Dramaland: Zakochany Ślimak

Mój pierwszy tekst 2017 roku powstawał długo, ale jest w tym jakaś logika (moja własna). To taka mała opowieść o tym, jak Iwona postanowiła obejrzeć sobie chińską dramę, ale za bardzo bała się bariery językowej. Bo przecież mandaryński brzmi tak dziwnie.

Nie umiałam się skusić na żądną c-dramę (o innych dramach nie wspominając). Znalezienie tytułu, który by mnie jakoś przyciągnął trwało długo, a i gdy już go znalazłam, podchodziłam do niego bardzo małymi kroczkami. Aby zabrać się za When a Snail Falls in Love przekonałam się po obejrzeniu jednego z trailerów (i to kilkakrotnie dla pewności). Ciekawy opis fabuły przypieczętował moją decyzję i wcale nie żałuję!

snail

Drama to taki thriller detektywistyczny z romansem w tle i adaptacja ponoć całkiem niezłej powieści autorstwa Ding Mo (na szerokich wodach internetu można znaleźć fanowskie nieoficjalne tłumaczenia, bo nie sadzę by powieść wyszła oficjalnie poza Chinami i/lub Azją). Czytaj dalej

Listopadowe podsumowanie NaNoWriMo.

Wpis o tym, jak cudownie pisało mi się NaNoWriMo 2016, robiąc jednocześnie milion innych rzeczy…

W zasadzie małe podsumowanie, jak to nie wygrałam i wygrałam jednocześnie. Dzielnie napisałam jakieś 10k słów – w zasadzie powód do dumy, bo ostatnio tak mało piszę, że to istny wyczyn. W listopadzie miałam całe dwa dobre dni, gdzie napisałam w granicach normy, kreski jednak nigdy nie dogoniłam (pozwólcie, że się wykresem nie pochwalę, bo nie ma czym). Moja prywatna średnia była w granicach 500 słów gdzieś do 20 listopada, bo to tam zaczęłam opadać z mocy twórczych. A ostatnie trzy dni, przestałam udawać, że coś z siebie więcej wcisnę…

W październiku, kiedy wymyślałam moja powieść, nawet się nią jarałam. Ale sama radocha widać nie wystarczy i bez sensownego plany nie da się tych 50k wycisnąć – nie JA. Bohaterowie też mi się nie popisali. Moja heroina Ingrid byłą mało heroiczna (wyszła tak beznadziejna, że któregoś dnia porównałam ją do Belli ze Zmierzchu i chyba przestałyśmy się lubić…). Te postacie na które się cieszyłam były nieudane zupełnie, ale w trakcie pisania wyrwała mi się jedna ciekawa kapłanka, która powinna dostać chociaż opowiadanie/obrazek literacki w nagrodę za dzielne podtrzymywanie życia nano-powieści.

Męczyłam pisanie strasznie, szczególnie gry wracałam wieczorami z pracy i przypominałam sobie, że nie mam słów tego dnia. A w weekendy byłam zmęczona i nie miałam sił by nadrabiać, bo pranie czekało i te wszystkie inne rzeczy… I nawet dram prawie nie oglądałam!

Ludzie jednak każą mi być dumną, bo kiedy ja napisałam ostatnio 10k słów? Więc trochę wygrałam.

Jest duża szansa, że to było moje ostatnie NaNoWriMo. Chwilowo pisanie kojarzy mi się z wyciskanie z głowy zdań, bo może chociaż 200 słów dziś…

Kiedy nook staje się kobo.

Zaczynam sobie myśleć, że posiadanie Kindle od Amazonu to jedyna słuszna opcja poza granicami Polski. A to oznacza, że posiadanie Kindle to jedyna słuszna decyzja przy wyborze e-czytnika i nic już tego nie zmieni.

W marcu pisałam średnio entuzjastycznie o tym, jak to zamykają mi księgarnie Nooka (ja bardzo lubię ten czytnik i nawet częściej korzystam z niego niż z PocketBooka). Przebolałam i chyba nie kupiłam już żadnego e-booka po angielsku od dawna. Przeniesienie biblioteczki do Sainsbury’s dało mi tyle, że po drodze zgubiły mi się książki – wszystkie mam tylko na czytniku. Dobrze, aż tak bardzo nie cierpię, kupowałam je raczej za grosze, więc nie będę płakać.

Nawet zapomniałam o tych całych przenosinach, bo oglądam zdecydowanie za dużo dram, ale to nie miejsce na te wywody. Sainsbury’s zaskoczyło mnie w minionym tygodniu bardzo ciekawym mailem, którego fragment zacytuję:

We are working really hard to ensure the transfer of your eBook library to Kobo is seamless, however, it has taken slightly longer than we had hoped to get everything ready. We will email you by 11th November 2016 explaining how the process will work and what you will need to do to enable you to access your eBook library on the Kobo service.

Say what?

Okazuje się, że od 1 Października strona już nic nie sprzedaje. Informacja jest owszem, na stronie właśnie, ale ja tam nie zaglądam, bo w zasadzie nie mam po co. Oczywiście Sainsbury’s dba o swoich klientów i wirtualne biblioteczki zostaną przetransferowane do księgarni kobo. Co mnie w jakiś sposób i cieszy, i martwi.

Cieszy mnie, bo mam tam już konto i mam nawet kilka kupionych e-booków, więc nagle wszystko będzie w jednym miejscu. Martwi mnie, a może smuci fakt, że to mnie nie połączy już z nookiem (Sainsbury’s też nie łączyło), bo przecież kobo ma swój czytnik. Nadal pozostaje mi problem przenoszenia kupionych tytułów na czytnik. I wcale się nie zdziwię, jeśli te przenosiny zgubią mi znów jakieś ebooki.

Kocham Anglię…

Dramaland: The Phantom Thief

Jakiś czas temu obejrzałam Joseon Gunman, a potem Hero z 2009 roku, i przez przypadek polubiłam Lee Joon Gi jako aktora. I to lubienie przypieczętowałam kolejną dramą, w dodatku historyczną: Iljimae. Udowadniam sobie, że lubię period dramy, co nie jest aż tak zaskakujące, bo mam słabość do filmów kostiumowych.

Najlepsze dramy wpadają na moją listę do obejrzenia przypadkiem. Jak się okazuje, Kass jest mistrzem w podrzucaniu tytułów. Iljimae (일지매) postanowiłyśmy obejrzeć „razem”, bo dyskutowanie z kimś o odcinkach to taka świetna sprawa. Jesteśmy nawet na tyle szalone, że postanowiłyśmy podyskutować sobie tutaj, na blogu. Ale zanim, to garść danych technicznych.

iljimae2

Drama jest znana też jako Il Ji-Mae: The Phantom Thief i jest jedną z dwóch opowiadających o życiu i czasach legendarnego złodzieja. Konkretniej to jest jedną z dwóch luźnych ekranizacji manhwy Ko Woo Younga publikowanej w latach 75-77. Sama historia to opowieść z czasów chińskiej dynastii Ming – taka legenda o azjatyckim Robin Hoodzie. Czytaj dalej

NaNoWriMo 2016

Jest październik, zaczyna się jesień i zbliża się National Novel Writing Month. Powieściowy listopadzie 2016 – uwaga, nadchodzę!

nanowrimo_2016_webbanner_participant

Wpis o tym, jak bardzo jestem w tym roku przygotowana. I chyba jest spora szansa, ze moja powieść zostanie napisana.

NaNoWriMo 2016 to moje 3 podejście do pisania powieści. I wygląda zadziwiająco obiecująco. Mam tytuł, mam set-up, mam trzy i pół bohatera…, mam całkiem nieźle opracowany wstęp w mojej głowie, mam nawet szkielet fabuły z zakończeniem – to się przecież nie może nie udać. Czytaj dalej