książki

Wyzwanie Le Guin 2.1: Świat Rocannona

Zaczynam kolejną część cyklu z wyzwaniem Le Guin. Tym razem zabrałam się za czytanie Sześciu światów Hain i przyznam, że początek był niezwykle trudny. Jak tylko siadałam do czytania pierwszej powieści — którą jest Świat Rocannona — po 2 stronach rozpraszało mnie dosłownie wszystko. Przyjęłam też przez to zupełnie inną taktykę: ponieważ czytam wolniej, to każda z powieści dostanie swój oddzielny tekst na blogu. Dobre dusze mówią mi, że te pierwsze powieści są słabsze i gorzej się je czyta, więc mam nadzieję, że jednak skończę do końca kwietnia. Jest duża szansa, bo też się izoluję i nie chodzę do pracy.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

Gryzipiórka w natarciu: luty/marzec

Dawno dawno temu, Iwona zaplanowała sobie dużo pisania i rozwoju pisarskiego. A potem obiecała też pisać natchnione sprawozdania. To właśnie ten moment.

Pod koniec lutego stworzyłam sobie plan, o którym można poczytać w tym tekście. Nie zakładałam cudów na kiju, bo przy pracy na pełen etat nie jest najłatwiej. Podeszłam za to do moich planów pisarskich dość poważnie, w jakiś sposób ambitnie, bo to mój nadrzędny cel w tym roku.

Jednak marzec, zapewne nie tylko dla mnie, stał się miesiącem chaotycznym, pełnym pytań bez odpowiedzi. Takim miesiącem katastroficznym, którego nikt się nie spodziewał (zupełnie jak hiszpańskiej inkwizycji). I muszę niestety przyznać, że na moich planach odbiło się to bardzo źle, bo nie wiem nawet, czy udało mi się wykonać chociażby 10%. Zakładam, że nie. I jednocześnie czuję się usprawiedliwiona. W dodatku obiecując poprawę na przyszłość, a jest ku temu doskonała okazja.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

nanoFantazje 2.0

Pamiętam, że kiedy pojawiła się cała koncepcja Fantazmatów, to byłam do niej bardzo pozytywnie nastawiona. I bardzo chciałam przeczytać te wszystkie opowiadania z antologii, zobaczyć co też pisze „młody” twórca w XXI wieku. Jaka fantastyka jest na topie, z czym przyjdzie mi konkurować, jak już się wezmę za siebie.

Nowa publikacja, to zawsze dla mnie jakiś bodziec, żeby wziąć tego ebooka, usiąść i po porostu czytać. Nigdy mi się nie udaje. Co zatem zrobiła Iwona? Za cel w 2020 postawiła sobie przeczytanie tych zaległych antologii — odliczając nanoFantazje 2.0 jest ich już tylko cztery. A mikro opowiadania wybrałam na start dlatego, bo są własnie mikro. I dlatego, że sama też lubię pisać krótkie formy.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
blog, inne, życie na emigracji

Gryzipiórka w zamknięciu

Miałam już kilka pomysłów na ten tekst; sporo obaw i wahania, czy w ogóle powinnam pisać. Koniec końców, w 3 dniu izolacji, kiedy Mąż był świadkiem mojego małego szaleństwa, doszłam do wniosku, że muszę gdzieś dać ujście moim emocjom. A raczej opowiedzieć, co dzieje się w mojej głowie.

Ostatni raz wyszłam z domu w sobotę, na szybką wyprawę do apteki, wykupić zaległą receptę zanim będzie to bardzo trudne. Ostatni raz w pracy byłam w środę tydzień temu, i był to niezwykle pusty dzień. Prawie całe biuro przeniosło się już na pracę zdalną i nie miałam nawet z kim porozmawiać w czasie tych ośmiu godzin.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Indie author: Bethany Atazadeh

Przeczytałam dwie powieści i uznałam, że zrobię sobie z tego kolejny cykl na blogu. How awesome is that?

Zagraniczny self-publishing stał się moim zainteresowaniem od kiedy wpadłam w dziurę zwaną AuthorTubem. Śledzę sobie tam kilka osób, zupełnym przypadkiem są to same kobiety, które nazywają siebie Indie Authors. I jestem trochę pod wrażeniem. Tych kilka uroczych autorek/pisarek/twórczyń udowadnia, że nie trzeba mieć za sobą sztabu ludzi i wielkiego wydawnictwa, żeby stworzyć dobry produkt. Wręcz przeciwnie. Za to trzeba mieć w sobie wiele siły i energii, bo to ile pracy, wysiłku i środków wkładają w swoje literackie dzieci jest oszałamiające.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
ebooki i czytniki, książki

Podsumowanie styczeń/luty

Dzień dobry, mamy marzec, a to oznacza podsumowanie czytelnicze z minionych dwóch miesięcy. Tak jak zapowiadałam w planach na 2020, postanowiłam pisać te moje czytelnicze spowiedzi/marudzące słowotoki nieco częściej, bo potrzeba mi więcej kontentu na blogu.

styczeń i luty były dość dziwnym okresem pod wieloma względami. Wgryzanie się w nową pracę i nowy system życia zajmowało mi aż nazbyt dużo czasu — te kilka godzin wolnego po pracy to stanowczo za mało na cokolwiek. Mam też wrażenie, że te dwa miesiące po prostu śmignęły mi przed oczami i nie wiem, jak to się stało, że już mamy marzec.

Czytelniczo też było dziwnie. Z jednej strony mam wrażenie, że poszło mi niezwykle słabo, ale z drugiej, udało mi się przeczytać prawie („prawie” to słowo klucz, a dlaczego, to opowiem nieco niżej) 6 powieści i 2 zbiory z opowiadaniami. Więc niby mocno ponad normę, ba! — 200% normy! A jednak poniżej normy. Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

To co z tym pisaniem?

Jak już wiadomo, w tym roku postanowiłam zmusić się do pisania, do nauki pisania, do praktykowania pisania i tak dalej. I każdy sposób jest dobry, żeby mi o tym stale przypominać (np. pisanie o tym kolejnego tekstu na bloga). Jak nie zapomnę, to może zacznę działać.

W tym samym czasie zaczęła, oglądać dużo AuthorTube’a (a co to takiego pisałam już tutaj) i inspirować się celami na 2020 tych wszystkich aspirujących pisarzy. To też te wszystkie opowieści o publikowaniu kolejnych tekstów przez innych, wzbudziły we mnie to silne postanowienie poprawy na pisarskim polu własnym. Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Potworne muzeum Hitchcocka

Przypuszczam, że po ten zbiór nigdy bym nie sięgnęła sama z siebie, gdyby pewnego dnia nie został mi uroczo podrzucony na recepcyjne biurko przez ochroniarza Rona. Z Hitchcocka pamiętam tylko „Ptaki”, które mnie wystraszyły gdy byłam dzieckiem, wiec uznałam, że w sumie czemu nie poczytać trochę o potworach i wyjść ze swojej czytelniczej comfort zone (i jak się okazało, językowej też)

Monster Museum to zbiór 12 opowiadań, z ulubionymi potworami Hitchcocka. Nie wiem, czy zwrot young reader na okładce miał sugerować, że jest to zbiór przeznaczony dla młodzieży, czy po prostu dla niewprawionego czytelnika, ale ja po przeczytaniu stawiałabym na to pierwsze odwołanie.

Jak to przy antologiach bywa, każde opowiadanie napisał ktoś inny, a ja znałam z listy 12 autorów zaledwie jedno nazwisko: Ray Bradbury. I jak do tej pory nic żadnego nie czytałam. Czytaj dalej

Zwykły wpis
książki

Le Guin: „Ziemiomorze” #3

Część trzecia i ostatnia mojego maratonu z Ziemiomorzem. Jednocześnie jest to koniec pierwszego etapu roku z Le Guin. Zanim jednak przejdę do ostatnich dwóch części cyklu, przyda się kilka słów podsumowania.

Zdecydowanie nie była to ani szybka lektura, ani tym bardziej lekka. Nawet jeśli myślałam o każdej powieści oddzielnie, że to krótkie teksty w granicach 100-200 stron, to czytanie szło mi niezwykle wolno, i zajęło dobrze ponad miesiąc. I jestem tym zawiedziona, bo to oznacza, że nawet gdybym zmuszała się do czytania jednej Le Guin za druga, to miałam marne szanse na skończenie wszystkiego w pół roku.

Nadal mam nadzieję, że w 2020 roku uda misie całe to wyzwanie,bo to będzie znaczyło dla mnie bardzo dużo. Czytaj dalej

Zwykły wpis
ja tu piszę

Sanderson 2020

Tak wiem, o moich planach pisarskich już w zasadzie pisałam, ale temat ten ostatnio do mnie wraca. Tak wiem, ten tytuł jest bardzo dziwny i bardzo jednotorowy, ale mam wrażenie, że bardzo dobrze oddaje to, co próbuje kopnąć mnie w mniej szlachetna część pleców.

Jest to tekst dość spontaniczny, który wynika bardziej z podzielenia się przemyśleniami ostatnich dni. Chciałbym tez, żeby nazbierał on dla mnie pozytywnej energii od piszącego grona moich czytelników (wiem, że się chowacie). Ostatnio się uzewnętrzniam ludziom i chyba warto mi zacząć od pewnej historyjki z pracy.

Czytaj dalej

Zwykły wpis