł, zanim powstał. Więc co się stanie jak zapragnę być ekspertem na poważnie?

Ja i dramy historyczne, to jest bardzo dziwne zjawisko. Ja od zawsze uwielbiałam filmy i seriale kostiumowe, swojego czasu oglądałam przecież dużo Bollywoodu, bo te piękne sari – więc co jest nie tak? Mówię sobie, że odstrasza mnie liczba odcinków i tej wersji będę się trzymać. Ale jak nie zmienię tej drobnej kwestii, to nigdy nie zostanę ekspertem od dram.

Cóż, oglądam dramy już prawie 4 lata i w tym czasie widziałam ledwie 7 historycznych. Zabawne jest to, że w aż 5 z nich grał Lee Joon Gi (mój mały projekt „obejrzę wszystkie dramy z Lee Joon Gi”) – a z jakością tychże było różnie. Bo bardzo dobrze wspominam Joseon Gunman (w końcu to była pierwsza historyczna jaką widziałam) i bardzo bardzo podobał mi się Iljimae. Ale już taki Scholar Who Walks the Night mógł być o wiele wiele lepszy.

Tak dla przypomnienia, Strzelec z Joseon ;)

Kiedy zdałam sobie sprawę z mojej niewiedzy, udałam się do ekspertek od dram historycznych i zrobiłam jedną ważną rzecz. Poprosiłam o listę polecanych tytułów, które ich zdaniem są dobre i warto je obejrzeć.

Bo wiecie, mam już sporo wyzwań związanych z dramami na ten rok, ale przecież zawsze jest dobry moment na dorzucenie kolejnego. Okej, to nie jest kolejne wyzwanie, ale tworze sobie kolejny tag dramomaniaczki: #OglądamHistoryki. Więc od czego zacząć? Dostałam listę dram koreańskich i chińskich, a nawet kilku japońskich. I nie, nie mam zamiaru obejrzeć wszystkich – polecajka polecajką, ale czasami muszę mieć nieco więcej informacji na temat dramy (jak np. długość i ilość odcinków) i lekki zarys fabuły, żeby wiedzieć, czy ma to u mnie jakieś szanse. W końcu doba ma tylko 24 godziny, a ja mam bardzo długa listę planowanych. Dlatego sprawdziłam sobie wszystko na MDL.

Teraz moment, na małą wyliczankę – co też poleciły mi dziewczyny (wytłuszczone tytuły znaczą tyle, że były one zdublowane).

Dramy japońskie:

  • Hanako To Anne;
  • Oshin;
  • Asa Ga Kita;
  • Atsu Hime.

„Princess Wei Young”

Dramy chińskie:

  • Nirvana in Fire 1; 
  • Nirvana in Fire 2; 
  • Tribes and Empires: Storm of Prophecy; 
  • Eternal Love / Ten Miles of Peach Blossom;
  • Princess Wei Young; 
  • Battle of Changsha;
  • Red Cliff (film);
  • Red Cliff 2 (film);
  • Sound of the Desert.

„Warrior Baek Dong Soo”

Dramy koreańskie:

  • Warrior Baek Dong Soo; 
  • Queen for Seven Days;
  • Empress Ki;
  • Maids;
  • Jewel in the Palace;
  • Queen In Hyun’s Man;
  • Queen Seon Duk; 
  • Saimdang;
  • The Three Musketeers.

Na starcie zrezygnowałam z japońskich dram – zupełnie mnie do siebie nie przekonują jako całość (na ten moment). Odrzuciłam też dwa filmy, które polecała Rill-Rill, bo chwilowo chcę się skupić na dramach, ale zapamiętam sobie te dwa i dorzucę do ogólnie planowanych rzeczy do obejrzenia. Moja lista – ta, na która się zdecydowałam – jest neiwielka i ma też kilka pozycji nie poleconych,a które kiedyś dodałam sobie sama.

„Eternal Love”

Dramy chińskie:

  • Eternal Love – bo ten tytuł chciałam obejrzeć też sama z siebie, i ma ona tez wątki fantastyczne, co mi bardzo pasuje do tych wszystkich chińskich kostiumów historycznych.
  • Princess Wei Young – bo pamiętam, jak zachwycały się dramą dziewczyny, i jest to też drama faktycznie historyczna bez elementów nadprzyrodzonych.
  • Legend of Nine Tails Fox – bo mam słabość do lisów z 9 ogonami, i jak tylko coś znajdę, to dodaję do listy.

„Queen Seon Duk”

Dramy koreańskie:

  • Warrior Baek Dong Soo – bo czuję, że to może być coś podobnego do dram z Lee Joon Gi, które polubiłam (i ma 2 głosy od ekspertów).
  • Queen Seon Duk – bo to będzie wyzwanie z tymi 62 odcinkami,a le ponoć jest tak bardzo dobre (i jak wyżej).
  • The Three Musketeers – bo to ma być bardzo zabawne i krótkie, i już nawet raz próbowałam, ale jakoś uciekło mi spomiędzy listy oglądanych.
  • Saimdang – bo fakt, że dzieje się w dwóch czasach, może mnie do siebie bardziej przekonać.
  • Six Flying Dragons – bo to była drama, którą pojawiła się na początku mojej przygody i wiem, że od zawsze chciałam ją obejrzeć.

„Saimdang”

Dlaczego dram chińskich jest mniej? Cóż, nadal mam maleńki problem z językiem. O ile przy koreańskim, jestem na tyle osłuchana, że jak nie doczytam napisów, to nie czuję, że coś trace, o tyle z chińskimi językami jest inaczej – przy oglądaniu potrzebuję większego skupienia.

I wiem, ja doskonale wiem, że to wszystko to szaleństwo, ale kto powiedział, że ja jestem normalna? Przecież siedzę i oglądam azjatyckie dramy (na przemian z kolejnymi odcinkami „Friends”). Ale wszystkie listy, które sobie tworzę, to potem takie moje małe wyzwania, które pchają mnie do czytania i oglądania (dzięki temu nie przesypiam dnia). Więc warto śledzić mój profil na MDL i moje kwartalne posty z dramami (teraz z #OglądamHistoryki), żeby wiedzieć, co widziałam i co mi się podobało lub nie.

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland – zima ’18

Wydawało mi się, że to będą bardzo udane 3 miesiące z dramami, tymczasem już na początku marca dopadło mnie jakieś zmęczenie materiału. Nadal udało mi się wykonać sporą część wyzwań, ale to chyba był problem – czułam, że muszę.

Ściganie się z wyzwaniami zaczęło zabijać moją radość z oglądania, więc uznałam, że czas na przerwę. Mimo to, zliczyłam wszystkie miesięczne wyzwania (nazywane wyzwaniem 2) od grupy fan(atycz)ek – opisy opatrzone stosownym tagiem. Z kolei wyzwanie 1 ma status 3/12 i zaczęłam punkt z rewatchem dram, więc też nie najgorzej. Mój prywatny #DramaJar niestety nie cały, ale nie chciałam się zmuszać do niczego, bo to nie jest wyścig (też umieściłam stosowny tag). Dlatego też na kolejny kwartał losuję jedynie 3 tytuły, żeby nie czuć tej wielkiej presji.

Bez większego marudzenie, to co Iwona obejrzała w pierwszym kwartale 2018.


Three Color Fantasy

Seria web-dram, w skład której wchodzą: Star of the Universe, Vivid Romance oraz Queen of the Ring. O tej dziwnie magicznej trylogii pisałam już na blogu, więc nie ma sensu robić tego ponownie. Dodam, że to było miłe rozpoczęcie roku, a Star of the Universe oglądałam w ramach mojego wyzwania #DramaJar.

#DramaJar


I’m not a Robot

Szczerze, to jakoś nie czułam potrzeby oglądania tej dramy, ale namówili mnie ludzie z internetów. I chyba dobrze. Bo to była całkiem fajna drama, ze zrównoważonymi watkami, z całkiem ciekawą fabuła i z równymi odcinkami. I romans, który nie poszedł w żadną dziwna stronę: ani zbyt słodki, ani zbyt dramatyczny. Chyba Korea się uczy ostatnio w scenariusze. I nie, nie poszłam tam za Yoo Seung Ho a za Chae Soo Bin, która podobała mi się w Strongest Deliveryman.

To była całkiem sympatyczna komedia romantyczna, które ostatnio jakoś nie dają się wyłowić z tłumu. Chociaż konflikt korporacyjny był jakiś taki wymuszony i stworzony na siłę, a czarny charakter bez wyrazu. W sumie to ja nie wiem co go motywowało do działania, i jak to się stało, że wiedział o super tajnym projekcie jakim była AG3… Pomijam fakt, że jak cię ściga Interpol, to chyba tak łatwo się gdziekolwiek za granicę nie dostaniesz. Na plus za to drugi plan, bo postacie jakieś takie nie najgorsze i całkiem spójne charakterologicznie.


Moon Embracing the Sun

Przyznam się, że mam mieszane uczucia. Ja i dramy historyczne jakoś nie mamy po drodze, bo i tak sama nie wiem zazwyczaj co oglądać. Yeo Jin Goo w roli nastoletniego króla/księcia wypada dla mnie o niebo lepiej od dorosłej wersji, którą grał Kim Soo Hyun. I to własnie gdzieś w połowie dramy, gdy już zamienili się miejscami, dopadł mnie kryzys oglądania, bo zwyczajnie nie mogłam patrzeć na główkę Kim Soo Hyuna – no nie pasował mi do roli. Nie, zwyczajnie mówię nie. Dobrze, że łazili za nim Song Jae Rim w roli samurajskiego ochroniarza Woona (ta fryzura!) oraz najlepszy eunuch świata. Mam wrażenie, że te nastoletnie męskie wersje były lepiej dobrane.

Sama fabuła całkiem zgrabnie uszyta, i ponoć to dobre zakończenie odbiega od standardów dram historycznych. No, powiedzmy, że dobre, bo zależy dla kogo. Niektóre motywy się fajnie zazębiały a wątek księżniczki Min Hwa to dla mnie w ogóle wisienka na torcie.

Jeszcze nie wiem, czy się bardziej przekonam do historyków, ale jest szansa, bo połowa dramy była świetna, a druga połowa, cóż… prawie dobra.

#DramaJar #HistorycznyStyczeń


Part-time Idol

Szukałam czegoś szybkiego i niezobowiązującego, a takie są zazwyczaj web-dramy. I liczyłam, że posłucham sobie cudnego głosu Lee Soo Hyun i się nieco zawiodłam. Konstrukcja dramy prosta jak cep, i mimo jakiejś fabuły, wszystko raczej przewidywalne i za szybko się działo. Producent rozwiązywał problemy swoich przyszłych idoli w temp;ie ekspresowym, a w pól dnia się raczej strachu przed sceną nie przełamie. Liczyłam na więcej muzyki, a mniej absurdu. A przecież jest i Hwang Seung Eon, która dopiero co tak fajnie zagrała w I’m not a Robot… Trochę zmarnowany temat i tak na dobra sprawę nie mam co o tej dramie powiedzieć.

#MuzycznyLuty


Surplus Princess

To była typowa komedia, z głupimi gagami i nawiązaniami do innych dzieł popkultury – jak choćby wyłaniająca się szefowa/kierowniczka z zza ściany z czołówką Attack on Titan w tle. Bardzo fajnie oglądało mi się Jo Bo Ah w jakieś mniej wrednej roli. W ogóle to była rola przepełniona aktorami, których już gdzieś w tym roku widziałam: Song Jae Rim (Moon Embracing the Sun), Kim Seul Gi (Queen of the Ring), Kim Min Kyo (Part-time Idol) , i innych znanych twarzy.

Drama to taki prześmiewczy retelling Małej Syrenki, w którym (uwaga spoiler) nasza bohaterka zamienia się w morską pianę. Taki nieco tandetny umilacz czasu, w którym wszystko jest do przewidzenia – okej, rodzeństwa Syrenki to ja nie przewidziałam, ani cudowności złej wiedźmy, ale cóż. Wybitne to dzieło nie jest, ale można się przy nim pośmiać, np. wtedy, gdy Syrenka macha stópkami jak ogonem.

#DramaJar


Page turner

Będę nie obiektywna i powiem, że Ji Soo był cudny w tej dramie specjalnej. To jest ten Ji Soo, którego ja polubiłam, i nikt mi go nie będzie zrzucać z klifu. I zdaje się, to to jest pierwszy special dramowy, jaki obejrzałam. Tylko 3 odcinki, bez zbędnego gadania, za to z cudną historią. Uważam, że aktorzy wypadli tu świetnie, Kim So Hyun była dośc wiarygodna jako niewidoma dziewczyna pełna złości. A optymizm postaci Ji Soo świetnie to równoważył. I jak to dobrze, że nie było jakiegoś chamskiego i nachalnego wątku romantycznego. Chciałabym więcej takich dram. No i też świetny temat, bo to taki załamanie się świata w młodych osobach – jak sobie poradzić z kryzysem w życiu. Fakt, że nieco bajkowe rozwiązanie, ale ej, to jest bardzo dobra drama. Bardzo.

#MłodzieńczyMarzec


A Korean Odyssey

Cóż, tvN znów dał kawał solidnej dramy. Powrót Lee Seung Gi na mały ekran niezwykle udany. Sukcesem tutaj była obsada, zresztą, kiedy tworzysz fanklub szminek Sekretarki Ma, to wiesz, że ktoś tu zrobił coś dobrze. Cóż, wariacja na temat „Podróży na zachód” nie mogła się nie udać (ok, mogła, ale to jednak solidna podstawa na scenariusz).

Ja bardzo lubię supernaturalne historie w wykonaniu Koreańczyków, bo wiem, że takie się na zachodzie raczej nie sprawdzą. Więc tutaj też nie mam za dużo do zarzucenia, bo Małpi Król, bo dziewczyna zombie, bo Lee Hong Ki jako najlepsza świnka na świecie, no i Król Byk i jego syn. Interakcje między bohaterami wygrały tutaj wszystko, i to jak dobrano aktorów do ich ról – co już mówiłam. I chociaż zakończenie nie miało tego walnięcia, a Wielki Czarny Smok przypominał mi smoka z Wiedźmina, to cała drama wypadła rewelacyjnie i na pewno będzie jedną z tych, do polecania innym. Bo A Korean Odyssey naprawdę warto obejrzeć. Jak na razie najlepszy tytuł 2018 – jest w czołówce.


Kącik filmowy:

Our Heaven / Rockin’ on Heavens Door

Nawet nie przeczytałam opisu przed seansem. Skoro dodałam go do mojej listy, to musiał mnie jakoś zaciekawić. No i się zupełnie nie spodziewałam! Bo film okazał się być nieco refleksyjnym, nieco wzruszającym, o słodko-gorzkim zakończeniu.

Nie oglądam wielu koreańskich filmów, dlatego to była dla mnie pewna odmiana. Kolejny raz mogłam też się przekonać, że Lee Hong Ki jest dobrym aktorem, tylko nie wiem czemu, ciągle gra gdzieś muzyka/piosenkarza/idola. To akurat trochę smutne.

Była to klasyczna opowieść o zmianie wewnętrznej bohatera – nic nowego, a jednak wzruszyło. Dzieci i młodzi ludzie, którzy mieszkają w hospicjum i czekają na swój ostatni dzień… nie można się nie zasmucić. Chociaż nie sądzę, że sama bym szybko sięgnęła po film, gdyby nie fakt, że wylosowałam go w wyzwaniu słoiczkowym. Dobry film, żeby obejrzeć, niekoniecznie się zachwycić.

#MuzycznyLuty #DramaJar

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland: Three Color Fantasy

Ponoć fantastyczność objawia się kolorach: białym, zielonym i złotym, i dziwnym trafem wspomaga nasze przyziemne życie. A przynajmniej tak uczą mnie koreańskie dramy – i to nie byle jakie, bo proste i krótkie web-dramy.

Ten wpis to tak naprawdę pochwała web-dram, czyli krótkich serii, których odcinki wahają się w granicach 10-15 minut. I tak, w tak krótkim czasie da się przedstawić kawałek sensownej historii i jeszcze wrzucić jakiś plot twist albo cliffhanger. Styczeń zaczęłam z serią właśni takich mini-dram, która składa się z 3 tytułów i łączy pod szyldem Three Color Fantasy. I wszystkie oczywiście opowiadają nietuzinkowe historie miłosne.

Dodam, że te dramy powstały we współpracy Naver’u i stacji MBC, i ja oglądałam wersję emitowaną w telewizji – wszystkie trzy tytuły składały się z sześciu półgodzinnych odcinków (oryginalnie, według MDL, było ich 21 po 10 minut).

« Kolor biały: Star of the Universe »

Bohaterką historii jest pewna nastolatka, którą poznajemy w tragicznym momencie jej życia – śmierci. Oczywiście jak to w k-dramach, to był dopiero początek jej życia, więc wcale nie musimy płakać. Jeszcze. W postać wciela się Ji Woo, która poznałam w 2 sezonioe Age of Youth i cierpiałam. Ale oglądając ją jaką Byul (czyli tytułowa Star) nagle odkryłam, że ona potrafi grać i to całkiem nieźle. Cudownie ją było oglądac na ekranie w roli osóbki jednocześnie nieśmiałej jak i niezwykle odważnej. Na ekranie partneruje jej Suho – lider boysbandu EXO – w roli piosenkarza (a jakże!) Woo Joo (znaczy tyle co Universe). Aktorzy/idole to jest inna kategoria, i różnie to im wychodzi, więc nie będę oceniać.

To była cudna drama, bardzo prosta, ale miała też ciekawe zakończenie, którego się raczej nie spodziewałam. I wzruszyłam się aż 2 razy oglądając ostatni odcinek.

« Kolor zielony: Vivid Romance »

W drugiej odsłonie, niestety najsłabszej fabularnie, śledzimy losy nieco niezdarnego So In Seonga. Nasz bohater przygotowuje się do państwowego egzaminu na policjanta i boryka  z bardzo przyziemnymi problemami – jedzenie, pieniądze i mieszkanie. Plus dziewczyna. Jego los nieco się zmienia, gdy znajduje sposób na szybkie i łatwe pieniądze. I chociaż jego historia jest ciekawa, to zabrakło mi w niej tej samej iskry co w pozostałych dwóch tytułach. Yoon Shi Yoon, czyli aktor wcielający się w role In Seonga, zaciekawił mnie w jakiś sposób, więc pewnie upoluję jakąś dramę z nim w roli głównej. Ale tutaj wisienką na torcie był dla mnie występ King Ki Younga, który swoja charyzmą wygrywa wszystkie drugoplanowe role.

To jedna z tych dram, które mają pokazać, że nie ma drogi na skróty.

« Kolor złoty: Queen of the Ring »

Mo Nan Hee jest niską dziewczyną o przeciętnej urodzie i wcale nie ma złudzeń co do swojego życia. Wszystko zmienia się gdy poznaje przystojnego Park Se Guna, a od swojej mamy dostaje pewien pierścień. Pamiątka przekazywana z pokolenia na pokolenie ma w sobie bardzo przydatną moc. I to jest właśnie historia z magią w tle. Kim Seul Gi i Ahn Hyo Sub tworzyli niezwykła parę na ekranie, i udowodnili, że przeciwieństwa się przyciągają. I podoba mi się, że nie dostaliśmy jakiegoś super słodkiego romansu, a bohaterowie mieli pod górę, żeby zrozumieć samych siebie.

Zdecydowanie to była najlepsza drama z całej serii i cieszę się, że obejrzałam ją na końcu.


Nie oglądam wielu web-dram, ale zmienię zdanie. Są świetne jako przerywnik miedzy długimi seriami, i kiedy zwyczajnie nie chce mi się skomplikowanej fabuły. Teraz planuję serię wyprodukowaną we współpracy Naveru z jTBC – zdaje się, że tam jest około 5 tytułów i sporo idoli w obsadzie. Oczywiście nie tak od razu, bo czekają mnie jeszcze wyzwania na ten rok.

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Kwartalnik jesienny ’17 – Dramaland

Zbliża się koniec roku, więc czas na kolejne posumowanie dram. I mogę sobie pozwolić na chwalenie się jeszcze w 2017 roku, bo zwyczajnie wiem, że nic nowego już nie obejrzę. Moja jesień dramowa byłą głownie romantyczna, z kontraktowymi małżeństwami, niespełnionymi miłościami i na koniec z niesamowitym jedzeniem.

Na fb wspominałam, że mój system Drama Jar ma więcej dziur niż przydatności, dlatego zmieniłam go na wirtualne losowanie 5 tytułów na kwartał. Korzystając z aktualnej listy planned to watch na MDL i generatora liczb. W podsumowaniach będę je oznaczała #DramaJar. Jeśli czegoś nie obejrzę w ciągu 3 miesięcy, z automatu przerzucam tytuł na listę rezerwową następnego miesiąca.

W tym kwartale skończyłam oglądać 8 dram, porzuciłam 2 i obejrzałam 1 film. W dramowym słoiczku wylosowałam 4 dramy i 1 film (z czego obejrzałam film, 2 dramy, jedną porzuciłam, a jedna nie zmieścił się w planie). Zrobiłam też losowanie na kolejny kwartał: 1 c-drama, 1 k-drama telewizyjna, 2 web k-dramy, 1 film.

Full House

Stało się, dokopałam się do kolejnego klasyka i roku 2004 w Dramalandzie. To było guilty pleasure – bo dziwnie wciągnęło a nie powinno. Full House było niesamowicie statyczne – może 10 aktorów, 5 miejsc i monotematyczne dialogi. No bo ile można słuchać o sprzątaniu domu, i gotowaniu jedzenia? A wszystko to przeplatane smutnym patrzeniem w dal całego czworokąta miłosnego. Bardzo bardzo nierealistyczna drama, a stylista powinien się za to coś smażyć w piekle. Ubrania Raina zaskakujące, nie będę komentowała bardzo szerokich spodni, bo to był ten moment w modzie, ale sweterki odsłaniając połowę klaty były straszne. Song Hye Kyo wiecznie nosząca obcasy też jakaś nierealna… A na minute ciszy zasłużyło sobie pewne dziecko, które nie istnieje. Jedna z bohaterek przez całą dramę jest w ciąży, i wydaje mi się, że to nawet trwa więcej niż 9 miesięcy – problem polega na ty, że po niej tego nie widać, a ona twierdzi, że już zaraz rodzi. Ale co?! Jak?!

Kilka ostatnich odcinków wymęczyłam i raczej nie polecam nikomu. Chyba, że ma w sobie coś z masochisty. Drama się zestarzała brzydko.

[tytuł w ramach #DramaJar]

Temperature of Love

Podsunęli mi do tłumaczenia i powiedziałam TAK, i to był główny powód, dla którego oglądałam ten romans. Zaczęło się świetnie – nietuzinkowo, ciepło, uroczo. I mnie przesłodziło. Nie oszukujmy się, 20 odcinków (lub 40 półgodzinnych) to zdecydowanie za dużo na te historię, która od połowy strasznie się dłużyła. Odświeżający początek gdzieś zniknął, i ta temperatura zmalała. Bo to kolejna drama, gdzie bohaterowie do siebie wzdychaj, są dla siebie mili, a w tle nic się nie dzieje. I oni zdecydowanie mieli za dużo wolnego czasu, jak na scenarzystkę i szefa kuchni. A wszystkim się w końcu udawało w życiu. Kolejny dowód na to, że Koreańczycy psują nawet najlepsze pomysły w dramach, bo gdyby to tak uciąć do 16 odcinków, a nawet do 12, to mógłby być hit. Nawet nie chcę mi się o tym pisać, bo po prostu sodko i nijako.

The Sound of Your Heart

Lee Kwang Soo w kolejnej odsłonie głupkowatej postaci. I to się chyba u niego sprawdza, chociaż mam wrażenie, że stać go na więcej. Wystarczyło popatrzeć na obsadę (Lee Kwang Soo, Kim Byung Ok czy Kim Mi Kyung) i już wiedziałam, że to będzie bardzo zabawne. Nawet mój mąż odwracał głowę z uśmiechem, więc coś w tym musiało być. I te rysunki.

To był super super przerywnik, bo internetowe dramy ogląda się niezwykle szybko. Ta banalna komediowa fabuła w The Sound of Your Heart miała w sobie niezwykłą lekkość. Powstała na autobiograficznym webtoonie autorstwa Jo Suka, i nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś może mieć tak absurdalne życie.

Because this is My First Life

Nie będę kłamać, jak powiem, że to najlepsza drama kwartału. Romantyczna drama kwartału, a może nawet i roku. Wszystko tu jest świetne, od aktorów i kreacji bohaterów, poprzez fabułę, aż po niespodziewane zakończenie. Jak coś jest dobre, to ciężko pisać pochwały, bo tytuł sam się broni. Jung So Min polubiłam po D-Day i tylko potwierdza mój zachwyt; Kim Min Suk znów w świetnej roli drugoplanowej – dajcie mu jakiegoś nietuzinkowego leada; i Lee Som, czyli odkrycie najbardziej twardej bohaterki drugoplanowej. I oczywiście Kot.

Black

Wow! Ktoś tutaj potrafił w fabułę! Te zwroty akcji, te zagadki! Dawno już nie widziałam tak dobrej dramy kryminalno-fantastycznej. Nawet mi Go Ara nie przeszkadzała, a nawet jej drewniane granie mopsa pasowało do bohaterki. A już myślałam, że drama o Kostuchu nie może mnie zaskoczyć, że będzie nudno i przewidywalnie. Jak to dobrze, że dałam się namówić.

Największą frajda podczas oglądania było snucie teorii spiskowych i odgadywanie gdzie tez zaprowadzi mnie fabuła pełna niespodzianek. Część udało mi się poskładać w całość, inne były bliskie moim przypuszczeniom. Wątek romantyczny był sobie gdzieś w tle, i to mi się bardzo podobało, bo niecodzienny duet głównych bohaterów nie zaśmiecał fabuły wzdychaniami i gapieniem się w dal. Więcej takich proszę.

Strongest Deliveryman

To była jedna z tych przyjemnych, niezobowiązujących dram. Aktorstwo było dobre, fabuła nie taka przewidywalna i wcale nie nudna, a bohaterowie nad wyraz sympatyczni. Oczywiście nie obyło się bez tajemnicy, romansów i gangsterów, ale nic tu się nie dłużyło. Postawiłabym ją nieco wyżej niż tytuł do prasowania. Fajnie jest czasami obejrzeć pozytywną dramę z pozytywnymi bohaterami, którzy wierzą w sprawiedliwość i to, ze dobro triumfuje.

Strongest Deliverymen to jedna z tych przyjemnych dram, w której nic nie uwiera, ale nic też nie daje efektu łał. Takie tytuły też są potrzebne do szczęścia, żeby oczyszczać umysł, przed kolejnymi superprodukcjami. Taki klin na dramowego kaca.

Age of Youth 2

Z drugim sezonem miałam jeden problem: zmiana aktorki wcielającej się w Yoo Eun Jae, bo nie ma nic gorszego, jak aktorka próbująca oddać mimikę twarzy kogoś innego. Mogłoby jej zwyczaj nie być w tym sezonie, bo psuła mi efekt. Park Hye Soo miała w sobie taką nieśmiałą niewinność, którą wypływała z jej twarzy bez wysiłku, niestety Ji Woo ze swoimi wielkimi oczami wyglądała tragicznie. Brak Ryu Hwa Young też dawał o sobie znać, bo była cudowna w pierwszym odcinku. Strzałem w dziesiątkę było za to dołożenie ciekawej męskiej obsady, a i skupienie fabuły bardziej na szalonej Song Ji Won (w tej roli Park Eun Bin) dało nieco pikanterii fabularnej.

Może sposób wprowadzenia nowej dziewczyny do domu, a raczej jej motywacja, nie jest najlepszy, ale to drama, więc może być dziwna i nielogiczna. Dało nam to za to kilka chwil z uroczą Shin Se Hwi – ta aktorka zasługuje na nieco większą rolę niż koleżanka i młodsza siostra.

JTBC znów robi to dobrze.

Let’s Eat

To jedzenie! Ta drama zmusiła mnie do wyciągnięcia moich koreańskich książek kucharskich i planuję ugotować kimchi jjigae. Fabularnie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, bohaterowie są całkiem całkiem, nie zauważyłam żadnego drewna, a Lee Do Yeon kolejny raz udowadnia mi, że wszystkie koreańskie aktorki nie muszą być piękne. Ona musi mieć niezły dystans do swojego wyglądu, bo to kolejna drama w której pozwala z siebie się śmiać (a właściwie pierwsza, ale już ją widziałam w innych tytułach). Yoo Doo Joon jako aktor też wypada ciekawie.

Jednak prawdziwym bohaterem tej dramy jest jedzenie. To jak wszystkie potrawy są pokazane… prawdziwy food porn. Cały czas jadłam, i marzyłam o tym chrupiącym kurczaku i tych niesamowitych grillowanych mięsach i niezwykłym kimchi (na całe szczęście mam jeszcze 2 słoiki). Z chęcią obejrzę sezon 2 dramy dla takich jedzeniowych widoków.

[tytuł w ramach #DramaJar]


Nowość na liście niepodsumowań – azjatyckie filmy.

House of Disappeared

Film opisywany jako horror i promowany Taecyeonem w jednej z ról. Nie wystraszyłam się nawet przez chwilę, i nie wiem czy to kwestia tego, że oglądałam w dzień w stanie chorobowym, czy fatalności filmu. Nie wciągało mnie też za bardzo, a zagadka nie była zbyt skomplikowana. Okej, samego rozwiązania się nie domyśliłam, więc było pewne zaskoczenie, ale mam wrażenie, że Taecyeon grający młodego księdza zbyt łatwo uwierzył naszej bohaterce, że coś z domem jest nie tak, i zbyt łatwo dokopał się do informacji. Nie było napięcia.

[tytuł w ramach #DramaJar]


Bonus: lista porzuconych

1. Criminal Minds – porzucone w zasadzie we wrześniu, ale długo się nad tym zastanawiałam. Nie potrafiłam zabrać się za kolejny odcinek przez 2 miesiące. Bardzo żałuję, bo to kolejny amerykański format, który się nie sprawdził i nie grało to kilka rzeczy.

2. Revolutionary Love – porzucona po 4 odcinkach. Choi Shi Won mnie za bardzo irytował swoją grą aktorską, nie umiałam przebrnąć przez żaden odcinek z odrobiną fascynacji. Może kiedyś wrócę. tytuł pochodził z listy #DramaJar

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Kwartalnik letni ’17 – Dramaland

Dziwnie mi nazywać to podsumowanie letnim, skoro za oknami hula wiatr, jest zimni i deszczowo. Ale skoro już tak zaczęłam, to nie będę wymyślała nowych nazw dla kwartalnika. 

Ostatnie 3 miesiące obfitowały w wiele wrażeń, i nie były to wrażenia dramowe. Obejrzałam niewiele, bo weselne przygotowania nie sprzyjały oglądaniu. Narobiłam sobie zaległości, przez co moja lista to watch na MDL rozrasta się niemożliwie i nawet Drama Jar nie pomaga.

Statystycznie: skończyłam 2 rozgrzebane dramy (Age of Youth oraz Man to Man), obejrzałam 2 w całości (Fight My Way oraz Bride of the Water God) i na deser zafundowałam sobie 1 web-dramę (The Miracle od viki orginals). Zaczęłam też koreańskie Criminal Minds.

W czasie urlopu, razem z Mężem obejrzeliśmy netflixową Okję, ale ta pojawi się w części pop kwartalnika, bo to nie do końca koreański film.

Mój Drama Jar miał przejść małą reformę – przygotowałam nowe losy, bo i tytułów mi ciągle dochodzi, ale w tym czasie dołożyłam kolejne do listy i chyba zacznę robić jakieś wirtualne losowanie numerkami, bo mój system przestał się sprawdzać. Przy okazji, mój „słoiczek” spotkał Męża i stał się znów zwykłym świecznikiem…

Nie przedłużając już wstępu, dramy lata:

Age of Youth

Ja doskonale pamiętam, kiedy ta drama była emitowana i obeszłam ją szerokim łukiem. Teraz żałuję. Wydaje mi się, że nie ma aż tylu dram po prostu o życiu grupy ludzi, bo zawsze musi być jakiś romans przysłaniający wszystko. Tutaj mogłam sobie obserwować zmagania z życiem pięciu uroczych dziewczyn. JTBC mnie zaskakuje swoimi produkcjami, a ja się raczej utożsamiałam z tvN’em. Age of Youth było tak dobre, że właśnie emitowany jest 2 sezon dramy (a jak wiemy to jest rzadkość).
Każda z dziewczyn była na swój sposób urocza, i każdą polubiłam. Nie spodziewałam się, że taki slice of life będzie tak świetnie napisany i zagrany. No bo co może być ciekawego w codziennym życiu? Cóż, dziewczyny się zmagają ze swoimi demonami – każda jakiegoś ma – i ogólnie dorosłym życiem. Bo jak to ktoś gdzieś powiedział: dorosłość miała być takim abstrakcyjnym pojęciem, a potem przyszła i walnęła nas w twarz. Polecam, mimo kilku przerysowanych momentów, ale to przecież k-drama!

Fight My Way

Pewnie gdybym nie tłumaczyła tej dramy, to bym się na nią nie porwała. Pierwsze odcinki zrobiły na mnie dobre wrażenie i nawet myślałam, że to będzie dobrze spędzony czas. Im dalej w las tym mniej ciekawie. Może przeszkadzał mi fakt, że oglądałam głównie po to, by tłumaczyć, i trochę szukałam dziur w czasie, żeby to zrobić. Fabuła się rozmyła. Naiwny romans był taki sobie. Rywalizacja zawodników MMA też taka nijaka. Zakończenie to w ogóle takie rozmyte, żeby było, bez polotu… Za plus uznam, że Park Seo Joon nie grał jak kawałek drewna taki zupełny i miał więcej emocji na twarzy niż dwie. A najlepsza w tym wszystkim i tak była Song Ha Yoon w roli spokojnej Baek Seol Hee – taka niepozorna aktorka, a grała najlepiej z całej czwórki.
To było takie nijakie, że nie umiem nawet napisać jadowitego komentarza.

Man to Man

Udało mi się skończyć, chociaż pogubiłam się nieco w wydarzeniach przez długą przerwę. Mam słabość do polityczno-szpiegowskich dram, a ta miała ciekawy format. Sam fakt, że mogłam to oglądać chwilę po Koreańczykach na Netflixie robił niezły hype. Taśmy grozy o łapówkach na wysokich stołkach państwowych, tajni agencji bijący się o drewniane figurki, pościgi, nielegalne aukcje, gadżety niczym u Bonda. Tylko nie rozumiem, czemu dorosła kobieta, zachowuje się momentami jak nastolatka? Cha Do Ha była postacią z lekka irytująca w sytuacjach romantycznych. I nie było tam żądnej chemii, więcej uczucia znalazłam między Yeo Woon Gwangiem a drewnianymi figurkami albo kawą z ulubionej kawiarni.
Park Hae Jin zaczyna się brzydko starzeć, bolało mnie patrzenie na jego twarz bez wyrazu, z której przebijały zmarszczki pomieszane z jakimś liftingiem… Jak dla mnie, to gwiazdą dramy był Park Sung Woong i gdyby nie on, to nie wiem czy przetrwałabym te 16 odcinków. A romans to bym całkiem wycięła – zaczynam dostrzegać skrepowanie aktorów, którzy muszą grać pocałunki i potem to wychodzi takie nienaturalne wszystko. Poza tym, czy scenarzyści się w końcu nauczą pisać prawdziwe kobiety?

Dodatkowo pierwsze wrażenia o dramie opisywałam na testowej fejsbukowej notce.

The Miracle

Web-drama, jedna z produkcji viki.com, którą obejrzałam przed długim urlopem miedzy pakowaniem. Dwanaście krótkich odcinków, z prostym nadnaturalnym motywem. Dwujajowe bliźniaczki, za sprawą magicznego naszyjnika, zamieniają się ciałami. Fabuła prosta jak budowa cepa, taka produkcja do prasowania, bo wszystkiego się można spodziewać. Dziewczyny uczą się patrzeć na życie z innej perspektywy i pomagają sobie nawzajem nawet o tym nie wiedząc. O dziwo całkiem niezłe aktorstwo, szczególnie spodobała mi się Hong Yoon Hwa w roli puszystej nastolatki. Czasami warto taką niepozorną dramę wrzucić jako przerywnik do dłużących się romansów z bogami…

Bride of the Water God

To była z mojej strony pomyłka – co mnie podkusiło, żeby oglądać? Drama miała nawet dobry start, ale szybko zaczęła padać na łeb na szyję. A po dwóch finałowych odcinkach zostałam z takim niesmacznym WTF. Nie wiem, kto pisał ten scenariusz, ale myślę, że już więcej nie powinien się tym zajmować. Tyle dziur to ja nawet w serze nie widziałam już dawno. A jak już już myślałam, że wyskoczy jakiś fajny watek poboczny, to był on zarysowany ledwie co i do połowy – niechlujnie i bez sensu wpychany w otoczenie. Nie dość, że główne postacie napisane fatalnie, to aktorzy drewno. Nawet taki Gong Myung (który był cudownie słodki w Drinking solo) nie miał czym zagrać – bo ta postać taka bez sensownej motywacji, a jak jakaś była, to chlapnięta na ekran…
Tak bardzo brak mi słów, bo w zasadzie 2 razy zasnęłam podczas oglądania drugiej połowy dramy i nawet się jakoś tym nie przejęłam. I nie wiem, czy twórcy się aż tak bali, że to wyjdzie drugi Goblin, że cieli co się dało, czy to było tak złe od początku? Romans tak totalnie bez podstaw, relacje bogów nie istnieją, w zasadzie relacje między ludźmi też, masa bezsensownego product placement, przez co masa bezsensownych scen, totalnie odrealnione wszystko. A wisienką na torcie bzdur jest zakończenie, które nie nadaje żądnego sensu niczemu co się w dramie działo przez cały czas. Why tvN, why? I pisałam o tym wszystkim TUTAJ.

Pytanie na podsumowanie: czy mi się coraz mniej dram podoba, czy to tylko przypadek?

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland: Narzeczona dla Wodnego Boga

Są takie dramy, które powodują u mnie dość nieoczekiwany facepalm i odwieczne pytanie: why? A potem powstają takie teksty, bo przecież recenzji wychwalających coś pod niebiosa się po prostu nie pisze. Z zasady. Bo kto to potem by czytał?  I tak oto na bloga zawitała cudowna k-drama „The Bride of the Water God”.

Kontrowersje fabularne pojawiły się jeszcze zanim drama trafiła na antenę tvN’u. Bo ponoć tak bardzo miała przypominać Goblina emitowanego kilka miesięcy wcześniej w tej samej stacji. Więc twórcy uznali, że coś tam zmienią, żeby nie było, i na pewno nic złego się nie stanie. Nie wiem jak bardzo zmienili, nie sprawdzałam, ale efekt podpowiada mi dwie opcje. Po pierwsze – pocięli i pokręcili tak, że wyszło z tego dno; po drugi – nie zmienili nic i to było dno, i nie było sensu się stresować tą całą podobnością.

Produktem finalnym jest drama bez fabuły – bo tak bym określiła The Bride of the Water God. Wprawdzie początek nie był taki zły, i fakt, że nasz bóg dostał jakieś tam zadanie było dobrym motywem, ale w końcowym efekcie, to tam nic się sensownego nie dzieje. Nie mamy złoczyńcy, nawet przeznaczenie nim nie jest – więc nic nie pcham nam fabuły. Drama stawia nam kilka pytań po drodze, rzuca w bohaterów problemami, i ani na nic nie odpowiada, ani tym bardziej nic nie rozwiązuje – nie ma odpowiedzi. Na nic.

No bo skoro nasz piękny i cudowny bóg zgubił gdzieś swoje moce, to koniec końców albo powinien je jakoś odzyskać (tzn. chyba tak się stało, ale w sumie to ja nie wiem, bo może nie…), bo żeby nam to jakoś wytłumaczył ktokolwiek, łącznie z Najwyższym Kapłanem, to już nie łaska. I tak w sumie to coś się dzieje, ale się nie dzieje przez hmm… 12 odcinków z tych 16? Pierwsze cztery to nawet coś tam w sobie miały, że zaciekawiły widza (z tego co wiem, to nie tylko mnie), a potem już ostra spadkowa.

Sytuacji wcale nie ratowali aktorzy. Osobiście uważam, że obsadzenie Nam Joo Hyuka w roli wyniosłego Habaeka było jakimś nieporozumieniem. Były model/aktor ma twarz kumpla z sąsiedztwa, i z poważną miną wygląda zwyczajnie dziwnie. On się sprawdzał w roli natchnionego 13 Księcia ze Scarlet Heart Ryeo, ale nie w roli boga. A obok mi postawili Gong Myunga w roli innego boga – Bi Ryum, którego motywacja taż jakoś nie powalała, ale miał w sobie więcej iskry do czegokolwiek niż główny bohater. I tutaj widać różnice w przygotowaniu, bo Nam Joo Hyuk był wcześniej modelem i w sumie nie wiem jak się uczył aktorstwa. Natomiast Gong Myung jest członkiem gruby 5uprise, która jest grupą śpiewających aktorów, a nie idoli chcących być aktorami – agencja przed debiutem trenowała ich pod kontem aktorstwa. W skład wchodzi też Seo Kang Joon, Lee Tae Hwan, Kang Tae Oh oraz Yoo Il. End of offtop.

Wracając do aktorów: Shin Se Kyung w roli naszej uroczej pani doktor Yoon So Ah. Ja już pomijam fakt, że kolejny raz postać kobieca jest napisana źle, już się przyzwyczaiłam. W ogóle to chcę ją przemilczeć, bo eh… Podobały mi się jedynie jej marynarki – tylko jak ona ledwo wiąże koniec z  końcem, to skąd ma na nie kasę? I na taką chatę z bramą i w ogóle? I znów mam obok inną aktorkę, a w zasadzie kawałek grupy f(x), która radzi sobie lepiej. Okej, Krystal nie miała jakiejś rozbudowanej postaci do zagrania, ale miała spójną postać! Mam nadzieję, że nie grała siebie, bo wtedy moja pochwała będzie taka do niczego.

W ogóle romans So Ah i Habaeka jest taki do niczego. Ja nawet nie wiem co było podstawa tej miłości, bo nie iskrzyło. Facet traktuje cie jak gówno i ty na niego polecisz? Ale jak?? Zero chemii, zero sensu. To już dziwny romans Bi Ryoma i Mu Ry miał więcej iskry – powinni zrobić dramę o nich, bo przecież bogowie nie mają takich ziemskich związków, więc to mogłoby być fajne. Ona taka boska, a on taki ludzki.

Największy problem to ja mam z tymi zagadkami wszystkim. Dlaczego Habaek stracił moc i czy ją w końcu odzyskał? Dlaczego sam nie wpadł na pomysł, że jak już zostanie królem to sobie będzie do swojej ziemskiej babki skakał? Czyim dzieckiem był w końcu Shin Hoo Ye? Ta ex Habaeka to w końcu miała z nim córkę jak w mandze (So Ah nawet chyba wspomina) czy nie? Dlaczego jak oni pływali w wodzie to było to tak strasznie sztucznie zrobione? Nie dało się tych samych 3 ujęć w basenie zrobić? I po co ta drama była kręcona?

A przy myśleniu o tych efektach specjalnych (to pływanie to chyba nigdy nie było gorsze…) to przypomina mi się ten cudowny portret węglem… Tak bardzo filtr z fotoszopa… pomijam już, że musieli wcisnąć na siłę motyw ze ślubem, bo przecież inaczej nie można.

To jest chyba najniżej oceniona przeze mnie drama, dostała 4/10 (to 4 to dlatego, że początek był nawet jakiś obiecujący) na MDL. Nawet Strong Woman Do Bong Soon, na które strasznie złorzeczyłam, miało dobrą fabułę (bo ja tutaj nie umiałam się do głównych bohaterów przekonać, szczególnie do bohaterki). No ale The Bride of the Water God nic a nic nie ratuje. Zmarnowane 16 godzin z życia, gdzie mogłam obejrzeć jakąś inną dramę z mojej niekończącej się listy. I zawiodłam się na tvN.

Obym wybierała sobie mniej takich gniotów. A w następnym odcinku Dramalandu, kolejne podejście do koreańskiej wersji amerykańskiego serialu.

Zwykły wpis