inne, książki, życie na emigracji

Żaby, samodoskonalenie i BuJo

Nowy miesiąc, to bardzo dobry moment na opowieść o samodoskonaleniu. Szczególnie, że zaczął się wrzesień — wiecie, początek roku szkolnego — to to jest dobry moment na coś nieco innego na blogu. Wprawdzie już kawałek tego września minął, ale na blogu jeszcze nie było wpisu, więc mogę sobie wybaczyć lenistwo.

Okazuje się też, że to, o czym będę tu marudzić, jakoś wcale mi się nie udaje — dowodem jest ten spóźniony wpis blogowy. Tak, dokładnie ten, który ja własnie piszę, a Ty własnie czytasz.

Ten rok miał być dla mnie. Miałam być bardziej zorganizowana, miałam mieć lepsza prace, własny samochód, nowy dom, lepiej się odżywiać, zrzucić zimowe kilogramy, zadbać o zdrowie i sylwetkę, zainwestować w rozwój, i w ogóle być super żoną i panią domu z sukcesami zawodowymi i pisarskimi. Jest wrzesień i chyba trochę mi nie wyszło. Żyję sobie na emigracji, nie wszystko mogę tak, jakbym chciała, ale mimo wszystko podejmuję jakieś tam małe kroczki na drodze do samodoskonalenia. Życie mi zweryfikowało ambitne plany na 1 rok, z niektórych zrezygnowałam bardziej świadomie, z innych mniej — nie o tym jednak chciałam pisać.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Moja dziwna fantastyczna lista

Pewnego dnia, wędrując po zakamarkach internetu, trafiłam na listę 51 fantastycznych serii książkowych. Postanowiłam ją zbadać i porównać z moimi czytelniczymi preferencjami, przy czym szybko okazało się, że lista ma już 4 lata. Od tego czasu pojawiły się nowe powieści, nowe serie i w pewien sposób poczułam, że jest to spis przestarzały. Więc zaczęłam poszukiwania takiej najbardziej skondensowanej listy klasycznych serii/powieści fantasy — magowie, wojownicy i te sprawy.

Znalazłam kilka. Trafiłam na całkiem aktualną listę 100 najlepszych serii fantasy, która sporą ilością tytułów kazała mi uznać się za czytelnika-ignoranta. Później też odkryłam, że reddit r/Fantasy prowadzi jakiś ranking i co roku publikuje aktualną listę najlepszych z najlepszych, którą sobie jednak odpuściłam (sporo pokrywa się z pierwszą listą, przynajmniej topka).

A jednak nadal było mi mało. Chciałam wiedzieć, co czytają ludzie z krwi i kości, i nie potrafiłam w tych listach doszukać się tego, co chciałam. Takiej super-listy tego, co w klasycznym fantasy powinnam nadrobić (tak wiem, wszyscy krzykną Władca pierścieni – może kiedyś).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Rozstaje

 

Zupełnie się nie spodziewałam, że ktoś poprosi mnie o napisanie recenzji dla najnowszego tomu opowiadań Sekcji literackiej „Logrus” Śląskiego Klubu Fantastyki. Więc kiedy to się zdarzyło, poczułam kilka bardzo sprzecznych emocji w sobie. Po pierwsze, poczułam się w jakiś sposób doceniona, bo chociaż piszę dość specyficznie, to jednak wykształcenie czasami bierze górę nad lenistwem. Po drugie, ponieważ nie czytam zbyt wiele opowiadań ani zbiorów, poczułam się przytłoczona, bo wiem jak antologie krótkich form potrafią mnie męczyć, i to może wpłynąć na końcowa ocenę. Po trzecie, wróciło do mnie to podniecenie i radość z pisania nie tylko dla siebie, ale dla kogoś. Po czwarte, uznałam, że muszę być bardziej profesjonalna w tym zadaniu.

Tym sposobem, kilka dni przed premierą, dostałam do wirtualnej ręki Rozstaje, czyli trzeci tom antologii opowiadań Ścieżki wyobraźni. Podeszłam do niej bardzo ostrożnie, bo wiadomo jak to jest z opowiadaniami różnych autorów — nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Dodatkowo byłam na kacu książkoholika po Skrzydłach, więc to nie wróżyło nic dobrego.

Rozstaje zaserwowały mi aż 10 opowiadań, każde inne od poprzedniego. Autorzy do tematu podeszli czasami dosłownie, a innym razem dość kreatywnie i metaforycznie. Muszę przyznać, że jest to antologia bardzo równa: teksty są ciekawe, świetne warsztatowo, napisane sprawnie i z wyczuciem. I przede wszystkim, są to bardzo dobre opowiadania, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły i czytało się je z przyjemnością.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Przeczytałam: Skrzydła

Nie pamiętam już jak dowiedziałam się, że istnieją Skrzydła. Możliwe, że wiadomość o powieści mignęła mi gdzieś na social media autorki, a może tytuł w rozmowie podrzucił mi jakiś znajomy czytacz. Wydaje mi się, że Ag. kilka razy wspomniała o tym, jak bardzo chce przeczytać, i ja też uznałam, że to może być dobre.

Jestem przekonana, że Skrzydła nadal byłyby na mojej liście do przeczytania, gdyby nie urodzinowy zbieg okoliczności i bardzo mili przyjaciele. I teraz sobie myślę, że to byłaby bardzo zła rzecz (gdybym ja tej powieści jeszcze nie przeczytała).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Czarne światła

Lipiec nie był dla mnie dobrym miesiącem do czytania. Mam wrażenie, że za powieści Raduchowskiej zabierałam się z dobrymi chęciami, a potem mi się nie chciało za bardzo. I nie, nie chodzi tu w cale o to, że książki mi się nie podobały — wręcz przeciwnie. Zwyczajnie trafiłam na ten moment w życiu, w którym czytanie nie było tym, co chciałam robić. Sierpień za to zapowiada się dość obficie, bo znów czuję „zew powieści”.

Czarne światła to cykl, który w tej chwili składa się z dwóch powieści: Łzy Mai oraz Spektrum. Druga powieść została nominowana do nagrody Zajdla w tym roku, dlatego też obie znalazły się na mojej liście lektur. Przypuszczam, że gdyby nie ten fakt i lekka sugestia Agnieszki, nigdy bym się na te powieści nie skusiła. I to wszystko owocuje tym, że nagle odkrywam polskich autorów, a w zasadzie autorki.

Obie powieści dzieją się w niedalekiej przyszłości, gdzie życie zostało zdominowane przez cyborgizację, niezwykle doskonałe serie syntetycznych ludzi (androidy), powszechną automatyzację i komputeryzację świat oraz pewną małą rebelię w mieście New Horizon. Bohaterami serii są detektyw (bardzo ludzki) Jared Quinn oraz jego partnerka, syntetyczka Maia.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Drugi kwartał czytelniczy na piąte urodziny

Tak się składa, że w poniedziałek blog skończył 5 lat. I pierwszy raz z tej okazji nie zaplanowałam żadnego okolicznościowego wpisu. Nie dlatego, że nie chciałam, czy zapomniałam, ale dlatego, że nie miałam na niego w tym roku ciekawego pomysłu. Zdarza się. Ale ponieważ moja kwartalna spowiedź czytelnika to taka sobie pogadanka, to uznałam, że jest też idealnym momentem, żeby o rocznicy wspomnieć. Zatem zanim przejdę do tematu:

Wszystkiego najlepszego dla mnie i dla dziwnego bloga z okazji 5tych urodzin! Happy B-Day My Weirdo!

A teraz powrót na ziemię, bo trzeba się znów wyspowiadać z tego, co też czytałam w ostatnich trzech miesiącach. Chciałam dużo, wyszło jak zawsze. Okej, wyszło nieco lepiej, bo maj to był mój najlepszy miesiąc w tym roku — tak czytelniczo. Ale nadal czuję, że mogłabym czytać więcej (bo nawet tego czasu nie przeznaczam na pisanie). Był moment, że już już doganiałam moje wyzwanie na Goodreads, ale wpadł czerwiec, dużo się działo i mój licznik kwartału skończyłam na prawie (słowo klucz) 8 tytułach. Troszkę się sobą rozczarowałam, bo liczyłam na mocne 9, albo nawet 10.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

O pisaniu: Iwona Magdalena

„Zmusiłam” kilka osób do tego, żeby podzieliły się swoją histroią pisania. Byłam tylko troszkę natrętna, bo nie wszyscy się zgodzili. Mniejsza o to. Jednak wypada, żebym ja też się nieco uzewnętrzniła i zapełniła lukę w moim małym cyklu. Takie zakończenie całego miesiąca pisania — mam nadzieję, że mój tekst pokaże, dlaczego właściwie sobie to wszystko wymyśliłam. A jak nie, to zawsze można dopytać w komentarzu. (W tym miejscu powinna pojawić się jakaś fajna emotka, ale na blogu ich nie używam, więc musicie sobie wyobrazić, jak puszczam do Was oczko.)


Ja, Iwona Magdalena, obiecuje mówić prawdę i tylko prawdę, i opowiedzieć wam moja historię pisania.

Piszę, bo jestem dziwna. Nie piszę, bo jestem dziwniejsza.

Pisać, tak na poważnie, zaczęłam w liceum. Tam też miałam kilka małych sukcesów literackich, które kazały mi myśleć, że mogę wiązać z tym przyszłość. Po pierwsze, moja polonistka wydrukowała w gazetce szkolnej mój mały obrazek literacki, który oparłam na jakiejś mandze (moment mojego szaleńczego zachwytu mangą i Japonią). Po drugie, miałam mały romans z poezją, który zaowocował wyróżnieniem w konkursie i wydrukowaniem 4 utworów w tomiku zbiorczym konkursu.

Więcej cudów nie pamiętam.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

Gdzie nauczyć się pisania powieści?

O tym, że internet to czasami bardzo dobre źródło informacji, wspomniałam kilka wpisów temu przy okazji budowania światów dla powieści. Jeśli się dobrze poszuka, to zazwyczaj można znaleźć prawdziwe skarby w każdym temacie. Myślę, że risercz warto zacząć mimo wszystko od internetu — ale nie o tym chciałam dziś opowiadać. Tym razem chciałam podrzucić kilka ciekawych miejsc, które pomagają w nauce pisania powieści. Niestety wszystkie materiały są po angielsku, więc zdaję sobie sprawę, że wiedza może okazać się niedostępna. Chciałabym, żeby było inaczej.

Na część tych źródeł natchnęłam się zupełnie przypadkiem, część została mi podsunięta przez innych piszących ludzi. A ponieważ sama buduję moją bazę naukowa do pisania, łącznie z podręcznikami (o których dziś nie będę opowiadać), to uznałam, że warto się nimi podzielić. Chociaż nie ma żadnej uniwersalnej metody na pisanie, i jeśli ktoś twierdzi inaczej to zwyczajnie jest w błędzie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

O pisaniu: Agnieszka

Oglądając Lucyfera nauczyłam się wyciągać sekrety od innych piszących osób. Zatem, zawdzięczając to mojej cudownej osobowości, przekonałam kolejną osobę do zdradzenia przepisu na sukces. Wydaje mi się, że udało mi się tak dobrać grono cudownych gości, że każda odsłona cyklu jest nieco inna i pokazuje zupełnie nową strone twórczych zmagań i pogoni za sławą.

Tym razem, o swojej historii pisania opowiada Agnieszka, która często napędza mnie do działania w moich cierpieniach aspirującego autora.


Nazywam się Agnieszka Żak. Publikuję tu i tam po czasopismach i antologiach, profesjonalistką się więc jeszcze nie nazwę, ale też coś już w kwestii pisania osiągnęłam. I zamierzam działać dalej, bo odpowiadając na pytanie „czemu piszę”, muszę szczerze odpowiedzieć, że po prostu nie bardzo umiem przestać.

Piszę w zasadzie od zawsze i do tej pory trzymam w biurku zeszyty z czasów podstawówki. Raz na kilka lat nawet do nich zaglądam, by popodziwiać moje pierwsze, pokraczne próby opowiedzenia ciekawej historii. Zresztą żadnego tekstu nigdy nie wyrzuciłam, bo wierzę w twórczy recycling — to, że x lat temu nie udało mi się jakiegoś pomysłu zrealizować, nie znaczy, że już nigdy się nie uda. Lubię raz na jakiś czas wyciągać z odmętów dysku stare, nieudane teksty, by spojrzeć na nie świeżym okiem. A czasem nawet się zainspirować i napisać je od nowa, albo ukraść z nich bohatera do innego opowiadania, albo skleić dwa pomysły ze sobą… wiele opowiadań powstało właśnie dzięki tej metodzie.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Song of the Dryad

O tym, że oglądam AuthorTube, wspominałam już kiedyś na blogu. Jedną z moich ulubionych autorek/twórczyń jest Natalia Leigh, która ma na swoim koncie kilka wydanych samodzielnie powieści. Muszę przyznać, że moje spotkania z selfpublishingiem były do tej pory różne — przykładem mniej udanej powieści może być Demonic Triangle.

Natalia Leigh zaciekawiła mnie swoją powieścią (mowa oczywiście o Song of the Dryad) do tego stopnia, że postanowiłam ją kupić. Nawet pomimo faktu, że autorka określa ją jako cosy contemporary fantasy oraz young adult — uznałam, że dam jej szansę. Chciałam zobaczyć jakie wróżki i inne stworzonka pojawią się na kartach powieści, a sam tytuł Pieśń Driady brzmi niezwykle pociągająco.

Dodatkowo Leigh opowiadała na swoim kanale o procesie twórczym dość często (jak przy swoim obecnym projekcie), I robiła to z taka pasją i entuzjazmem, które mnie bardzo zachęcały. Dzięki temu wiedziałam, że nie pisze swoich powieści na kolanie, ale poprzedza je riserczem, skupia się bardzo na redakcjach i poprawkach, współpracuje z beta-readerami, którzy pomagają jej w stworzeniu finalnej wersji tekstu.

Czytaj dalej

Zwykły wpis