ebooki i czytniki, książki

Drugi kwartał czytelniczy na piąte urodziny

Tak się składa, że w poniedziałek blog skończył 5 lat. I pierwszy raz z tej okazji nie zaplanowałam żadnego okolicznościowego wpisu. Nie dlatego, że nie chciałam, czy zapomniałam, ale dlatego, że nie miałam na niego w tym roku ciekawego pomysłu. Zdarza się. Ale ponieważ moja kwartalna spowiedź czytelnika to taka sobie pogadanka, to uznałam, że jest też idealnym momentem, żeby o rocznicy wspomnieć. Zatem zanim przejdę do tematu:

Wszystkiego najlepszego dla mnie i dla dziwnego bloga z okazji 5tych urodzin! Happy B-Day My Weirdo!

A teraz powrót na ziemię, bo trzeba się znów wyspowiadać z tego, co też czytałam w ostatnich trzech miesiącach. Chciałam dużo, wyszło jak zawsze. Okej, wyszło nieco lepiej, bo maj to był mój najlepszy miesiąc w tym roku — tak czytelniczo. Ale nadal czuję, że mogłabym czytać więcej (bo nawet tego czasu nie przeznaczam na pisanie). Był moment, że już już doganiałam moje wyzwanie na Goodreads, ale wpadł czerwiec, dużo się działo i mój licznik kwartału skończyłam na prawie (słowo klucz) 8 tytułach. Troszkę się sobą rozczarowałam, bo liczyłam na mocne 9, albo nawet 10.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
dramy azjatyckie, podsumowanie

Dramaland: zapomniane podsumowanie roku

Miałam tego nie robić, miałam nie pisać podsumowania roku z dramami, bo był to rok dziwny. Ale potem pomyślałam sobie, że właśnie ta dziwność tego roku w dramowaniu, sprawia, że jest on nieco inny, więc może ciekawszy?

Na początku roku, razem z grupa szalonych dramowych fan(atycz)ek, podjęłam się wyzwania na rok 2018. Wyzwania w zasadzie były dwa, i nie potrafię odnaleźć nigdzie na blogu o tym wzmianki (za to na pewno pojawiła się na fanpejdżu). I jednak chciałam się gdzieś z nich rozliczyć, a przecież blog to najlepsze miejsce do opowiadania o tym, jak mi nie wyszło.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki, podsumowanie

Wielkie podsumowanie czytelnicze

Nastał ten czas, kiedy na blogach pojawiają się wszelkiego rodzaju podsumowania. Mnie też dopadła ta przypadłość i postanowiłam wylać z siebie potok słów i opowiedzieć nieco, jak wyglądał mój czytelniczy rok. A był nawet dość aktywny, co mnie niezwykle cieszy. Ale i tak mam kilka grzechów do wyznania, więc czemu nie podzielić się tym tutaj? Znów.

Muszę się przyznać do maniakalnego kupowania ebooków w tym roku. I nie tylko ebooków, ale jednak fizyczne książki były, i są, w mniejszości z powodu zwyczajnego braku miejsca. I nie jestem w stanie teraz policzyć, co też doszło do mojego katalogu (tak, mam spis książek, bo już sama zaczęłam się gubić), ale wiem, że jest tego zdecydowanie więcej niż przeczytałam. Z takich pewniaków, kupiłam fizycznie kilka części cyklu inkwizytorskiego Piekary, żeby uzupełnić kolekcję, i jeszcze Mgły Avalonu, bo takie piękne i największe.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę, podsumowanie

Nie-napisałam NaNoWriMo 2018

Moje krótkie sprawozdanie z pisania NaNoWriMo miało się pojawić tuż zaraz po połowie miesiąca, ale nie wyszło. Dlatego będzie jedno wielkie… no prawie wielkie sprawozdanie końcowe.

Pomijam już fakt, że napisanie tego podsumowania zajęło mi znacznie więcej czasu (bo nie umiałam się do niego zebrać) i mój blogowy plan ucierpiał na tym o cały tydzień. Ale nic na siłę. Jest jak jests, a moje wyznanie pisarskich grzechów w końcu się tutaj znalazło.

I chyba za bardzo nie mam się czym chwalić, pisałam przez 12 dni. Od 1 do 11 listopada i później zaskoczyło nagle 21 listopada, ale jakoś nie zostało na długo. Napisałam ledwie 10k słów, co jest połową mojego tegorocznego planu. Smutno mi z tym, nie będę ukrywać. Zawiodłam się sama na sobie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Nie umiem w wyzwania? — spowiedź #4

Sierpień z wolna zbliża się ku końcowi, a mi się zdaje, że ja bardzo wolno czytam kolejny tytuł na mojej liście. Zdecydowanie wolniej niż bym chciała. I nagle ni to refleksja, ni to jakieś podsumowanie mojego wyzwania książkowego na GoodReads — tak narodził się ten wpis, kolejny do kolekcji spowiedzi czytelnika. Taka sobie mała pogadanka o tym, jak czytam, i jak nie czytam. A jak już mi się zdarzy, to co też takiego czytam.

Jest też drugi powód tego wpisu. W sierpniu kupiłam kolejne dwie książki i aż siedem ebooków. Oszalałam? Chyba tak. Co też ciekawego kupiłam? Przede wszystkim, moje własne, wielkie i piękne Mgły Avalonu Marion Zimmer Bradley, bo zawsze chciałam je mieć, a to nowe wydanie jest całkiem ładne i zgrabne. I przy okazji jest to cegła niesamowita, większa od kolekcji Le Guin, ma ok 1150 stron i bardzo cienkie kartki. I tak, planuję to przeczytać w tej postaci, co pewnie będzie strasznym wyzwaniem.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland – wiosna ’18

W UK wiosna jakoś nie potrafiła się rozbudzić. Za oknem było głownie szaro, kwiecień do tego deszczowy – niby pogoda w sam raz na oglądanie z kocykiem, ale ja byłam głównie senna. Nawet zaczęłam ten kwiecień z energią na oglądanie, ale w maju już się wszystko posypało. Próbowałam odhaczać moje wyzwania i to chyba na tyle. Jakoś nie miałam też szczęścia do wybieranych dram. A od połowy maja prawie nie oglądałam dram. Dodatkowo czerwiec dorzucił mi tyyyle spraw na moją jedną głowę, że zwyczajnie brakło czasu na wszystko co bym chciała. Dlatego tym razem skromnie i jakoś tak monotematycznie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Nie umiem w dramy historyczne

Miałam udawać, że jestem ekspertem od azjatyckich dram, ale potem sobie przypomniałam, że nie oglądam tych historycznych i mój mit upadł, zanim powstał. Więc co się stanie jak zapragnę być ekspertem na poważnie?

Ja i dramy historyczne, to jest bardzo dziwne zjawisko. Ja od zawsze uwielbiałam filmy i seriale kostiumowe, swojego czasu oglądałam przecież dużo Bollywoodu, bo te piękne sari – więc co jest nie tak? Mówię sobie, że odstrasza mnie liczba odcinków i tej wersji będę się trzymać. Ale jak nie zmienię tej drobnej kwestii, to nigdy nie zostanę ekspertem od dram.

Cóż, oglądam dramy już prawie 4 lata i w tym czasie widziałam ledwie 7 historycznych. Zabawne jest to, że w aż 5 z nich grał Lee Joon Gi (mój mały projekt „obejrzę wszystkie dramy z Lee Joon Gi”) – a z jakością tychże było różnie. Bo bardzo dobrze wspominam Joseon Gunman (w końcu to była pierwsza historyczna jaką widziałam) i bardzo bardzo podobał mi się Iljimae. Ale już taki Scholar Who Walks the Night mógł być o wiele wiele lepszy.

Tak dla przypomnienia, Strzelec z Joseon ;)

Kiedy zdałam sobie sprawę z mojej niewiedzy, udałam się do ekspertek od dram historycznych i zrobiłam jedną ważną rzecz. Poprosiłam o listę polecanych tytułów, które ich zdaniem są dobre i warto je obejrzeć.

Bo wiecie, mam już sporo wyzwań związanych z dramami na ten rok, ale przecież zawsze jest dobry moment na dorzucenie kolejnego. Okej, to nie jest kolejne wyzwanie, ale tworze sobie kolejny tag dramomaniaczki: #OglądamHistoryki. Więc od czego zacząć? Dostałam listę dram koreańskich i chińskich, a nawet kilku japońskich. I nie, nie mam zamiaru obejrzeć wszystkich – polecajka polecajką, ale czasami muszę mieć nieco więcej informacji na temat dramy (jak np. długość i ilość odcinków) i lekki zarys fabuły, żeby wiedzieć, czy ma to u mnie jakieś szanse. W końcu doba ma tylko 24 godziny, a ja mam bardzo długa listę planowanych. Dlatego sprawdziłam sobie wszystko na MDL.

Teraz moment, na małą wyliczankę – co też poleciły mi dziewczyny (wytłuszczone tytuły znaczą tyle, że były one zdublowane).

Dramy japońskie:

  • Hanako To Anne;
  • Oshin;
  • Asa Ga Kita;
  • Atsu Hime.

„Princess Wei Young”

Dramy chińskie:

  • Nirvana in Fire 1; 
  • Nirvana in Fire 2; 
  • Tribes and Empires: Storm of Prophecy; 
  • Eternal Love / Ten Miles of Peach Blossom;
  • Princess Wei Young; 
  • Battle of Changsha;
  • Red Cliff (film);
  • Red Cliff 2 (film);
  • Sound of the Desert.

„Warrior Baek Dong Soo”

Dramy koreańskie:

  • Warrior Baek Dong Soo; 
  • Queen for Seven Days;
  • Empress Ki;
  • Maids;
  • Jewel in the Palace;
  • Queen In Hyun’s Man;
  • Queen Seon Duk; 
  • Saimdang;
  • The Three Musketeers.

Na starcie zrezygnowałam z japońskich dram – zupełnie mnie do siebie nie przekonują jako całość (na ten moment). Odrzuciłam też dwa filmy, które polecała Rill-Rill, bo chwilowo chcę się skupić na dramach, ale zapamiętam sobie te dwa i dorzucę do ogólnie planowanych rzeczy do obejrzenia. Moja lista – ta, na która się zdecydowałam – jest neiwielka i ma też kilka pozycji nie poleconych,a które kiedyś dodałam sobie sama.

„Eternal Love”

Dramy chińskie:

  • Eternal Love – bo ten tytuł chciałam obejrzeć też sama z siebie, i ma ona tez wątki fantastyczne, co mi bardzo pasuje do tych wszystkich chińskich kostiumów historycznych.
  • Princess Wei Young – bo pamiętam, jak zachwycały się dramą dziewczyny, i jest to też drama faktycznie historyczna bez elementów nadprzyrodzonych.
  • Legend of Nine Tails Fox – bo mam słabość do lisów z 9 ogonami, i jak tylko coś znajdę, to dodaję do listy.

„Queen Seon Duk”

Dramy koreańskie:

  • Warrior Baek Dong Soo – bo czuję, że to może być coś podobnego do dram z Lee Joon Gi, które polubiłam (i ma 2 głosy od ekspertów).
  • Queen Seon Duk – bo to będzie wyzwanie z tymi 62 odcinkami,a le ponoć jest tak bardzo dobre (i jak wyżej).
  • The Three Musketeers – bo to ma być bardzo zabawne i krótkie, i już nawet raz próbowałam, ale jakoś uciekło mi spomiędzy listy oglądanych.
  • Saimdang – bo fakt, że dzieje się w dwóch czasach, może mnie do siebie bardziej przekonać.
  • Six Flying Dragons – bo to była drama, którą pojawiła się na początku mojej przygody i wiem, że od zawsze chciałam ją obejrzeć.

„Saimdang”

Dlaczego dram chińskich jest mniej? Cóż, nadal mam maleńki problem z językiem. O ile przy koreańskim, jestem na tyle osłuchana, że jak nie doczytam napisów, to nie czuję, że coś trace, o tyle z chińskimi językami jest inaczej – przy oglądaniu potrzebuję większego skupienia.

I wiem, ja doskonale wiem, że to wszystko to szaleństwo, ale kto powiedział, że ja jestem normalna? Przecież siedzę i oglądam azjatyckie dramy (na przemian z kolejnymi odcinkami „Friends”). Ale wszystkie listy, które sobie tworzę, to potem takie moje małe wyzwania, które pchają mnie do czytania i oglądania (dzięki temu nie przesypiam dnia). Więc warto śledzić mój profil na MDL i moje kwartalne posty z dramami (teraz z #OglądamHistoryki), żeby wiedzieć, co widziałam i co mi się podobało lub nie.

Zwykły wpis
dramy azjatyckie

Dramaland – zima ’18

Wydawało mi się, że to będą bardzo udane 3 miesiące z dramami, tymczasem już na początku marca dopadło mnie jakieś zmęczenie materiału. Nadal udało mi się wykonać sporą część wyzwań, ale to chyba był problem – czułam, że muszę.

Ściganie się z wyzwaniami zaczęło zabijać moją radość z oglądania, więc uznałam, że czas na przerwę. Mimo to, zliczyłam wszystkie miesięczne wyzwania (nazywane wyzwaniem 2) od grupy fan(atycz)ek – opisy opatrzone stosownym tagiem. Z kolei wyzwanie 1 ma status 3/12 i zaczęłam punkt z rewatchem dram, więc też nie najgorzej. Mój prywatny #DramaJar niestety nie cały, ale nie chciałam się zmuszać do niczego, bo to nie jest wyścig (też umieściłam stosowny tag). Dlatego też na kolejny kwartał losuję jedynie 3 tytuły, żeby nie czuć tej wielkiej presji.

Bez większego marudzenie, to co Iwona obejrzała w pierwszym kwartale 2018.


Three Color Fantasy

Seria web-dram, w skład której wchodzą: Star of the Universe, Vivid Romance oraz Queen of the Ring. O tej dziwnie magicznej trylogii pisałam już na blogu, więc nie ma sensu robić tego ponownie. Dodam, że to było miłe rozpoczęcie roku, a Star of the Universe oglądałam w ramach mojego wyzwania #DramaJar.

#DramaJar


I’m not a Robot

Szczerze, to jakoś nie czułam potrzeby oglądania tej dramy, ale namówili mnie ludzie z internetów. I chyba dobrze. Bo to była całkiem fajna drama, ze zrównoważonymi watkami, z całkiem ciekawą fabuła i z równymi odcinkami. I romans, który nie poszedł w żadną dziwna stronę: ani zbyt słodki, ani zbyt dramatyczny. Chyba Korea się uczy ostatnio w scenariusze. I nie, nie poszłam tam za Yoo Seung Ho a za Chae Soo Bin, która podobała mi się w Strongest Deliveryman.

To była całkiem sympatyczna komedia romantyczna, które ostatnio jakoś nie dają się wyłowić z tłumu. Chociaż konflikt korporacyjny był jakiś taki wymuszony i stworzony na siłę, a czarny charakter bez wyrazu. W sumie to ja nie wiem co go motywowało do działania, i jak to się stało, że wiedział o super tajnym projekcie jakim była AG3… Pomijam fakt, że jak cię ściga Interpol, to chyba tak łatwo się gdziekolwiek za granicę nie dostaniesz. Na plus za to drugi plan, bo postacie jakieś takie nie najgorsze i całkiem spójne charakterologicznie.


Moon Embracing the Sun

Przyznam się, że mam mieszane uczucia. Ja i dramy historyczne jakoś nie mamy po drodze, bo i tak sama nie wiem zazwyczaj co oglądać. Yeo Jin Goo w roli nastoletniego króla/księcia wypada dla mnie o niebo lepiej od dorosłej wersji, którą grał Kim Soo Hyun. I to własnie gdzieś w połowie dramy, gdy już zamienili się miejscami, dopadł mnie kryzys oglądania, bo zwyczajnie nie mogłam patrzeć na główkę Kim Soo Hyuna – no nie pasował mi do roli. Nie, zwyczajnie mówię nie. Dobrze, że łazili za nim Song Jae Rim w roli samurajskiego ochroniarza Woona (ta fryzura!) oraz najlepszy eunuch świata. Mam wrażenie, że te nastoletnie męskie wersje były lepiej dobrane.

Sama fabuła całkiem zgrabnie uszyta, i ponoć to dobre zakończenie odbiega od standardów dram historycznych. No, powiedzmy, że dobre, bo zależy dla kogo. Niektóre motywy się fajnie zazębiały a wątek księżniczki Min Hwa to dla mnie w ogóle wisienka na torcie.

Jeszcze nie wiem, czy się bardziej przekonam do historyków, ale jest szansa, bo połowa dramy była świetna, a druga połowa, cóż… prawie dobra.

#DramaJar #HistorycznyStyczeń


Part-time Idol

Szukałam czegoś szybkiego i niezobowiązującego, a takie są zazwyczaj web-dramy. I liczyłam, że posłucham sobie cudnego głosu Lee Soo Hyun i się nieco zawiodłam. Konstrukcja dramy prosta jak cep, i mimo jakiejś fabuły, wszystko raczej przewidywalne i za szybko się działo. Producent rozwiązywał problemy swoich przyszłych idoli w temp;ie ekspresowym, a w pól dnia się raczej strachu przed sceną nie przełamie. Liczyłam na więcej muzyki, a mniej absurdu. A przecież jest i Hwang Seung Eon, która dopiero co tak fajnie zagrała w I’m not a Robot… Trochę zmarnowany temat i tak na dobra sprawę nie mam co o tej dramie powiedzieć.

#MuzycznyLuty


Surplus Princess

To była typowa komedia, z głupimi gagami i nawiązaniami do innych dzieł popkultury – jak choćby wyłaniająca się szefowa/kierowniczka z zza ściany z czołówką Attack on Titan w tle. Bardzo fajnie oglądało mi się Jo Bo Ah w jakieś mniej wrednej roli. W ogóle to była rola przepełniona aktorami, których już gdzieś w tym roku widziałam: Song Jae Rim (Moon Embracing the Sun), Kim Seul Gi (Queen of the Ring), Kim Min Kyo (Part-time Idol) , i innych znanych twarzy.

Drama to taki prześmiewczy retelling Małej Syrenki, w którym (uwaga spoiler) nasza bohaterka zamienia się w morską pianę. Taki nieco tandetny umilacz czasu, w którym wszystko jest do przewidzenia – okej, rodzeństwa Syrenki to ja nie przewidziałam, ani cudowności złej wiedźmy, ale cóż. Wybitne to dzieło nie jest, ale można się przy nim pośmiać, np. wtedy, gdy Syrenka macha stópkami jak ogonem.

#DramaJar


Page turner

Będę nie obiektywna i powiem, że Ji Soo był cudny w tej dramie specjalnej. To jest ten Ji Soo, którego ja polubiłam, i nikt mi go nie będzie zrzucać z klifu. I zdaje się, to to jest pierwszy special dramowy, jaki obejrzałam. Tylko 3 odcinki, bez zbędnego gadania, za to z cudną historią. Uważam, że aktorzy wypadli tu świetnie, Kim So Hyun była dośc wiarygodna jako niewidoma dziewczyna pełna złości. A optymizm postaci Ji Soo świetnie to równoważył. I jak to dobrze, że nie było jakiegoś chamskiego i nachalnego wątku romantycznego. Chciałabym więcej takich dram. No i też świetny temat, bo to taki załamanie się świata w młodych osobach – jak sobie poradzić z kryzysem w życiu. Fakt, że nieco bajkowe rozwiązanie, ale ej, to jest bardzo dobra drama. Bardzo.

#MłodzieńczyMarzec


A Korean Odyssey

Cóż, tvN znów dał kawał solidnej dramy. Powrót Lee Seung Gi na mały ekran niezwykle udany. Sukcesem tutaj była obsada, zresztą, kiedy tworzysz fanklub szminek Sekretarki Ma, to wiesz, że ktoś tu zrobił coś dobrze. Cóż, wariacja na temat „Podróży na zachód” nie mogła się nie udać (ok, mogła, ale to jednak solidna podstawa na scenariusz).

Ja bardzo lubię supernaturalne historie w wykonaniu Koreańczyków, bo wiem, że takie się na zachodzie raczej nie sprawdzą. Więc tutaj też nie mam za dużo do zarzucenia, bo Małpi Król, bo dziewczyna zombie, bo Lee Hong Ki jako najlepsza świnka na świecie, no i Król Byk i jego syn. Interakcje między bohaterami wygrały tutaj wszystko, i to jak dobrano aktorów do ich ról – co już mówiłam. I chociaż zakończenie nie miało tego walnięcia, a Wielki Czarny Smok przypominał mi smoka z Wiedźmina, to cała drama wypadła rewelacyjnie i na pewno będzie jedną z tych, do polecania innym. Bo A Korean Odyssey naprawdę warto obejrzeć. Jak na razie najlepszy tytuł 2018 – jest w czołówce.


Kącik filmowy:

Our Heaven / Rockin’ on Heavens Door

Nawet nie przeczytałam opisu przed seansem. Skoro dodałam go do mojej listy, to musiał mnie jakoś zaciekawić. No i się zupełnie nie spodziewałam! Bo film okazał się być nieco refleksyjnym, nieco wzruszającym, o słodko-gorzkim zakończeniu.

Nie oglądam wielu koreańskich filmów, dlatego to była dla mnie pewna odmiana. Kolejny raz mogłam też się przekonać, że Lee Hong Ki jest dobrym aktorem, tylko nie wiem czemu, ciągle gra gdzieś muzyka/piosenkarza/idola. To akurat trochę smutne.

Była to klasyczna opowieść o zmianie wewnętrznej bohatera – nic nowego, a jednak wzruszyło. Dzieci i młodzi ludzie, którzy mieszkają w hospicjum i czekają na swój ostatni dzień… nie można się nie zasmucić. Chociaż nie sądzę, że sama bym szybko sięgnęła po film, gdyby nie fakt, że wylosowałam go w wyzwaniu słoiczkowym. Dobry film, żeby obejrzeć, niekoniecznie się zachwycić.

#MuzycznyLuty #DramaJar

Zwykły wpis
podsumowanie

Miesiąc z życia – Marzec 2018

Kolejny dziwny i szalony miesiąc za mną, i sama nie wiem, jak ja go przetrwałam. Czas zatem na małe podsumowanie i refleksję nad intensywnością marca.

Działo się dużo: było pozytywnie, było stresująco, było męcząco i było ekscytująco. Ale po styczniu i lutym, to był zdecydowanie dobry miesiąc. Oczywiście nie obyło się bez opadów śniegu w połowie miesiąca, no ale w Polsce też jeszcze nie ma wiosny, więc nie mogę zwalić winy na Anglię.

To był bardzo dobry miesiąc dla bloga, i o dziwo, było to kilka wpisów książkowych. Dodatkowo udało mi się napisać całkiem zgrabny tekst dla Kreatywy, oczywiście o cudowności koreańskich dram. Jak łatwo się domyśleć, mało popularny. Ale za to moja odpowiedz na artykuł Oli z Nowej Fantastyki chyba się spodobała. Niestety mój angielski blog przeżywa kryzys istnienia – #smuteczek.

Oczywiście pisarsko to znów był nieistniejący miesiąc. Nawet nie wspomnę, który raz z kolei planuję poprawić Fortunteller! I boję się zwyczajnie, że jak już zacznę w nim dłubać, to wyjdzie mi coś innego… Patrz efekt „poprawiania” Śmierci Alfonsa podczas NaNoWriMo 2017. Ale cieszmy się, bo spontanicznie idę brać udział w CampNaNoWriMo April 2018 – jupi! A w ramach akcji poprawiam to, co próbuję poprawić od grudnia, i dodatkowo chcę się zmierzyć z moim pomysłem na niemagiczną bohaterkę w tekście Niemagiczna (lub też nieMagiczna). Mój plan to 7,5 tys. słów, bo i redaguję i poprawiam i piszę, więc nie wiedziałam jak to określić tym razem.

W marcu spędziłam sporo czasu na spisywaniu moich ebooków i książek (głównie ebooków) i nawet ułożyłam sobie jakieś plany czytelnicze. Skończyłam też 2 książki, więc jestem tylko 3 pozycje w plecy z moim wyzwaniem na 2018. Całkiem nieźle – i to już jest 2 razy tyle, co przeczytałam rok temu (nie żeby te moje półtorej książki było czymś, czym wypadałoby się chwalić). No i czytam teraz Pana Ciemnego Lasu – to już CZWARTA książka w tym roku, czuję się taka dumna… No i po 2 latach znów zaczynam czuć się nieco mądra, a nie tylko taki robol z magazynu (cóż, życie).

Za to kupiłam kilka ebooków. Zdecydowałam się na pakiet od BookRage Germańskie kryminały i upolowałam w promocji pozycję Pięć razy o przekładzie. I dotarły do nas z Polski kupione już wcześniej trzy tomy dzieł Ursuli K. Le Guin: Ziemiomorze, Sześć światów Hain oraz Rybak znad Morza Wewnętrznego, a także tom 2 Bram światłości Mai Lidii Kossakowskiej. To tak gdybym miała za mało do czytania…

Moje życiowe cele miesiąca to… może pominę ten drobiazg, ale jestem w stanie wyliczyć trochę pozytywów. Odebrałam moje tymczasowe prawo jazdy, ale oczywiście nadal nie zmusiłam się do nauki czy chociażby zapisania na egzamin teoretyczny. Zaliczyłam 3 sesje akupunktury, jem też „magiczne ziółka”, ale nie wiem jak bardzo mi pomaga, bo mój stan bólu i odrętwienia zmienia się z dnia na dzień (w obie strony). W końcu dostałam się też na fizjoterapię, ale chyba robię coś źle, bo znów zaczynam być sztywna i mało ruchliwa (to pewnie też wina pracy fizycznej). Cały miesiąc planowałam obiady, i trzymałam się planu w 85% – nie udało mi się zrzucić nawet kilograma, ale zamówiliśmy jedzenie z dowozem tylko raz (brawo oszczędzanie!), a na mieście jedliśmy 2 razy (Mąż ukochaną pizzę, ja z kolei makaron z krewetkami i sałatka ze stekiem). Zdecydowanie nadal jestem za planowaniem obiadów, bo i mniej jedzenia wyrzuciłam (kolejna oszczędność!) i mamy różnorodne posiłki od miesiąca. Kolejny krok to lżejsze lunche do pracy – jakiś rok, dwa lata temu jadłam bardzo dużo sałatek, teraz to głównie kanapki i makarony.

Cóż, aura i samopoczucie (np. nie dostałam pracy w mojej pracy, co mnie „lekko” zdenerwowało) jakoś mi nie sprzyjały twórczo. A jednak miałam 4 teksty na blogu mimo ciągłego stresu i zmęczenia. Sporo czytałam, dużo gotowałam i w efekcie czułam się zmęczona. Teraz próbuję wyssać z deszczu nieco pozytywności i pchnąć się do twórczego działania, żeby w kwietniu było o czym opowiadać.

Zwykły wpis
książki

Spowiedź po raz trzeci

Z moich najgorszych grzechów już się wyspowiadałam. Uznałam jednak, że nie mogę na tym poprzestać i poszłam szukać dalej. Na dnie mojego czytelniczego serducha, znalazło się jeszcze trochę ebooków i mały stosik papierowych książek. W moim szaleństwie, postanowiłam zrobić kolejne dwa spisy tytułów…

Uporządkowanie pozostałych ebooków było wyzwaniem. Musiałam zaglądać w różne miejsca, żeby ogarnąć całość – lekka odmiana masochizmu. Nie policzyłam tytułów pobranych z Wolnych lektur, bo do nich dostęp jest cały czas. Ominęłam też paczki darmowych romansideł, które pobrałam kiedyś z angielskiej księgarni kobo – powinnam skasować, bo i tak tego nie przeczytam… Policzyłam za to moje ebooki, które mam jedynie na czytniku nook – jak ktoś śledzi moje wpisy czytnikowe, to wie, że Anglia jest zacofana, a prócz tego dwa razy przenosili mi nookowy księgozbiór (bo nook UK się zamknął) i w efekcie straciłam kilka tytułów. Nadal je mam, ale nie mam do nich żadnej kopii zapasowej. Wyszło mi w sumie, z kilkoma darmowymi antologiami, 86 pozycji. Z czego już przeczytanych jest 20.

Jest różnorodnie. Odkryłam jakieś ebooki, które kiedyś w jakiejś akcji rozdawał woblink – mam rzeczy, których się nie spodziewałam mieć. Zapomniałam też o takich skarbach jak Historia Korei czy dwa opracowania dotyczące literatury koreańskiej. Wszystko kupione za sprawą dziwnych rozmów o historii i kulturze azjatyckiej (no i mojej k-fascynacji).

Z kolei spisanie tego, co mam na moim jedynym regale było dużo łatwiejsze. Odpuściłam tylko stos książek kucharskich (tam też mam 2 z kuchnią koreańską…), bo tego się nie czyta. Nie jest to też mój cały księgozbiór, a jedynie ta część, która przeprowadziła się ze mną do Anglii. W spisie są też książki Męża, ale ja je czytam w większości, no i u nas nie ma „moje i twoje”, tylko „nasze”. Taka miłość (tak wiem, zrobiło się słodko i bleh). Jestem też przekonana, że przesłałam sobie większość nieprzeczytanych książek, które posiadam – reszta księgozbioru czeka na moment, aż kupię większy dom z miejscem na porządne regały/półki.

Zatem książek fizycznych mam obecnie nieco mniej, bo 79. Dodatkowo 1 pożyczyłam koleżance (i nie wiem czy nadal żyje – książka, nie koleżanka), i już za chwilę z Polski przyjadą mi kolejne 4. U teściów i mojej mamy mogę mieć maksymalnie drugie tyle, bo ja większość życia korzystałam z bibliotek i książki zaczęłam gromadzić na studiach. Przeczytanych też mam powyżej 20 – doliczyłam się 24. Dokładnej liczby nie jestem w stanie podać, bo zwyczajnie nie pamiętam, które tomy Piekary o Inkwizytorze przeczytałam (od dawna byłam w posiadaniu 4, ale nie mam ich nawet na goodreads zaznaczonych – how? why?). A jak to piszę, to jestem mniej więcej w połowie Cesarza Ośmiu Wysp (i zakładam, że jak puszczę tekst, to będę już czytać Pana Ciemnego Lasu).

I co dalej? Początkowo planowałam zrobić listę podobną do tej z BookRage’owej spowiedzi, ale przyznam się, że tutaj nie mam już tak łatwo. W moim wyzwaniu 24 książki, zostało mi już tylko 10 pustych miejsc, a książek zdecydowanie więcej. I ja nie potrafię się na nic zdecydować.

Mam sporo Anny Kańtoch, czekają na mnie jej kryminały i czekają na mnie 3 tomy Przedksiężycowych. Ale już zaraz za chwilę, przybędzie do mnie zestaw cegiełek Le Guin, na który ja się śliniłam od wydanego w 2013 roku Ziemiomorza… A jak cegła, to i Trylogia ciągu się na mnie patrzy z półki, taka zapomniana. Jak gryzę problem z zupełnie innej strony, to myślę o tych ebookach bez kopii zapasowej, że może jednak powinnam je pierwsze w kolejności? Ale w kwietniu też wychodzi kolejna część po Historii naturalnej smoków, więc może to, żebym wiedziała czy warto inwestować w kolejny tom. Ostatnio też kupiłam Pięć razy o przekładzie (dzięki czytu czytu!), więc może dla odmiany coś „naukowego”? Ale ale, jak tu czytać ebooki, jak ja mam ślubnych skarbów tyle i dobre takie… I znów wracam do tych spisów, i patrze na nie i ja sama nie wiem.

Myślę, i dochodzę do wniosku, że ja nie chcę sobie narzucać tych 24 tytułów (już 20, bo 4 zaliczone). Muszę sobie zostawić miejsce na jakieś natchnione czytanie, na impuls chwycenia za książkę czy wybrania ebooka, na ten głosik, co mi powie, co czytać.

 So many books, so little time…

Zwykły wpis