Kobo, robisz to źle

O moim niezadowoleniu z systemu jakim posługują się angielskie księgarnie ebooków pisałam już nie raz, nie dwa. Mam do wylania kolejny kielich łez, i już sama nie wiem co z tym zrobić. Zaginęło mi w akcji trochę wydanych funtów.

To już kolejny wpis z cyklu „kazali mi przenieść moje ebooki, bo się zamykają”. Pierwszy wpis wrzuciłam gdy nook kazał mi się przenieść do Sainsbury’s. Drugi wpis gdy musiałam się przenieść do kobo. I wszystko to w ciągu niecałego roku. Czytaj dalej

Dramaland: Entourage

Zabierałam się do tego wpisu bardzo długo, bo nie wiedziałam czy mam coś ciekawego do powiedzenia na temat dramy. W internecie krążą opinie, jak to bardzo Entourage jest remakiem nieudanym i wcale się im nie dziwię. Ale pomyślałam sobie, że w zasadzie znalazłabym kilka powodów, dla których mimo wszystko warto go obejrzeć.

Entourage to drama stacji tvN opowiadająca o zapleczu koreańskiego przemysłu filmowego. Odnoszę jednak dziwne wrażenie, że te kulisy zostały nieco wygładzone. Mam wrażenie, że scenariusz zupełnie się nie sprawdził w koreańskim formacie. Ale o tym niżej. Drama w całości nagrana przed emisją, ale jak się okazuje po niektórych tytułach, to wcale nie gwarantuje sukcesu (patrz Hwarang). Czytaj dalej

Iwona nie ma planu…

Wpis zupełnie spontaniczny, bez wstępów i refleksji (a może pełen refleksji?). Taki w stylu „co też mi palce na klawisze przeniosły”.

W tym roku nie robiłam ambitnych planów – robię je zawsze 2 razy w roku: na początku kalendarzowego i we wpisie rocznicowym bloga. I nie będę się oszukiwać gdy powiem, że mało mi z planów wychodzi, bo ja bardziej na żywioł zawsze (dlatego nie napisałam mojej super powieści w NaNoWriMo 2016).

I to jest bardzo dobry moment na foto jednorożca, żeby wpis był bardziej kolorowy, a ja poczuję się bardziej specjalna:

Kilka dni temu naszła mnie ochota na posprzątanie bloga, co wyraziłam w nietypowy sposób na stronie fb (wpis miał zapewne więcej wyświetleń niż blob będzie miał kiedykolwiek i chyba to mnie kopnęło do tego dziwnego pisania tu i teraz). Czytaj dalej

Dramaland: Zakochany Ślimak

Mój pierwszy tekst 2017 roku powstawał długo, ale jest w tym jakaś logika (moja własna). To taka mała opowieść o tym, jak Iwona postanowiła obejrzeć sobie chińską dramę, ale za bardzo bała się bariery językowej. Bo przecież mandaryński brzmi tak dziwnie.

Nie umiałam się skusić na żądną c-dramę (o innych dramach nie wspominając). Znalezienie tytułu, który by mnie jakoś przyciągnął trwało długo, a i gdy już go znalazłam, podchodziłam do niego bardzo małymi kroczkami. Aby zabrać się za When a Snail Falls in Love przekonałam się po obejrzeniu jednego z trailerów (i to kilkakrotnie dla pewności). Ciekawy opis fabuły przypieczętował moją decyzję i wcale nie żałuję!

snail

Drama to taki thriller detektywistyczny z romansem w tle i adaptacja ponoć całkiem niezłej powieści autorstwa Ding Mo (na szerokich wodach internetu można znaleźć fanowskie nieoficjalne tłumaczenia, bo nie sadzę by powieść wyszła oficjalnie poza Chinami i/lub Azją). Czytaj dalej

Listopadowe podsumowanie NaNoWriMo.

Wpis o tym, jak cudownie pisało mi się NaNoWriMo 2016, robiąc jednocześnie milion innych rzeczy…

W zasadzie małe podsumowanie, jak to nie wygrałam i wygrałam jednocześnie. Dzielnie napisałam jakieś 10k słów – w zasadzie powód do dumy, bo ostatnio tak mało piszę, że to istny wyczyn. W listopadzie miałam całe dwa dobre dni, gdzie napisałam w granicach normy, kreski jednak nigdy nie dogoniłam (pozwólcie, że się wykresem nie pochwalę, bo nie ma czym). Moja prywatna średnia była w granicach 500 słów gdzieś do 20 listopada, bo to tam zaczęłam opadać z mocy twórczych. A ostatnie trzy dni, przestałam udawać, że coś z siebie więcej wcisnę…

W październiku, kiedy wymyślałam moja powieść, nawet się nią jarałam. Ale sama radocha widać nie wystarczy i bez sensownego plany nie da się tych 50k wycisnąć – nie JA. Bohaterowie też mi się nie popisali. Moja heroina Ingrid byłą mało heroiczna (wyszła tak beznadziejna, że któregoś dnia porównałam ją do Belli ze Zmierzchu i chyba przestałyśmy się lubić…). Te postacie na które się cieszyłam były nieudane zupełnie, ale w trakcie pisania wyrwała mi się jedna ciekawa kapłanka, która powinna dostać chociaż opowiadanie/obrazek literacki w nagrodę za dzielne podtrzymywanie życia nano-powieści.

Męczyłam pisanie strasznie, szczególnie gry wracałam wieczorami z pracy i przypominałam sobie, że nie mam słów tego dnia. A w weekendy byłam zmęczona i nie miałam sił by nadrabiać, bo pranie czekało i te wszystkie inne rzeczy… I nawet dram prawie nie oglądałam!

Ludzie jednak każą mi być dumną, bo kiedy ja napisałam ostatnio 10k słów? Więc trochę wygrałam.

Jest duża szansa, że to było moje ostatnie NaNoWriMo. Chwilowo pisanie kojarzy mi się z wyciskanie z głowy zdań, bo może chociaż 200 słów dziś…