ja tu piszę

NaNoWriMo – tydzień drugi

Nie wiem jak to działa, ale to był najdziwniejszy tydzień pisania. Bo więcej nie pisałam, jak pisałam, dlatego będzie bardzo krótko. Ale po kolei.

W piątek nie napisałam ani słowa. Tak jakoś wyszło. Sprawy osobiste wjechały w życie mocno, i z tej dzikiej radości (bo to były dobre rzeczy) zapomniałam co to takiego to NaNoWriMo.  Sobota była raczej symboliczna, więc też nie mam się nad czym rozwodzić. Takie tam kilka słów, żeby nie zapomnieć o powieści. Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

NaNoWriMo – 1 tydzień i pół

Ten tekst (to cudne pisarskie marudzenie) miał się pojawić w piątek, bo i piątek był granicą 1 tygodnia NaNoWriMo. Ale go nie było, bo go zwyczajnie nie napisałam. Tak w skrócie, to ja niewiele napisałam.  Ale po kolei.

Jak co roku, 31 października trafiłam na wirtualny kick-off (tym razem byłam prawie do końca) i jak co roku nie byłam gotowa z planem powieści — a miało być inaczej. Ale jak to ja, nie zrażam się takimi drobnostkami, bo i tak pracuję 1 listopada (urocza emigracja), więc do samego NaNoWriMo podchodzę bez większej spiny. Tylko jak tu zacząć coś pisać, jak nie ma ani fabuły, ani chociażby bohaterów? Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Przeczytałam: Jaga

Jak sam tytuł wskazuje, przeczytałam Jagę Katarzyny Bereniki Miszczuk, niestety nie bez potknięć. Już kilka miesięcy temu wpadłam w jakiś taki dołek czytelniczy, który nie pozwala mi zacząć nic nowego. Za każdy tytuł zabieram się tygodniami, i tak tez było z Jagą. A przecież w zeszłym roku pisałam, jak bardzo zachwyciłam się cyklem Kwiat paproci. I niezwykle ciszyłam się na ten spin-off/prequel o przygodach młodej Jarogniewy.

Skłamię, jeśli powiem, że rzuciłam się na Jagę jak na ciepłe bułeczki. Książka przeleżała swoje (można powiedzieć, że pięknie dojrzała) zanim zabrałam się za czytanie, a i to nie było jakieś spektakularne rozpoczęcie — potrzebowałam miesiąca, żeby w końcu na dobre zagłębić się w historię i rzucić tam całą sobą. Nie pierwszy raz mi się tak zdarza, pewnie też nie ostatni.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

Pisze powieść 2: nieistniejący bohaterowie

Prep-tober zdecydowanie mi nie idzie. To trochę wina tego, że siedzę sobie na urlopie i nie miałam jeszcze szans nad powieścią popracować, ale w myśl zasady, że wypowiedziane wątpliwości są mniej straszne, dziś kolejna porcja zwierzeń.

W zasadzie nie mam bohaterów mojej powieść, a czasu coraz mniej. Nie mam imion, nie mam zawodów, nie mam prawie nic co jest związane z postaciami, a jedynie mgliste jakieś takie pojęcie co ja bym chciała z nimi robić.

Jedyna postać, która jako tako posiada formę, powstała na bazie mojego szefa z pracy — bo zasłużył sobie, żeby spektakularnie zginąć. Robiłam już tak kilka razy i zazwyczaj Ci bohaterowie wypadali całkiem nieźle na tle fabuł, do których ich wplatałam. Jest to zawsze dobra opcja, bo czasami wystarczy jedna konkretna cecha człowieka, którego znamy, i przed oczami staje ktoś bardzo charakterystyczny.

A jednak moja nano-powieść nie przyciąga do siebie postaci. Przez co mam jeszcze większą dziurę i nie jestem w stanie stworzyć sobie nawet szczątkowego planu tekstu (a to chyba już ten czas, gdy powinnam go mieć?). Zaczynam myśleć, ze chyba potrzebuję pomocy ze stworzeniem kilku bohaterów, bo jak to tak ich nie mieć? Jak tu zabrać się za pisanie?

Główna bohaterka jakaś jest, siedzi we mgle z małymi szansami na szybkie wyjście z cienia. Bo nie mam jeszcze opracowanego systemu kapłaństwa, ani tym bardziej hierarchii sług poszczególnych bóstw. O samych bóstwach nie wspominam. tytułowa Czerwona Bogini, która jest w powieści chyba najważniejszym bóstwem, kojarzy mi się trochę z tą waleczną wersją indyjskiej Kali. Czeka mnie czytanie o niektórych bogach z rożnych religii i kultów, żeby skleić w jedną całość ten mój, niby całkiem fantastyczny.

Więc zanim zacznę rodzić swoich bohaterów, chyba muszę urodzić ich stwórców – całą wielka bandę bogów i mniejszych bóstw, bo na tej podstawie zostanie też zbudowana kraina. Próbuję myśleć o tym po angielsku(nadal tego nie robię i może się okazać, że jednak powieść będzie pisana po polsku), jest ciężko.

To chyba pierwszy projekt, który zaczynam od stworzenia świata, a nie od jakiejś zdecydowanej i pełnej woli walki bohaterki. Nie wiem czy brać to jako dobry omen na dalsza pracę, czy jednak bać się efektu takiego stanu rzeczy… Obawiam się, że nie zdążę przed NaNoWriMo i 1 listopada zacznę od kwiecistych opisów, zamiast sensownego tekstu. Panic mode on.

Zwykły wpis
ja tu piszę

Piszę powieść 1: światotworzenie

To miał być super ambitny i profesjonalny tekst, o tym, jak tworzę mój piękny świat w mojej cudnej powieści. Ale taki nie będzie, bo chociaż obiecałam sobie, że popracuję nad nim razem z pytaniami SFWA, to jednak zabrakło mi czasu.

To nie jest tak, że nic nie zrobiłam, bo mój świat sam się trochę stworzył. Niestety jest tam więcej dziur i problemów, niż tego dobrego materiału. Pomyślałam, że jak o tym wszystkim coś napiszę, to się odblokuję na twórcze działanie.

Moją NaNo-powieść 2019 postanowiłam napisać po angielsku. Co zdaje się być dla mnie zadaniem podwójnie, o ile nie potrójnie, trudnym. Bo niby posługuje się językiem angielskim na co dzień, dużo w nim czytam i rozumiem go prawie perfekcyjnie, to jednak przerzucenie się na działalność literacką jest zupełnie inną parą gumiaków. Czytaj dalej

Zwykły wpis
bollywood, filmy i seriale

Jesienny Bolly-maraton

Mam takie chwile w życiu, kiedy potrzebuję puchatego Bollywoodu, tego mniej puchatego zresztą też. Zawsze wtedy oglądam sobie w małym odstępie czasu kilka filmów (na małą jesienną chandrę), a potem biegnę dalej z normalnym życiem.

W moim Mieście Fabryk i Magazynów zaczęły się deszcze, temperatura utrzymuje się w skali 10-15 stopni w ciągu dnia, więc kocyk, herbatka i puchaty film, to jest to co najlepsze w weekendowy wieczór. Idealnie to tam powinna być dobra książka, ale czasami brak sił na idealność.

Więc obejrzałam sobie kilka filmów, bo Netflix ma bardzo bogatą ofertę Bolly, i pomyślałam, że to będzie dobry przerywnik od zwyczajowych tekstów na blogu — jeśli o nich troszkę opowiem. Nadrobiłam też kilka tytułów z Shah Rukh Khanem, co zawsze jest nieco zabawne. Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

3 kwartał czytelniczy

Jest październik, przyszła jesień, i to jest ten moment, na który czekam. Mogę sobie pogadać o tym, jakim to jestem super czytelnikiem. Jak bardzo nie umiem w  wyzwania i jak bardzo moje plany się nie udają. Tak, to jest moment na moją cykliczną spowiedź czytelnika, a może powinnam powiedzieć czytacza. Bo #czytamdlarozrywki

Zanim przejdę jednak do opowieści o tym, co przeczytałam w minionym kwartale, zatrzymam się chwilę na nieco innej kwestii. Moje niekontrolowane zakupy książkowe.

Nasza biblioteczka domowa wzbogaciła się w lipcu o dwie pozycje, które to przywieźli moi Teściowie przy okazji wakacyjnej wizyty. Dla mnie Jaga Katarzyny Bereniki Miszczuk, a dla Męża Ja inkwizytor. Przeklęte krainy Jacka Piekary. Tradycyjnie brak miejsca każe nam wybierać co chcemy, a ja lubię kompletować serie. Książkowo więc było delikatnie, nie ma co siać paniki. Czytaj dalej

Zwykły wpis
inne, książki, życie na emigracji

Żaby, samodoskonalenie i BuJo

Nowy miesiąc, to bardzo dobry moment na opowieść o samodoskonaleniu. Szczególnie, że zaczął się wrzesień — wiecie, początek roku szkolnego — to to jest dobry moment na coś nieco innego na blogu. Wprawdzie już kawałek tego września minął, ale na blogu jeszcze nie było wpisu, więc mogę sobie wybaczyć lenistwo.

Okazuje się też, że to, o czym będę tu marudzić, jakoś wcale mi się nie udaje — dowodem jest ten spóźniony wpis blogowy. Tak, dokładnie ten, który ja własnie piszę, a Ty własnie czytasz.

Ten rok miał być dla mnie. Miałam być bardziej zorganizowana, miałam mieć lepsza prace, własny samochód, nowy dom, lepiej się odżywiać, zrzucić zimowe kilogramy, zadbać o zdrowie i sylwetkę, zainwestować w rozwój, i w ogóle być super żoną i panią domu z sukcesami zawodowymi i pisarskimi. Jest wrzesień i chyba trochę mi nie wyszło. Żyję sobie na emigracji, nie wszystko mogę tak, jakbym chciała, ale mimo wszystko podejmuję jakieś tam małe kroczki na drodze do samodoskonalenia. Życie mi zweryfikowało ambitne plany na 1 rok, z niektórych zrezygnowałam bardziej świadomie, z innych mniej — nie o tym jednak chciałam pisać.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Moja dziwna fantastyczna lista

Pewnego dnia, wędrując po zakamarkach internetu, trafiłam na listę 51 fantastycznych serii książkowych. Postanowiłam ją zbadać i porównać z moimi czytelniczymi preferencjami, przy czym szybko okazało się, że lista ma już 4 lata. Od tego czasu pojawiły się nowe powieści, nowe serie i w pewien sposób poczułam, że jest to spis przestarzały. Więc zaczęłam poszukiwania takiej najbardziej skondensowanej listy klasycznych serii/powieści fantasy — magowie, wojownicy i te sprawy.

Znalazłam kilka. Trafiłam na całkiem aktualną listę 100 najlepszych serii fantasy, która sporą ilością tytułów kazała mi uznać się za czytelnika-ignoranta. Później też odkryłam, że reddit r/Fantasy prowadzi jakiś ranking i co roku publikuje aktualną listę najlepszych z najlepszych, którą sobie jednak odpuściłam (sporo pokrywa się z pierwszą listą, przynajmniej topka).

A jednak nadal było mi mało. Chciałam wiedzieć, co czytają ludzie z krwi i kości, i nie potrafiłam w tych listach doszukać się tego, co chciałam. Takiej super-listy tego, co w klasycznym fantasy powinnam nadrobić (tak wiem, wszyscy krzykną Władca pierścieni – może kiedyś).

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Przeczytałam: Rozstaje

 

Zupełnie się nie spodziewałam, że ktoś poprosi mnie o napisanie recenzji dla najnowszego tomu opowiadań Sekcji literackiej „Logrus” Śląskiego Klubu Fantastyki. Więc kiedy to się zdarzyło, poczułam kilka bardzo sprzecznych emocji w sobie. Po pierwsze, poczułam się w jakiś sposób doceniona, bo chociaż piszę dość specyficznie, to jednak wykształcenie czasami bierze górę nad lenistwem. Po drugie, ponieważ nie czytam zbyt wiele opowiadań ani zbiorów, poczułam się przytłoczona, bo wiem jak antologie krótkich form potrafią mnie męczyć, i to może wpłynąć na końcowa ocenę. Po trzecie, wróciło do mnie to podniecenie i radość z pisania nie tylko dla siebie, ale dla kogoś. Po czwarte, uznałam, że muszę być bardziej profesjonalna w tym zadaniu.

Tym sposobem, kilka dni przed premierą, dostałam do wirtualnej ręki Rozstaje, czyli trzeci tom antologii opowiadań Ścieżki wyobraźni. Podeszłam do niej bardzo ostrożnie, bo wiadomo jak to jest z opowiadaniami różnych autorów — nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Dodatkowo byłam na kacu książkoholika po Skrzydłach, więc to nie wróżyło nic dobrego.

Rozstaje zaserwowały mi aż 10 opowiadań, każde inne od poprzedniego. Autorzy do tematu podeszli czasami dosłownie, a innym razem dość kreatywnie i metaforycznie. Muszę przyznać, że jest to antologia bardzo równa: teksty są ciekawe, świetne warsztatowo, napisane sprawnie i z wyczuciem. I przede wszystkim, są to bardzo dobre opowiadania, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły i czytało się je z przyjemnością.

Czytaj dalej

Zwykły wpis